Widać, że inwestorzy zdali sobie sprawę, że nie ma szans na ocalenie trendów bocznych na światowych parkietach. Zdecydowane wybicie dołem z półrocznych konsolidacji przez amerykańskie indeksy i trwający obecnie atak na majowe dołki przez indeksy europejskie nie pozostawiają złudzeń, że w najbliższym czasie czekają nas spadki. Pytanie, jak daleko sięgną. W przypadku S&P 500 najbardziej optymistyczny scenariusz zakłada osiągnięcie 1 tys. pkt. To jednak może okazać się jedynie miejscem do większego odbicia, a nie odwrócenia niekorzystnej tendencji. Trwalsze, wielomiesięczne pogorszenie koniunktury nie jest wykluczone - w odniesieniu do amerykańskiej gospodarki mogą dać o sobie znać efekty rosnących rynkowych stóp procentowych oraz drożejącej ropy, co odbija się negatywnie na wartości wydatków amerykańskich konsumentów.
Uwagę zwracają bardzo niskie obroty w tej części notowań. Na spółkach z WIG wynoszą ok. 40 mln zł, więc jak na próbę przebicia ważnego wsparcia nie jest to wiele. W przypadku KGHM właściciela zmieniło 25 tys. akcji, najbardziej aktywnym papierem jest Sokołów, tylko 7 tys. akcji Pekao obróciło się do tej pory. Widać strach przed kupowaniem nawet po sporo niższych cenach. To pokazuje, że losy dzisiejszej sesji będą zależeć od determinacji podaży. Jeśli zepchnie kursy jeszcze niżej, to wtedy może dojść do bardziej aktywnej wymiany akcji, ale i położenie posiadaczy akcji znacznie się pogorszy. W sumie głównym pytaniem w odniesieniu do popołudniowej fazy sesji będzie to, czy WIG20 zdoła obronić wsparcie przy 1650 pkt. Na razie niewiele na to wskazuje, a jedynej szansy dla byków można upatrywać w niskich obrotach.