Ten zupełny brak ochoty do handlu można tłumaczyć ustabilizowaniem się na niskich poziomach notowań na światowych rynkach. Widać, że inwestorzy są niejako znudzeni codziennymi rekordami ceny ropy naftowej i ten czynnik w dużym stopniu został zdyskontowany. Z tym, że cena dojdzie do 50 USD za baryłkę chyba wszyscy się pogodzili. Teraz zacznie się wyczekiwanie na to, jakie spustoszenie w gospodarkach tak wysokie ceny poczynią. Pierwsze efekty widać w USA, gdzie drożejąca ropa wpłynęła na ustanowienie przez deficyt handlowy kolejnego rekordu, a także na sierpniowe pogorszenie nastrojów konsumentów. Można zakładać, że w tych warunkach pole do odbicia na świecie jest niewielkie. Warto też przypomnieć, że w piątek John Snow, amerykański sekretarz skarbu, mówił o tym, iż rekordowy deficyt świadczy o spadku popytu światowego. Innymi słowy mówiąc zauważa ochłodzenie koniunktury gospodarczej na świecie.
Z technicznego punktu widzenia WIG20 jest w trakcie ruchu powrotnego po przełamaniu wsparcia przy 1650 pkt. Świadczą o tym niskie obroty, jakie obserwujemy od kilku sesji. Krótkookresową barierę wyznaczają połowa czarnej świecy z minionej środy wraz z linią łączącą kolejne dołki od końca maja. Nieco wyżej przebiega przełamana średnia krocząca z 200 sesji. W związku z tym zamknięcie ponad 1660 pkt oddalałoby przynajmniej na krótki czas zagrożenie dalszym spadkiem. Póki się to nie stanie każdorazowy wzrost obrotów na rynku grozić będzie ustanowieniem nowego dołka i rozpoczęciem ataku na wsparcie przy 1612 pkt.