Nawet rewelacyjne dane makroekonomiczne z USA nie są w stanie powstrzymać wyprzedaży USD - z danych opublikowanych w piątek wynika, że liczba nowych miejsc pracy wyniosła w Stanach Zjednoczonych 337 tyś we wrześniu, podczas gdy analitycy spodziewali się danych w przedziale 150 - 175 tyś. W opinii ekonomistów dane te korzystnie świadczą o perspektywach gospodarki USA. Warto również wspomnieć, że spadki wartości dolara to następstwo działań inwestorów długoterminowych, jak banki centralne czy fundusze emerytalne.

Argumenty przemawiające na niekorzyść dolara pozostają te same: rekordowy deficyt na rachunku bieżącym oraz def. budżetowy. Ten pierwszy wyniósł w pierwszym kwartale 166,2 mld dolarów, co stanowi 5,7 procent amerykańskiego PKB, wobec 5,1 procent w kwartale pierwszym. Oznacza to, że każdego dnia gospodarka USA potrzebuje napływu 1,8 mld dolarów na pokrycie deficytu USD. Natomiast deficyt budżetowy kształtuje się na poziomie 427 mld dolarów, co stanowi 3,7 procent PKB Stanów Zjednoczonych.

Kanclerz Niemiec Schroeder wyraził opinię, że obecny wzrost wartości euro do dolara nie jest wydarzeniem dramatycznym. Warto dodać, że podobne zdanie wyrażają inni decydenci z Eurolandu - podkreślają oni, że drożejące euro pomaga amortyzować wzrost cen ropy. Wypowiedzi te są odczytywane jako zgoda decydentów gospodarczych ze strefy euro na wzrost wartości euro do dolara.