Dobrze przyjęto wypowiedź Marka Belki, iż nie dopuści on do "rozwodnienia" planu Hausnera, a także samego wicepremiera, który powiedział, iż nie wyklucza, że tegoroczny dług publiczny mógłby być niższy o 5 mld zł. Tym samym pozwoliłoby to uniknąć przekroczenia 55 proc. progu ostrożnościowego długu publicznego do PKB, co wzbudza cały czas spore obawy rynku. Z kolei dzisiaj dodał on, iż przyszłoroczny deficyt budżetowy mógłby spaść do 35 mld zł, o ile utrzymane zostanie tempo wzrostu gospodarczego i uda się zmniejszyć wydatki publiczne. Nieznaczna poprawa klimatu przełożyła się także na rynek długu, gdzie Ministerstwu Finansów udało się sprzedać całą pulę 3 i 7-letnich obligacji o łącznej wartości 1 mld zł. Zgłoszony przez inwestorów popyt wyniósł ponad 2,8 mld zł, co skłoniło ministerstwo do zorganizowania jutro przetargu uzupełniającego. Zaoferowane zostaną na nim 3-latki o wartości 160 mln zł i siedmiolatki za 40 mln zł. Są to jednak dosyć małe i raczej symboliczne kwoty, które tak jak pisaliśmy we wcześniejszych komentarzach służą raczej "sondowaniu" klimatu na rynku.
Disiaj o godz. 16:00 Główny Urząd Statystyczny opublikuje dane o szacunkach PKB za ubiegły rok, a także poinformuje jakie było przeciętne wynagrodzenie w I kwartale bieżącego roku. Informacje te nie powinny mieć jednak większego wpływu na rynek, który pozostaje pod wpływem wydarzeń ze sfery polityki.
Rnek międzynarodowy:
Dzisiejsza sesja przyniosła wzrost notowań wspólnej, europejskiej waluty. Przed południem francuski INSEE opublikował lepsze od oczekiwanych dane o wzroście PKB w I kwartale. Tamtejsza gospodarka wzrosła o 0,8 proc., wobec 0,4 proc. zanotowanych w IV kwartale, co skłoniło do podniesienia tegorocznych prognoz wzrostu z 1,7 proc. do 2,0 proc. Jeszcze większym optymistą, choć należy to rozpatrywać bardziej w kategoriach medialnych, jest francuski minister finansów, który powiedział, iż liczy na wzrost PKB nawet w granicach 3,0 proc. Lepsze informacje przyszły także z Wielkiej Brytanii - kwietniowa stopa bezrobocia utrzymała się na poziomie 2,9 proc., a marcowy deficyt handlowy spadł do poziomu 4.051 mld funtów. Swoje prognozy, odnośnie inflacji, podwyższył także Bank Anglii. Szef BOE, Mervyn King, dodał jednak, iż bank centralny nie uwzględnia w prognozie wzrostu cen nieruchomości.
Uwaga rynku skupiła się jednak na danych z USA, a zwłaszcza kluczowych informacjach o wysokości marcowego deficytu handlowego USA, który szacowany był na poziomie 42,5 mld USD. Opublikowane o godz. 14:30 dane okazały się jednak gorsze i "dziura" wzrosła do 45,96 mld USD, co miało miejsce za sprawą wzrostu importu aż o 6,2 mld USD. Natychmiast wywołało to spadek notowań dolara na rynkach światowych, mimo, iż kolejne dane były nieco lepsze - w kwietniu ceny importu wzrosły zaledwie o 0,2 proc., podczas kiedy spodziewano się figury na poziomie 0,4 proc.