ŚWIAT: Po nienajlepszych danych we wtorek, kiedy to doszło do znaczącego spadku indeksu mierzącego aktywność przemysłu w regionie Chicago (Chicago PMI), a także pogorszenia się wskaźnika zaufania konsumentów liczonego przez ośrodek Conference Board, zaczęły pojawiać się opinie, czy aby amerykańską gospodarkę nie czeka drugie uderzenie recesji. Dolar ponownie zaczął tracić na wartości i wtedy niewiele później do gry "weszli" wielcy, Bank of Japan wspólnie z FEDem zainterweniowali na rynku przyczyniając się do czasowej poprawy kondycji "zielonego". Kiepski klimat na rynku jednak pozostał i wczoraj dolar znów zaczął tracić w oczekiwaniu na dane o aktywności przemysłu ISM. O godz. 16:00 okazało się, że wskaźnik ten zniżkował we wrześniu do 53,7 pkt. z 54,7 pkt. w sierpniu. Po krótkim zawahaniu wieczorem dolar ponownie zaczął tracić i dzisiaj w nocy zanotowaliśmy poziom 1,1765 EUR/USD. Co dziwne w giełdowych inwestorów wstąpił spory optymizm co spowodowało ponad 2 proc. wzrosty czołowych indeksów. Komentując ten fakt agencje informacyjne zaznaczają, że spadek wskaźnika ISM i tak był mniejszy, niż to można było się spodziewać po odczycie Chicago PMI. I komu tu ufać....
Tymczasem dzisiaj od rana "zielony" zyskuje, zarówno do euro jak i jena, gdzie inwestorzy porządnie wystraszyli się możliwych działań ze strony Bank of Japan. Danych makro nie ma dzisiaj wiele. W południe "przyszły" informacje odnośnie inflacji w cenach producentów (PPI) w sierpniu w strefie euro - wyniosła ona 0,2 proc. m/m i 1,4 proc. r/r, czyli dokładnie tyle, ile spodziewał się rynek. Kluczowe dzisiaj dane jednak jeszcze przed nami, o godz. 14:30 tzw. "cotygodniowi bezrobotni", prognozuje się tutaj wzrost liczby podań do 395 tys., natomiast o godz. 16:00 dowiemy się jaka była sierpniowa dynamika poziomu zamówień w przemyśle (prognoza spadku o 0,2 proc.), podane zostaną także zrewidowane dane o sierpniowych zamówieniach na dobra trwałego użytku (ostatnie informacje nie były najlepsze i pokazały spadek o 0,9 proc.). Na dzisiaj zaplanowane jest także posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego, ostatnie w składzie z obecnym prezesem, Wimem Duisenbergiem, który jest znany ze swojego sceptycyzmu co do możliwości poluzowania polityki monetarnej. Dlatego też, mało kto spodziewa się dzisiaj jakichkolwiek zmian i nie liczy na tzw. "niespodziankę".
Z technicznego punktu widzenia zniżka kursu EUR/USD poniżej poziomów 1,1700-1,1710 sugeruje, że korekta może być głębsza i zatrzymać się w okolicach 1,1655. Dużo zależy od dzisiejszych danych makro.
POLSKA: Szybkie zmiany nastrojów, tak można opisać to co się dzieje, choć to również jedna z cech mniej płynnych rynków. Jeszcze wczoraj prasa rozsiewała "kasandryczne" wizje odnośnie kształtowania się kursu złotówki w najbliższych miesiącach, tymczasem część inwestorów zaczęła grać niejako pod "prąd", co im się opłaciło jeżeli spojrzymy na obecne notowania. Wczoraj rano rynek uspokoiła wypowiedź Leszka Balcerowicza, że obecnie nie można jeszcze mówić o kryzysie, a ostatnie zmiany to wynik większej nerwowości niektórych inwestorów wobec założeń budżetowych i zmian cen eurodolara na rynkach światowych. Kilka godzin później opublikowane zostały wyniki przetargu 2-letnich obligacji, który pokazał, że inwestorzy jednak nie zawiedli zgłaszając blisko 2-krotnie wyższy popyt wobec oferty w wysokości 2,9 mld zł. Nie odbyło się to jednak bez wzrostu średniej rentowności do 5,2 proc., co może sugerować, że Ministerstwo Finansów pomału jest "stawiane pod ścianą" i godzi się dać inwestorom większą premię za ryzyko. Podobna do wczorajszej sytuacja miała miejsce podczas dzisiejszej aukcji 10-tygodniowych bonów skarbowych. Oferta wynosiła 3,5 mld zł, podczas gdy zgłoszony popyt wyniósł aż 6,243 mld zł, a średnia rentowność wzrosła do 5,207 proc. Jednak klimat na rynku poprawił się dzisiaj głównie za sprawą porannej wypowiedzi wiceministra finansów, Ryszarda Michalskiego, który nie wykluczył, że istnieje jeszcze szansa, aby założony w przyszłorocznym budżecie poziom deficytu był niższy, co mogłoby mieć miejsce dzięki pewnym zmianom w wydatkach socjalnych. Dodał jednocześnie, że ostatnie zawirowania na złotym to efekt dużych spekulacji przeprowadzanych przez niektóre banki. Poinformowano również, że realizacja tegorocznego budżetu jest niezagrożona i przebiega zgodnie z założeniami zawartymi w ustawie. Poprawa sytuacji na złotym jest dzisiaj wyraźna - w pewnym momencie odchylenie od parytetu wyniosło -1,4 proc., aby kilka minut temu powrócić powyżej -1,0 proc. Wydaje się, że oscylacje mogą teraz przebiegać w granicach od -0,5 proc. do -1,5 proc. Ponownego pogorszenia się nastrojów wokół złotego nie można wykluczyć na początku przyszłego tygodnia, kiedy to w środę rząd ma przedstawić tak długo oczekiwany program redukcji wydatków publicznych.
Marek Rogalski