Komentarz
Zmienność na rynku dolara przypomina ostatnimi dniami typowy rollercoaster. Wszystko wskazuje jednak na to, że z mocnym dolarem będziemy mieć do czynienia na nieco dłużej. Wczorajsza sesja pokazała, że rynek przestał już zwracać tak dużą uwagę na problemy związane z deficytem handlowym USA. Opublikowane w minioną środę dane pokazały, iż "magiczna pigułka" w postaci słabszego dolara jakoś nie skutkuje i ten kierunek myślenia, który był popularny w ostatnich miesiącach ubiegłego roku nie jest właściwy. Teraz oczy są zwrócone na FED i zaczyna panować coraz powszechniejsza opinia, że duże podwyżki stóp są nieuniknione. Jedyna słuszna droga, aby uniknąć odpływów kapitałów z USA? Można z tym zawsze dyskutować, jednak sprzeczać się z rynkiem nie ma sensu. W takiej sytuacji każde informacje świadczące na "korzyść FEDu" będą odbierane przez rynek ze zwielokrotnioną siłą. I tak też stało się wczoraj wieczorem. Wypowiedź członka FED, Williama Poole?a, że bank centralny nie zawaha się nad zaostrzeniem polityki monetarnej, jeżeli zajdzie taka potrzeba stała się kolejnym zastrzykiem siły dla "zielonego". Zwyżka tej waluty wyraźnie przyspieszyła także po tym jak prezydent George Bush podkreślił swoje poparcie dla polityki mocnego dolara i zapowiedział zaostrzenie polityki budżetowej. To sugeruje, że słowa Johna Snowa nie były jedynie rzuceniem słów na wiatr i zapowiedzi mogą zostać zamienione w czyny. Dzisiejszy "Washington Post" spekuluje, że podczas zaplanowanego na 7 lutego przedstawienia pierwszych planów budżetowych na rok 2006 r. administracja Busha może zaproponować bardzo wyraźne zaostrzenie dyscypliny budżetowej. Oczywiście zawsze można zadać pytanie w jaki sposób miałoby to zostać dokonane i czy będzie to oznaczało zmianę wcześniejszych obietnic wyborczych prezydenta. Na razie jednak takie informacje są tylko dodatkowym zapalnikiem zagrzewających tych, którzy postawili na silnego dolara. I wszystko wskazuje na to, że tak będzie przez najbliższe kilka tygodni.
Dzisiaj uwaga inwestorów skupi się na danych makro z USA. O godz. 14:30 podane zostaną informacje o inflacji PPI w grudniu (oczekiwania -0,1 proc. o +0,2 proc. core, czyli z wyłączeniem zmian cen żywności i paliw). Oczywiście wyższa inflacja to większe szanse na mocniejsze podwyżki stóp procentowych i umocnienie dolara. Podobna sytuacja będzie w przypadku danych o produkcji przemysłowej, które podane zostaną o godz. 14:30 - tutaj oczekiwania kształtują się na poziomie 0,5 proc.
A co na naszym krajowym rynku? Umocnienie się dolara na rynkach światowych sprawiło, że dolar poszybował powyżej 3,10 zł. Stabilnie zachowuje się tylko EUR/PLN, który pozostaje w przedziale 4,06-4,07 zł. Dzisiaj rano prezydent Kwaśniewski powiedział, iż wczorajszy pomysł sekretarza Dyducha odnośnie przeprowadzenia wyborów parlamentarnych na jesieni nie jest najwłaściwszy, co wskazuje tylko, że nie ma on większych szans na realizację. Jest to oczywiście pozytywne dla naszej waluty.
O godz. 10:23 za dolara płacono 3,1050 zł, za euro 4,0690 zł (odchylenie -15,02 proc.). Kurs EUR/USD kształtował się natomiast na poziomie 1,3102.