Trudno w tej chwili przesądzać, że tak się stanie. Jest kilka powodów, uzasadniających większą ostrożność. Na razie obroty są dość małe, co ułatwia odrabianie strat. W górę idzie głównie kurs KGHM, a na pozostałych walorach niewiele się dzieje. Koniunktura na świecie wyraźnie się pogorszyła. Choć wyniki spółek w USA są zgodne z oczekiwaniami i wykazują poprawę w porównaniu z ubiegłym rokiem, to inwestorzy nie chcą już kupować akcji. Głównym powodem jest są pesymistyczne zapowiedzi na drugą połowę roku. Wczoraj o kłopotach z realizacją prognozy poinformowały Ford i Lucent.

Istotne znaczenie ma też to, co dzieje się na rynkach obligacji i walut. W niecały miesiąc dziesięcioletnie obligacje amerykańskie spadły o blisko 30%. Nie dzieje się to bez powodu. Duży deficyt budżetowy wymaga atrakcyjnych cen papierów skarbowych do jego sfinansowania. Wzrost rynkowych stóp procentowych stwarza zagrożenie dla rynku nieruchomości, gdzie ostatnio zaznaczył się wyraźny spadek składanych wniosków o refinansowanie kredytów hipotecznych. Większe koszty obsługi tych kredytów to mniej pieniędzy na konsumpcję. I wreszcie w oparciu o rentowność obligacji ocenia się atrakcyjność wycen akcji. Im wyższa rentowność, tym akcje mniej atrakcyjne.

Na dolarze doszło do zmiany trendu względem euro. Aby rozwiązać lub przynajmniej złagodzić problem z dwoma deficytami w amerykańskiej gospodarce - budżetowym i obrotów bieżących - potrzeba przeciwnej tendencji. Eksperci mówią, że dopiero spadek dolara do poziomu ok. 1,3 za euro te problemy by łagodził. Do tego umacniający się dolar działa deflacyjnie. Mniej opłacalny staje się eksport, co zwiększa konkurencję firm na rodzimym rynku.

Wydaje się, że nasz rynek musi być świadomy tych zagrożeń i w dłuższej perspektywie będzie odzwierciedlał to, co dzieje się na świecie. Tym bardziej, że planowane zwiększenie deficytu budżetowego powiększy dług publiczny. W przypadku dalszego wzrostu rentowności obligacji na świecie podroży to koszty obsługi długu.

WIG20 wsparcie ma przy 1350 pkt, opór to 1393 pkt. Zamknięcie poniżej 1350 zmniejszyłoby szanse na atak na szczyt z maja ub.r. i potem ubiegłoroczne maksimum.