Główna stopa procentowa pozostała na poziomie 6,5 proc. Dzisiejsza decyzja Rady jest o tyle dziwna, gdyż wyraźnie dystansuje się od projekcji inflacyjnej przedstawionej kilka tygodni temu przez Narodowy Bank Polski. Pokazuje także fatalny sposób komunikacji RPP z mediami, który jest tym samym szkodliwy dla rynku. Co zatem z niej wynika? Wyraźnie widać, że przeważyły głosy "gołębiej" części Rady, co może sugerować bliski koniec cyklu podwyżek. Wprawdzie nastawienie rynku pozostało restrykcyjne, jednak jak pokazywała historia zapis taki niewiele oznacza. Biorąc pod uwagę kolejne miesiące nie widać powodów dla których Rada miałaby podwyższać stopy, jeżeli teraz tego nie zrobiła. Jedynym czynnikiem mogącym obecnie wpłynąć na decyzję o dalszym zaostrzaniu polityki pieniężnej byłby dalszy bardzo wyraźny wzrost cen ropy na rynkach światowych i przełożenie tego czynnika na inflację.
Na razie jednak na rynku panuje pełna dezorientacja, co dobrze widać po zachowaniu się kursu złotego. Po ogłoszeniu decyzji RPP stracił on na wartości - notowania EUR/PLN ustanowiły maksimum na poziomie 4,3950, a USD/PLN 3,5750. Później jednak nasza waluta odrobiła część strat. O godz. 16:22 za jedno euro płacono 4,3670 zł, a za dolara 3,5470 zł. W komunikacie do dzisiejszej decyzji Rada podała, iż wzrost płac jest umiarkowany, co tym samym nie przełoży się na inflację. Z kolei mniejszy niż zakładano wzrost inwestycji także wpłynie na ograniczenie inflacji. Powtórzono jednak, iż cele polityki RPP pozostają niezmienne - możliwie szybki powrót inflacji do przedziału wahań +/-1 proc. od 2,5 proc. Czy to jednak przekona rynek do tego, że polityka podwyżek stóp zostanie zachowana?
Po dzisiejszej decyzji Rady trudno się jednak spodziewać utrzymania się obserwowanego w ostatnich tygodniach trendu na mocną złotówkę. Obecni na naszym rynku inwestorzy zagraniczni mogą zacząć pomału realizować zyski, zwłaszcza, że w perspektywie kilku tygodni nie widać czynników mogących umocnić naszą walutę. Stopy procentowe nie będą podwyższane, założenia budżetowe zostały już przyjęte przez rząd i po sejmowych głosowaniach na pewno nie będą lepsze biorąc pod uwagę przyszłoroczne wybory parlamentarne, a na walutach z tzw. regionów wschodzących (emergin markets) może zaważyć sytuacja na rynku ropy naftowej. Jeżeli przełoży się ona na spowolnienie światowej i amerykańskiej gospodarki, to możemy być świadkami wycofywania się inwestorów z rynków emergin markets. Tym samym w perspektywie najbliższych tygodni możemy spodziewać się stopniowego słabnięcia naszej waluty. Przyczynić do tego może się także ewentualne polityczne zamieszanie związane z głosowaniem nad rządem Marka Belki, które zostało zaplanowane na 15 października. Jedynym czynnikiem pro-złoty jest obecnie prywatyzacja PKO BP, jednak ona rozpocznie się dopiero w II połowie października.
Rynek EUR/USD: Rynki zignorowały dane o PKB w Stanach Zjednoczonych
Potencjał siły amerykańskiej waluty nadal nie jest duży, co wyraźnie pokazała dzisiejsza sesja. "Zielony" zyskał tylko przez chwilę, po tym jak napłynęły uspokajające informacje z rynku ropy naftowej - rebelianci w Nigerii podjęli dialog pokojowy z władzami tamtego kraju, co może doprowadzić do uniknięcia wojny domowej i tym samym wstrzymania dostaw 2 mln baryłek dzienne. Ceny ropy spadły jednak niewiele i nadal utrzymują się na wysokich poziomach - zresztą nie można wykluczyć, iż negocjacje w Nigerii zostaną w każdej chwili zerwane. W takiej sytuacji notowania EUR/USD obroniły wsparcie na poziomie figury 1,23.