Komentarz
Dzisiejsza sesja przyniosła dalsze umocnienie się złotego, a tempo zwyżki naszej waluty zaczyna być imponujące. Kurs euro dosyć szybko przełamał barierę 4 zł i po południu ustanowiliśmy nowe minima w okolicach 3,96 zł. Natomiast dolar spadł w okolice 3,05-3,06 zł. Nie pomógł tutaj fakt umocnienia się amerykańskiej waluty na rynkach światowych. Kurs EUR/USD pokonał do dołu poziom figury 1,30 i ustanowił minima w okolicach 1,2940..
To co się dzieje na naszym złotym pokazuje, że naszą walutą zainteresowały się wielkie, spekulacyjne fundusze hedgingowe, które ciągle szukają atrakcyjnych miejsc do zyskownych inwestycji. A tymczasem polska oferta jest dla nich wciąż interesująca. Sytuacja gospodarcza jest nadal dobra, a dodatkowo nie można wykluczyć, że nadchodzący rok będzie rokiem wyraźnego wzrostu inwestycji (po części dzięki wsparciu ze strony UE). Mamy stabilny budżet (według informacji resortu finansów z początku tygodnia wykonanie planu po styczniu wyniosło "tylko" 7 proc.). Stopy procentowe wciąż utrzymują się na wysokim poziomie i wcale nie jest pewne, czy będą one szybko obniżane (a jeżeli nawet, do wtedy pojawi się popyt ze strony funduszy grających na tzw. konwergencję, czyli spadek naszych długoterminowych stóp procentowych do poziomu notowanego w strefie euro). Wsparciem stała się także wczorajsza decyzja FED - stopy zostały wprawdzie podwyższone, ale utrzymana została tzw. polityka małych kroczków. W takiej sytuacji biorąc pod uwagę powolne tempo podwyżek stóp w USA, ich brak w Eurostrefie, to widać, że nasze stopy procentowe są nadal relatywnie wysokie i zachęcające do inwestowania w złotówki. Zagranicznym spekulantom pomógł także wicepremier Jerzy Hausner, który wczoraj swoją niefortunną wypowiedzią przyznał w zasadzie, że polskie władze będą bezradne w obliczu "harców" spekulantów.
Dzisiaj wicepremier próbował zmienić wydźwięk swojej wczorajszej wypowiedzi. "Postraszył", że dalsze umocnienie się złotego może mieć negatywny wpływ na tegoroczną, 5-procentową prognozę wzrostu gospodarczego. Dodał także, że oczekuje, iż Rada Polityki Pieniężnej podejmie kroki zmierzające do zmiany polityki, która umacnia złotego. Co jednak ma zrobić RPP? Obniżka stóp procentowych wywoła dodatkowy popyt ze strony funduszy grających na konwergencję, a co do rzeczywistych interwencji na rynku to stanowisko banku centralnego jest od dawna jasne - nie mają one sensu. Zresztą i tak się nie walczy z trendem. O wypowiedzi Jerzego Hausnera inwestorzy jednak szybko zapomnieli po tym jak minister finansów Mirosław Gronicki przyznał, że nie widzi zagrożenia w postaci przełożenia się mocnego złotego na prognozy PKB, a także, że dopiero dane z najbliższych miesięcy pokażą, czy obserwowane w grudniu symptomy osłabienia gospodarki okażą się trwałe. Po południu agencje opublikowały także wypowiedź doradcy ekonomicznego prezydenta, Witolda Orłowskiego, który przyznał, że szanse na osłabienie się złotego w najbliższych miesiącach są ograniczone, a bank centralny nie jest tak naprawdę przygotowany do interwencji na rynku walutowym. Dodał, że nie wyklucza spadku euro w okolice 3,80 zł, a dolara 2,80 zł w najbliższych miesiącach, choć bardziej prawdopodobne jest, że euro pozostanie w okolicach 4 zł.
Na rynku EUR/USD obserwowaliśmy natomiast systematyczny popyt na amerykańską walutę. Wczorajsza podwyżka stóp procentowych przez amerykański FED coraz wyraźniej kontrastowała z jej dzisiejszym brakiem ze strony Europejskiego Banku Centralnego. Dodatkowo podczas konferencji prasowej prezes Jean Claude Trichet nie powiedział niczego nowego, co mogłoby w najbliższym czasie zmienić ten stan rzeczy. Inwestorzy zignorowali tym samym nieznacznie lepsze dane z Eurostrefy - indeks PMI dla sektora usług wzrósł w styczniu do 53,4 pkt. Popyt na dolary wynikał także z dobrych oczekiwań co do jutrzejszych, comiesięcznych danych z amerykańskiego rynku pracy - ankieta Bloomberga pokazuje oczekiwania na poziomie 200 tys. nowych miejsc pracy w sektorach pozarolniczych w styczniu. Pomogły w tym opublikowane o godz. 14:30 dane. Cotygodniowe bezrobocie spadło do 316 tys., a liczona na tej podstawie średnia 4-tygodniowa spadła do najniższego poziomu od kwietnia 2001 r. Nieco mniejsza była natomiast wydajność pracy, która w IV kwartale wzrosła tylko o 0,8 proc. wobec szacowanych 1,5 proc. i 1,8 proc. w III kwartale ub.r. Stało się tak przy wzroście kosztów pracy do poziomu 2,3 proc.