Najważniejszym wydarzeniem, które stało się wyznacznikiem wartości większości walut było zakończone spotkanie przywódców G7. Analitycy są zgodni, że jednym z jego celów było wywarcie presji na kraje azjatyckie (przede wszystkim na Japonię i Chiny) które poprzez interwencję na rynku walutowym sztucznie obniżają wartość swych walut w stosunku do dolara. W opinii amerykańskich przedsiębiorców chiński yuan jest niedowartościowany na poziomie 15 procent w stosunku do amerykańskiego dolara. Taka sytuacja jest bardzo niekorzystna dla eksporterów z USA. Ponadto warto zwrócić uwagę, że fakt wywierania presji przez administrację USA na kraje azjatyckie został negatywnie odebrany przez inwestorów, którzy na globalną skalę odwrócili się od dolara. Od zamknięcia piątkowych notowań dolar stracił w stosunku do franka szwajcarskiego oraz w stosunku do brytyjskiego funta około 1,5 procent.
Władze Japonii oficjalnie nie potwierdziły zmiany polityki kursowej - nowy minister finansów Tanigaki stwierdził dziś, że polityka interwencji w celu osłabienia jena do dolara pozostaje niezmieniona.
Na polskim rynku walutowym było dziś bardzo spokojnie. Notowania USD/PLN oscylowały na poziomie 3,94 - 3,91 a kurs EUR/PLN pozostawał w przedziale 4,49 - 4,52.
We wtorek rząd przedstawi szczegóły średniookresowej strategii finansowej. To od niej zależeć będzie wielkość długu publicznego jaki zostanie osiągnięty w ciągu najbliższych 2-3 lat. Obecnie analitycy wskazują na możliwość zbliżenia się do granicy 60 procent PKB, co byłoby bardzo niekorzystnym czynnikiem dla polskiej gospodarki oraz dla wartości złotego.
W opinii prezesa NBP L. Balcerowicza deficyt budżetowy w 2004 przekroczy 7 procent PKB wobec 5 proc. w roku bieżącym. Przedstawiciele NBP sygnalizowali już wcześniej różnicę zdań dotyczącą poziomu deficytu - wynika ona m.in. z innej metodologii liczenia.