plus sam Greenspan przed tym przestrzegał, to najwyraźniej widać będzie to
właśnie na początku roku. Jeśli inwestorzy zaczną mieć jakiekolwiek obawy,
że proces odwrotu od amerykańskich papierów faktycznie rozpoczął się wraz z
początkiem roku, to tym razem rynkowi akcji może to wyraźnie zaszkodzić i
jednocześnie zdynamizuje dalsze osłabienie i tak już zmasakrowanego dolara.
No właśnie - waluty - na naszym rynku to też może być głównym impulsem dla
rynku akcji. Nasze OFE czy TFI mimo ogromnych kapitałów jakie zebrały nie są
teraz graczem ustalającym rynkowe nastroje. Tutaj pałeczkę dzierży
zagranica, dokonująca częściej przemeblowania w portfelach - inwestująca
zdecydowanie agresywniej. Mówię trochę giełdowymi sloganami, ale za długo by
pisać o mechanizmach rządzących naszym rynkiem. Trzeba po prostu przyjąć, że
to decyzje globalnych funduszy inwestycyjnych ustalą w najbliższych
tygodniach trend na GPW. A orzech do zgryzienia zarządzający mają naprawdę
twardy.
Z punktu widzenia zagranicznego inwestora samo zachowanie złotego w 2004 r.
jest zachętą do lokowania kapitału w Polsce. Warto tutaj wspomnieć, że złoty
był w zeszłym roku walutą, która względem dolara i euro umocniła się
najmocniej na świecie. To oczywiście pomnaża zyski z inwestycji w Polskie
akcje. Zresztą rynek akcji, w ślad za całym środkowoeuropejskim regionem
radziłada mówi, że
należy założyć iż trend prędzej będzie kontynuowany, niż ulegnie odwróceniu.
Kto nie przestrzegał tej zasady, sprzedawał akcje gdy Nasdaq w czasie hossy
internetowej przekraczał 3 tys., a nie dopiero gdy zawrócić powyżej 5 tys.
Na giełdzie często bowiem decyduje sentyment rynku i trend, a nie logika. No
właśnie - logicznie patrząc nie wybrałbym teraz rynku polskiego jako perełki
dla zagranicznych inwestorów na 2005 r. Większość analityków twierdzi, że
złoty dalej pozostanie mocny - moim zdaniem nie obędzie się teraz bez
głębszej korekty - i nawet jeśli mają rację, to już bardzo trudno uwierzyć w
powtórkę z umocnienia w 2004 r. Makroekonomiczne dane przestały być
korzystne dla złotego (choć siłą rozpędu dalej się umacnia), a efekt
przedunijniej bazy i napiętego na 2005 r. kalendarza będzie przemawiać
niedługo przynajmniej tylko za zatrzymaniem trendu. Może więc rynek akcji
przyniesie znacznie większą stopę zwrotu ? A kto to wie, co będzie za rok :)
Prawda na dzisiaj jest jednak taka, że w obliczu dostępnych na obecną chwilę
informacji polskie akcje mają bardzo wyśrubowaną wycenę i z każdym kolejnym
wzrostem dostają od inwestorów spory kredyt zaufania. Po wyciągnięciu
indeksów w końcówce roku na nowe szczyty kupno większych pakietów akcji
przez zagranicznych inwestorów byłoby w takich warunkach (w mojej ocenie)
nieco ryzykowne i ja osobiście wolałbym szukać rynków z większym
potencjałem, niż opierać się tylko na zeszłorocznych stopach zwrotu.
Tak na chwilę obecną wyglądają giełdowe dylematy w dłuższym terminie. A co
na dzisiaj ? Powtórką rajdu na pierwszych sesjach w nowym roku, analogicznie
do 2004 r. ? Nigdy kilkuprocentowych dynamicznych wzrostów oczekiwać nie
można. Nigdy bowiem te nie przyjdą, gdy są powszechnie wyczekiwane. Nie
napiszę więc o euforii podobnej do tej sprzed roku, ale dalej podtrzymuję
stanowisko z ostatniej Weekendowej. Zresztą ten scenariusz na razie dość
gładko się sprawdza - w świątecznym tygodniu mieliśmy spokojną korektę,
przed Sylwestrem tydzień window dressing, a teraz mamy pierwszy tydzień
stycznia i magiczne bycze zaklęcia w postaci "efektu stycznia", co pomimo
wielu wymienionych wyżej wątpliwości, powinno przynieść w tym tygodniu
wzrosty na GPW. Wzrosty oparte właśnie na nadziejach na zagraniczny kapitał.
Na koniec jednak przestroga - tak jak napisałem na początku, zaczynamy
zupełnie nową rozgrywkę. Wraz z początkiem przemeblowań w portfelach
funduszy wzrośnie też aktywność wszystkich spekulantów i możemy być
świadkami bardzo dynamicznych zmian nastrojów. Ja zakładam optymizm na ten
tydzień, ale pierwszy tydzień nowego roku jest w moim giełdowym kalendarzu
jednocześnie tym tygodniem, w którym najłatwiej jestem w stanie szybko
zmienić opinię o rynku. MP
Ps. Życzyłbym czytelnikom szczęścia na Nowy Rok, ale każdy dłuższy stażem
inwestor wie, że giełda ze szczęściem nie ma nic wspólnego.