Na razie nie za bardzo to wychodzi. Wczorajszy wzrost w USA wyglądał na typową korektę po serii spadkowych sesji. Zwyżka objęła głównie te firmy, które ostatnio najwięcej traciły. Z nieufnością do poprawy notowań w USA podchodzą też inwestorzy na największych rynkach europejskich, gdzie wzrosty są też dość skromne.
W odniesieniu do naszego parkietu potwierdzają się przypuszczenia, że rozpoczęcie zapisów na papiery PKO BP w biurach maklerskich może wywołać marazm na giełdzie. Trudno powiedzieć, czy rzeczywiście jest to główny czynnik, ale bez wątpienia wprowadza on na rynek niepewność. Doniesienia mówiące o wycofywaniu pieniędzy z funduszy inwestycyjnych nie są krzepiące, jeśli wziąć pod uwagę, że to one są w tym roku głównym źródłem kapitału, napędzającym wzrost na giełdzie. Wokół rynku wciąż jest niespokojnie - spadek dolara, wzrost cen złota do niewidzianych od lat poziomów, wciąż droga ropa zniechęcają do kupowania akcji, tym bardziej, że obawy o przyszłość światowej gospodarki zaczynają przybierać realny kształt w postaci obniżania prognoz tempa wzrostu. Ostatni odczyt indeksu zaufania amerykańskich konsumentów też nie jest dobrą wiadomością. Popyt na amerykańskie akcje z zagranicy jest od dłuższego czasu znikomy. To oznacza, że koniunktura na giełdach w USA zależy głownie od miejscowych inwestorów. Gorsze nastroje konsumentów to mniejsze wpłaty do funduszy i w konsekwencji mniejszy popyt na akcje.
WIG20 wsparcie ma przy 1760 pkt i nic nie wskazuje na to, by miało być dziś testowane. Raczej będziemy świadkami dalszego odbicia, dla którego barierą jest 1800 pkt.