Na rynku nie pojawiły się żadne nowe informacje, choć stare problemy są od dawna widoczne i nie raz o nich pisaliśmy - chodzi tu oczywiście o niestabilność w polskiej polityce wewnętrznej i tym samym możliwe trudności z efektywnym przeprowadzeniem koniecznej reformy finansów publicznych. Jest jasne i raczej oczywiste, że bez tych niezbędnych działań w przeciągu kilku lat grozi nam kryzys walutowy i tym samym zamianę złotówek na euro moglibyśmy odłożyć między bajki. Co to oznacza dla długofalowych inwestycji nastawionych na tzw. convergence play, wiadomo - jednak raczej trudno jest uwierzyć w to, że dopiero przy okazji World Economic Forum jakiś analityk to zauważył...
Bardziej prawdopodobna jest zatem wersja, iż przyczyną wieczornego osłabienia się złotego była mniejsza płynność rynku, która doprowadziła do pękania zleceń stop-loss podczas zagranicznej, wieczornej sesji, bądź spekulacje banków nastawione na końcówkę miesiąca. Tym samym wydaje się, że taka sytuacja nie powinna się długo utrzymać, choć w dłuższym terminie złoty jest cały czas narażony na dalsze spadki.
Rynek międzynarodowy:
Wczoraj wieczorem dolar nadal się umacniał w oczekiwaniu na dzisiejsze dane makro z USA. Nie przeszkodziły w tym nawet spadki na nowojorskiej giełdzie, które wywołane zostały między innymi wypowiedzią premiera Chin dla agencji Reutera, który stwierdził, że konieczne będzie podjęcie działań schładzających rozpędzoną gospodarkę Państwa Środka. Informacja ta wywołała także spore spadki cen metali, a także zwiększyła obawy co do tego, czy Chiny nadal będą kupowały tyle obligacji skarbowych rządu USA jak to ma miejsce dotychczas. Z drugiej jednak strony takiej wypowiedzi chińskiego premiera można było się spodziewać i działania schładzające rosnącą w blisko 10 proc. tempie niemałą gospodarkę są konieczne.
Dzisiaj uwaga rynku skupi się na danych o PKB Stanów Zjednoczonych w pierwszym kwartale tego roku - szacowany jest wzrost o 5,0 proc. - jednak zapewne część inwestorów spodziewa się, że będą one jeszcze lepsze i dane zgodne z oczekiwaniami, bądź nieco mniejsze mogą wywołać spadki dolara. Wraz z PKB podany zostanie wskaźnik kosztów zatrudnienia, tzw. ECI, którego wzrost szacowany jest na poziomie 0,9 proc., a także tzw. wskaźnik cenowy, którego dynamika spodziewana jest na 2,0 proc. O tej samej porze, czyli o godz. 14:30 dowiemy się także jakie było cotygodniowe bezrobocie - tutaj rynek oczekuje spadku o 8 tys. podań do 345 tys.