ŚWIAT: Wczoraj na rynku EUR/USD osiągnięty został poziom figury 1,13. O godz. 20:00 Departament Skarbu podał, że deficyt budżetowy w sierpniu wyniósł 76,48 mld USD i tym samym w roku fiskalnym kończącym się w USA we wrześniu, przekroczył już kluczowy poziom 400 mld USD - dokładnie 400,46 mld USD. Nie jest to najlepsza informacja. Dzisiaj MFW opublikował swój raport odnośnie światowej gospodarki. Główny ekonomista Kenneth Rogoff ponownie ostrzegł przed zbyt wysokim deficytem budżetowym, który może znacznie osłabić dolara. Zresztą Fundusz już wcześniej poruszał ten temat. Niewykluczone, że powróci on także na spotkaniu ministrów finansów państw G-7 w Dubaju w najbliższą sobotę. Jeżeli USA przyznają, że obniżenie deficytu będzie trudne to może to spowodować większą wyprzedaż dolarów. Zwłaszcza, że zdaniem ekonomistów niskie stopy procentowe (co obiecuje FED) i wysoki deficyt budżetowy to trudna do utrzymania wybuchowa mieszanka. Dodatkowo gospodarka nie rozwija się tak jak powinna - gdyż dalej kuleje rynek pracy. A ewentualne podwyższenie stóp procentowych zniszczyłoby rynek nieruchomości, gdzie wiele Amerykanów jest sporo zadłużonych, co dalej negatywnie odbiłoby się na wysokości ich konsumpcji, a to dalej wpłynęłoby ujemnie na wysokość wzrostu gospodarczego. Wygląda więc na to, że USA stanęły teraz między młotem a kowadłem i jeżeli o tym zacznie się szerzej mówić to wyprzedaż dolarów i poziomy z czerwca (tj. 1,19) mogą być całkiem możliwe. To jednak dłuższa perspektywa i na razie dosyć hipotetyczna. Warto jednak o tym pamiętać.
Tymczasem krótkoterminowe, godzinowe wskaźniki sugerują dzisiaj spadki, chociaż nie powinny być one zbyt głębokie. Dużo będzie zależało tutaj od danych z USA odnośnie cotygodniowego bezrobocia. Prognozy mówią o spadku do 410 tys. z 422 tys. zanotowanych tydzień temu. Po ostatnich informacjach rynek stał się bardzo wyczulony na wieści z rynku pracy. Istotne będą także dane odnośnie wskaźników wyprzedzających (Leading Indicators) i aktywności gospodarczej w regionie Filadelfii. Wsparciem są okolice 1,1230, a oporem 1,1315.
POLSKA: Opublikowane wczoraj o godz. 16:00 dane o produkcji okazały się być nieco gorsze od oczekiwań rynku (+5,8 proc. r/r wobec prognoz +7,1 proc. r/r). Natychmiast pojawiły się głosy, również ze strony RPP w osobie Jana Czekaja, że może stwarzać to pole do redukcji stóp procentowych. Wydaje się jednak, że to trochę ryzykowne założenie biorąc pod uwagę obecną sytuację budżetową. Dzisiaj Gazeta Wyborcza podała, że w średnioterminowej strategii finansowej zakłada się, że w latach 2005-2007 r. relacja długu publicznego do PKB będzie wynosić powyżej 59 proc., czyli blisko konstytucyjnego progu 60 proc. Czy zatem nie jest to aby zaproszenie dla spekulantów? Na razie jednak złoty pomału odreagowuje wczorajsze wydarzenia i po godz. 12:00 zeszliśmy znów na mocniejszą stronę starego parytetu. Niewątpliwie przyczyniła się do tego wypowiedź ministra Raczko, który stwierdził, że średnioterminowa strategia rządu zakłada systematyczne i głębokie cięcia wydatków. Jego zdaniem obecny kurs złotego jest na właściwym poziomie, a na rynku obligacji jest czas na wypracowanie konsensusu pomiędzy oczekiwaniami inwestorów a potrzebami Ministerstwa Finansów. Z kolei agencja Moody`s poinformowała, że perspektywa ratingu Polski nadal pozostaje stabilna, w czym pomaga bliski już moment integracji z Unią Europejską. Niewątpliwie dzisiaj mamy wysyp dobrych informacji, jednak wątpliwe jest aby wpłynęły one na wyraźniejszą poprawę nastrojów. Dalej nie mamy konkretów jak rząd zamierza ciąć wydatki, co dodatkowo pogarsza spadające poparcie społeczne dla obecnej ekipy rządzącej. W perspektywie do końca tygodnia można spodziewać się wahań złotego w przedziale od -0,5 proc. do +0,5 proc. odchylenia od parytetu.Marek Rogalski
Analityk walutowy
Euro Consulting & Management Sp. z o.o.