Widać, że inwestorzy są od dłuższego czasu skonsternowani. Giełdy światowe bombardowane są dobrymi informacjami dotyczący koniunktury gospodarczej w USA i na świecie, ale indeksy nie za bardzo chcą rosnąć. W tym samym czasie spadają ceny obligacji i wydaje się, że właśnie to jest teraz głównym zmartwieniem rynków. Na wykresie rentowności amerykańskich dziesięciolatek coraz bliżej jest przełamania czteroletniej linii trendu spadkowego. Odwrócenie długookresowego trendu negatywnie oddziaływałoby na rynek akcji. Jednocześnie dolar znajduje się nadal pod presją. Przez ostatnie tygodnie na wykresie euro/dolar tworzy się konsolidacja. Trwa ona tuż poniżej tegorocznego szczytu. Zgodnie z zasadą, że większe są szanse na kontynuację niż odwrócenie trendu, wybicie z konsolidacji powinno nastąpić górą. To dałoby silny sygnał kupna euro (sprzedaży dolara). Przy słabości rynku obligacji i wysokich wycenach akcji w USA mogłoby to wywołać duży niepokój na rynkach.
Jednocześnie słabość obligacji na świecie wywiera presję na ceny naszych papierów skarbowych. Wczoraj spadły do nowych minimum kilkumiesięcznego trendu. Rośnie przy tym różnica pomiędzy rentownością polskich obligacji i niemieckich bundów. To oznacza, że inwestorzy żądają wyższej premii nabywając nasze papiery. To niekorzystne zjawisko w trudnej sytuacji budżetowej.
Do tego coraz bardziej niepokojący obrót przybierają wypadki w Rosji. Można spotkać opinie, że ze względu na silny wzrost indeksu tamtejszego rynku w ostatnich miesiącach i latach, może nastąpić prawdziwy eksodus zagranicznych inwestorów z rosyjskiego parkietu. Nie liczyłbym na to, że kapitał przeniesie się na nasz rynek. Bardziej prawdopodobne, że niepokój w regionie, negatywnie wpłynąłby na nasz rynek.
I wreszcie wyniki naszych spółek za III kwartał. Trudno z większości już opublikowanych być zadowolonym. Co gorsza, dotyczy to nie tylko największych firm (głównie banków), ale też i średnich (np. Remak, Rafako).
W tej sytuacji trudno będzie rynkowi znaleźć impuls do trwałej zwyżki.