Spodziewano się deficytu na poziomie ok. 48,3 mld USD, natomiast faktycznie wyniósł on 46,0 mld USD. Środa to już publikacja stosunkowo ważnych danych o sprzedaży detalicznej w USA w czerwcu. Dane okazały się tu gorsze od prognoz, bowiem oczekiwano spadku sprzedaży o 0,7% (bez wliczania samochodów +0,2%), natomiast okazało się, że spadek wyniósł 1,1% (bez wliczania samochodów -0,2%). Środa była także ważnym dniem na polskim rynku, bowiem inwestorzy zapoznali się z danymi dotyczącymi inflacji w czerwcu. Ponownie jej poziom zaskoczył i to niestety negatywnie. GUS podał, że inflacja wzrosła 4,4% r/r oraz 0,9% m/m. Analitycy spodziewali się wartości o 0,2% niższych. Dane te oczywiście ponownie wzmocniły krajową walutę, która ostatnio już niemal z dnia na dzień poprawia kolejne rekordy swojej siły względem dolara i euro. Czwartek, choć chyba najbardziej obfity w ilość publikacji w USA nie przyczynił się do większego ruchu na rynku walutowym. Zapoznaliśmy się z danymi dotyczącymi dynamiki zapasów firm w maju, która okazała się mniejsza od prognoz (+0,6%), bowiem faktycznie zapasy wzrosły o 0,4%. Nieznacznie gorsze okazała się także cotygodniowa ilość podań o zasiłki dla bezrobotnych, gdzie spodziewano się ilości 340.000, a faktycznie okazało się, że wniosków było 349.000. Czwartek to także dane o inflacji cen producentów (PPI) za czerwiec. Tutaj akurat dane nieco lepsze, bowiem zamiast wzrostu cen o 0,2% okazało się, że ceny spadły o 0,3%. Wykorzystanie mocy produkcyjnych wyniosło 77,2%, a prognozowano 77,7%. Dość znacznie wzrósł indeks nastrojów Banku Rezerwy Federalnej (Philadelphia FED), bowiem wobec prognoz 25pkt wyniósł on 36,1pkt. W miarę pozytywne informacje napłynęły na rynek także w piątek. Mniej więcej zgodna z prognozami okazała się inflacja CPI (cen konsumentów), która wyniosła w czerwcu +0,2%, przy prognozie +0,3%. Lepszy okazał się również indeks nastrojów Michigan Sentiment, który wyniósł 97pkt, wobec prognozowanych 96pkt. Dane te były się impulsem do nieco większego osłabienia amerykańskiej waluty, bowiem niższa inflacja (potwierdzona także przez czwartkowe PPI) oznacza oddalenie widma podwyżki stóp procentowych, co z kolei przekłada się na mniejsze zainteresowanie trzymaniem kapitału w amerykańskiej walucie.
Jeśli chodzi o rozpoczynający się właśnie tydzień, to będzie on już zdecydowanie mniej atrakcyjny, jeśli chodzi o publikacje makroekonomiczne. Jedynym wydarzeniem, na które wszyscy czekają, będzie wtorkowe wystąpienie Alana Greenspana, gdzie tradycyjnie inwestorzy wsłuchiwali się będą w każde jego słowo w nadziei na sugestie odnośnie przyszłej polityki monetarnej. Wracając do danych, to w poniedziałek GUS poda dane o dynamice produkcji przemysłowej i budowlano - montażowej w czerwcu oraz wskaźniki cen produkcji sprzedanej przemysłu i budowlano - montażowej. We wtorek otrzymamy tylko garść informacji z amerykańskiego rynku nieruchomości, czyli tradycyjnie liczba pozwoleń na budowę domów za czerwiec oraz liczby i dynamiki zmian rozpoczętych inwestycji budowlanych. W środę zapoznamy się z danymi GUS dotyczącymi koniunktury gospodarczej w przemyśle, budownictwie oraz handlu w lipcu. Czwartek to oczywiście cotygodniowe dane o nowych wnioskach o zasiłek dla bezrobotnych w USA, a także publikacja wskaźników wyprzedzających koniunktury za lipiec. Dowiemy się także, jaka była sprzedaż detaliczna w strefie euro, natomiast w piątek sprzedaż detaliczna w Polsce. Dane publikowane w tym tygodniu nie należą jednak do publikacji mających dość istotne przełożenie na rynek walutowy, zatem proponuję spojrzeć na to, co się działo w minionym tygodniu i jakie będą tego możliwe konsekwencje, poprzez pryzmat analizy technicznej.EUR/USD
W minionym tygodniu rynek eurodolara potwierdził fakt ponownego sforsowania oporu przy 1.2334. Przypomnę, że jest to linia szyi formacji podwójnego szczytu, która utworzyła się tu na przełomie stycznia i lutego. Jej wiarygodność potwierdzona została także odbiciem się cen od jej poziomu na początku czerwca. Ten tydzień stanowił ruch powrotny po ponownym wyjściu nad jej poziom, natomiast piątkowe, dynamiczne umocnienie się euro stanowiło tu zakończenie ruchu powrotnego poprzez wybicie się nad poniedziałkowe maksimum przy 1.2435. Wspomniany opór był tu także o tyle ważny, że znajdowało się na jego poziomie 50% zniesienie przeceny od szczytu w lutym do kwietniowego minimum. Obecnie można zakładać, że popytowy impuls, jaki został wygenerowany, doprowadzić może do testu okolic górnego ograniczenia wzrostowego kanału, w którym rynek oscyluje od kwietnia. Znajduje się ono obecnie przy cenie 1.2560. Nieco niżej podażowo działać może także poziom 61,8% zniesienia, który zlokalizowany jest na 1.2480. Jeśli jednak kupujący dolara zaczęliby zyskiwać przewagę, to tutaj zwróciłbym uwagę na poziom 1.23, czyli wtorkowe minimum, którego przełamanie doprowadzić mogłoby już do testu głównej linii trendu wzrostowego, która jest tym samym dolnym ograniczeniem wspomnianego, wzrostowego kanału i znajduje się obecnie na poziomie 1.2115. Dzienne wskaźniki znajdują się w strefach wykupienia, co sygnalizować może korektę, ale po pierwsze nie są one jeszcze ekstremalnie wykupione, co oznacza, że miejsca na dalsze osłabienie dolara nadal pozostało, a po drugie nie pojawiły się tu negatywne dywergencje, które mają większe znaczenie, niż sam sygnał wskaźnika. Krótkoterminowo rynek również przedstawia się interesująco. Przez cały, miniony tydzień tworzona była tutaj formacja kontynuacji trendu deprecjacji dolara, czyli trójkąt symetryczny. Piątkowe dane o inflacji były tu impulsem do wybicia się z formacji górą, co było akurat zgodne z teoretycznym założeniem. Rynek nie zdołał już niejako z rozpędu przebić oporu przy poziomie szczytu z 9 maja, który zlokalizowany jest na 1.2454 i w tych okolicach zakończony został piątkowy handel, przy okazji tworząc formację niewielkiego, podwójnego szczytu. Zwykle trójkąty są formacjami wymagającymi potwierdzenia, zatem należałoby się teraz spodziewać wykonania ruchu powrotnego do jego górnego ograniczenia, które aktualnie znajduje się przy cenie ok. 1.24. Wydaje się, że moment jest do tego bardzo odpowiedni, chociażby z racji faktu zasięgu wspomnianego, podwójnego szczytu (intra). Tutaj poziomem, potwierdzającym utworzenie formacji jest cena ok. 1.2430, a zejście pod nią doprowadziłoby z racji samego zasięgu właśnie do okolic 1.2400. Dopiero powrót i wybicie się nad piątkowe szczyty (ok. 1.2460) będzie tu sygnałem kontynuacji trendu wzrostu wartości europejskiej waluty. Kolejnym, krótkoterminowym oporem mógłby się okazać poziom linii wyznaczonej po szczytach z 9 i 12 lipca, która zlokalizowana jest teraz przy ok. 1.2485. Warto również wspomnieć, że linia ta jest równoległa do dolnego ograniczenia trójkąta, z którego doszło w piątek do wybicia, zatem jej ewentualne potwierdzenie ustanowiłoby w tym układzie wzrostowy kanał. Krótkoterminowe wskaźniki są już oczywiście za sprawą piątkowego, silnego umocnienia euro, dość wyraźnie wykupione, zatem sugerowałyby tutaj korektę. Piątkowy wzrost jest tu również w dużej części zasługą wyraźnych, pozytywnych dywergencji, tworzonych przez czwartek i piątek, zatem należałoby się spodziewać, że impuls z ich strony zdoła jeszcze nieco pomóc posiadaczom europejskiej waluty, doprowadzając w konsekwencji do testu wspomnianych okolic 1.2480. USD/JPY
Piątkowe osłabienie amerykańskiej waluty zakończyło krótkoterminowy trend wzrostowy w stosunku do jena japońskiego, z którym mieliśmy tu do czynienia w minionym tygodniu. Z nieco szerszej perspektywy patrząc został on zakończony w dość interesującym miejscu, bowiem na 38,2% zniesieniu fali deprecjacji dolara zapoczątkowanej majowym szczytem. Można tym samym zakładać, że trend spadku wartości amerykańskiej waluty jest tu nadal aktualny i niebawem niedźwiedzie przetestują linię trendu wzrostowego wyznaczoną z dołka na przełomie marca i kwietnia. Obecnie jej poziom znajduje się przy cenie 108.00 i w tych okolicach spodziewać należy się kontrataku kupujących dolara, którzy liczyli będą na jej utrzymanie. Jeśli poziom ten zostałby sforsowany, to kolejnego wsparcia doszukiwałbym się na poziomie czerwcowego minimum przy 107.01 i poziom ten jest tu już stosunkowo ważny technicznie, bowiem jego porażka przybliżyłaby już test wspomnianego, marcowo - kwietniowego dołka w okolicy 103.50. Wskaźniki oparte o dane dzienne sugerują raczej możliwość kontynuacji krótkoterminowej aprecjacji dolara, co akurat będzie z pewnością dobrym argumentem dla kupujących amerykańską walutę za jena na poziomie linii trendu wzrostowego. Dodatkowo w przypadku ROC widoczne są tu wyraźne, pozytywne dywergencje. Krótkoterminowo sytuacja wygląda już nieco gorzej. Przez około 3 tygodnie tworzony był tu klin zwyżkujący i po wybiciu się z niego dołem 9 lipca, należało się spodziewać wykonania ruchu powrotnego do jego dolnego ograniczenia. Ruch taki faktycznie się pojawił, a był nim właśnie wspomniany, krótkoterminowy trend wzrostowy, który obserwowaliśmy przez cały ubiegły tydzień. Piątkowe osłabienie amerykańskiej waluty skorygowało go do okolic 50% zniesienia, po którego naruszeniu rynek spróbował jeszcze wyjść nad jego poziom, który znajduje się na 108.78. Przecena dolara wyhamowała na wsparciu w postaci dołka z 14 lipca, który zlokalizowany jest na 108.59. Kolejnymi wsparciami są dołki z również 14 i 13 lipca, które znajdują się odpowiednio na 108.38 oraz 108.18. W razie kontynuacji przeceny amerykańskiej waluty, popytowo działać powinna także nieco łagodniej nachylona linia trendu wzrostowego, która znajduje się obecnie przy cenie 107.80. Opór stanowi teraz wspomniany już poziom 108.78 oraz wyżej także krótkoterminowa, dość stroma linia trendu spadkowego, która obecnie zlokalizowana jest na ok. 107.30 i stanowić może skuteczny opór w przypadku podjęcia próby korekty piątkowej przeceny. Krótkoterminowe wskaźniki są dość wyraźnie wyprzedane, zatem sugerowałoby to również wystąpienie nieznacznej korekty piątkowej aprecjacji jena, co mniej więcej pokrywałoby się z ruchem powrotnym na eurodolarze do górnego ograniczenia trójkąta.
EUR/JPY