Reklama

ECM: Komentarz walutowy 15.10.03

Obserwowana w ostatnich dniach zmienność kursów na rynku może przyprawiać o ból głowy - nastroje zmieniają się jak w kalejdoskopie. Wczoraj po wypowiedzi George?a Busha, że podczas piątkowego spotkania z japońskim premierem Junichiro Koizumi zamierza on poruszyć kwestie interwencji na rynku jena, a także po informacji o przełożeniu zaplanowanego na dzisiaj wystąpienia Sekretarza Skarbu Snowa przed amerykańskim Senatem, inwestorzy ponownie uznali, że jest "polityczne przyzwolenie" dla słabego dolara.

Publikacja: 15.10.2003 12:03

Jen szybko znalazł się ponownie poniżej poziomu 110 w relacji do dolara, a EUR/USD poszybował powyżej figury 1,17. Dzisiaj obserwujemy nieznaczną poprawę sentymentu dla dolara - to jednak efekt zaplanowanych na dzisiaj publikacji makro. Spora zmienność widoczna jest także na naszym rynku - co jest wynikiem sporów toczących się wokół przyszłorocznego budżetu.

ŚWIAT: Lepsze kwartalne wyniki amerykańskich spółek giełdowych nieco pomogły wczoraj amerykańskim indeksom, ale nie dolarowi, który ponownie zaczął tracić. Zadziałał tutaj "czynnik polityczny". Prezydent George Bush zapowiedział, że podczas swojej wizyty w Tokio i spotkania z japońskim premierem w piątek zamierza poruszyć kwestie interwencji na rynku jena dokonywanych przez Bank of Japan. Jego zdaniem powinny one zostać powstrzymane, a o kursach walutowych powinien decydować rynek. Czyli nic innego, niż to co usłyszeliśmy po spotkaniu państw grupy G-7. Dodatkowo odwołane zostało zaplanowane na dzisiaj wystąpienie rządowego "orędownika" silnego dolara - Sekretarza Skarbu Johna Snowa. Jego "testimony" przed Senatem na temat rynku walutowego zostało przełożone na 30 października - niewykluczone zatem, że amerykańska administracja ma jakieś plany, które prezydent Bush zamierza zrealizować podczas swojego azjatyckiego "tournee". Rynek odebrał to jednak jako polityczne przyzwolenie dla słabego dolara. Dziwne jest jednak, że tak silnie przełożyło się to na EUR/USD. Jak widać pamięć rynku jest bardzo krótka, jeszcze w poniedziałek inwestorzy silnie wyprzedawali euro po wypowiedzi Wima Duisenberga. A może jego autorytet już jest coraz mniejszy, wszakże 1 listopada na jego fotelu zasiądzie Jean Claude Trichet. Tymczasem po rynku krążą opinie, że po piątkowym spotkaniu w Tokio eurodollar może ponownie znaleźć się powyżej poziomu 1,18.

Jednak przeciwko dalszej szybkiej aprecjacji wspólnej europejskiej waluty przemawiają ostatnie fakty: coraz większe kłopoty z niemieckim budżetem, wczorajszy spadek indeksu ZEW, a także obniżenie tegorocznych prognoz wzrostu gospodarczego Francji przez tamtejszy bank centralny z 0,5 proc. do 0,2 proc.

Natomiast dzisiaj mamy porcję danych z USA, która z kolei poprawić kondycję "zielonego". O godz. 14:30 opublikowane zostaną informacje o aktywności przemysłu w regionie Nowego Jorku w październiku (prognoza spadku do 15 pkt.), oraz sprzedaż detaliczna we wrześniu (tu również prognozowany jest spadek do -0,2 proc., z wyłączeniem samochodów +0,4 proc.). Z kolei o godz. 20:00 FED przedstawi swój okresowy raport o stanie gospodarki, tzw. Beżową Księgę. Dzisiaj także kolejne amerykańskie spółki giełdowe opublikują kwartalne wyniki finansowe.

Z technicznego punktu widzenia wczorajsze przełamanie przez EUR/USD poziomu 1,1670 doprowadziło do tego, że kurs wykonał ruch powrotny do przełamanej wcześniej kilkutygodniowej linii trendu wzrostowego na poziomie 1,1760. Jednak o tym, czy rynek wejdzie w trwalsze spadki zadecyduje dopiero przełamanie wczorajszego minimum 1,1584.

Reklama
Reklama

Zmienność rynku jest zbyt duża i kolejne informacje z USA mogą dużo tutaj zmienić.

POLSKA: Wczorajsze dane o wrześniowej inflacji okazały się zgodne z rynkowymi oczekiwaniami - wzrosła ona o 0,5 proc. wobec sierpnia i 0,9 proc. w relacji do września ubiegłego roku. Było to głównie wynikiem wzrostu cen żywności. Do wyraźniejszego umocnienia się złotówki jednak nie doszło - przyczyną tego jest nasilający się ostatnio spór o tzw. autopoprawkę do budżetu, czyli zapisanie w ustawie nowej, niższej o 2,1 mld zł wartości przyszłorocznego deficytu. Wczoraj na ten temat wypowiedziała się członek RPP, Wiesława Ziółkowska, której zdaniem brak takiego posunięcia ze strony rządu wprowadza niepewność i może doprowadzić do tego, że Rada nie zdecyduje się na obniżkę stóp procentowych. Dzisiaj pojawiła się odpowiedź ze strony rządu - według Jerzego Hausnera wprowadzenie autopoprawki jest mało prawdopodobne, jednak nie można tego zupełnie wykluczyć. Jego zdaniem sam taki zapis nic nie wniesie i obecnie potrzebniejsze są odpowiednie działania legislacyjne mające na celu wprowadzenie zaplanowanych ograniczeń wydatków budżetowych. Tymczasem dzisiaj rozpoczęła się w Sejmie debata na temat przyszłorocznego budżetu. Ma ona potrwać do godz. 20:00. Prezentujący założenia budżetowe minister Raczko powiedział, że rząd zdecydował się powrócić do tzw. koncepcji kotwicy Belki, która zakłada, że wydatki budżetowe nie powinny rosnąć więcej niż o 1 proc. ponad poziom inflacji. Dodał równocześnie, że zagraniczni inwestorzy mają zaufanie do Polski. Tymczasem Platforma Obywatelska, na której poparcie niektórzy liczyli, wniosła o odrzucenie projektu budżetu już w pierwszym czytaniu. Nie najlepiej wyrazili się także posłowie Prawa i Sprawiedliwości, których zdaniem Polska zbliża się do poważnego kryzysu, nie tylko finansowego, ale i także konstytucyjnego. Robi się zatem "goraco" a zmienność dzisiaj może być duża. Przed nami jeszcze przetarg 5-letnich obligacji o wartości 1,0 mld zł, który może "uspokoić" rynek.

Marek Rogalski

Analityk walutowy

Euro Consulting & Management Sp. z o.o.

www.ecm.com.pl

Komentarze
Popyt nie słabnie
Komentarze
Czekanie na dane makro
Komentarze
Game over?
Komentarze
Korekta euro to ulga dla EBC
Komentarze
Stopy znów bez zmian
Komentarze
E-rejestr fundacji rodzinnych na już
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama