Głównie wynika to z bardzo słabych notowań Pekao, zniżkującego o blisko 3%. Obroty na tej spółce są spore i coraz bardziej wygląda na to, że poprawa notowań z ostatnich dni była jedynie odreagowaniem spadku sprzed 2 tygodni. Prawdopodobne jest, że kolejne dni przyniosą powrót do ruchu zniżkowego. Bank zmienił datę przekazania raportu za II kwartał i poznamy go już za tydzień, a nie ja wcześniej planowano za 2 tygodnie. To może oddziaływać na wyobraźnię inwestorów, obawiających się, że zyski nie będą najlepsze tak jak w przypadku banków które do tej pory podały wyniki.
Ważne jest, że w ostatnich dniach wraca korelacja z rynkami zagranicznymi. Wczoraj poprawa koniunktury na świecie pomogła odrabiać straty. Jednak sesja w USA, po serii bardzo dobrych danych, zakończyła się porażką kupujących. Otrzymaliśmy bardzo wyraźny sygnał, że dobre dane nie wpływają pozytywnie na rynki i nie skłaniają inwestorów do kupna akcji. Rentowność amerykańskich obligacji nadal rośnie. To oznacza, że inwestorzy uwalniają środki z bezpiecznych instrumentów, powodując wzrost rynkowych stóp procentowych. To podnosi koszt finansowania zadłużenia przedsiębiorstw, zmniejsza atrakcyjność wycen giełdowych akcji i powoduje podniesienie kosztów dla zadłużonych gospodarstw domowych. Ciesząc się z poprawy po stronie podażowej w światowej gospodarce (wzrost produkcji) warto zauważyć, że obecna sytuacji grozi, że nie napotka to na wzrost popytu i oznaczać będzie jedynie wzrost zapasów. A to stałoby się sygnałem, że trwające ożywienie gospodarcze nie będzie miało trwałego charakteru. W kontekście podanych wczoraj danych o wzroście PKB w USA warto też zauważyć, że skala wzrostu była większa od oczekiwanego, ale i tak kontrastuje ze skalą nakładów na to, aby go osiągnąć. Są one związane z bezprecedensowym wzrost podaży pieniądza na rynku wynikającym z luźniej polityki fiskalnej i monetarnej.