Wczorajsza sesja przyniosła osłabienie się złotego, do czego przyczyniły się dwie kwestie: spekulacje wokół terminu wyborów parlamentarnych i umocnienie się dolara na rynkach światowych. W rannej wypowiedzi marszałek Sejmu, Włodzimierz Cimoszewicz przyznał, że po rozmowach z częścią posłów SLD uważa, iż są szanse na poparcie przez nich terminu wcześniejszych wyborów parlamentarnych. Taki obrót spraw cieszyłby premiera Marka Belkę o czym sam zainteresowany wczoraj poinformował . Z kolei przewodniczący Józef Oleksy stwierdziłł, że ostatnio okoliczności na scenie politycznej się zmieniły i sam Sojusz jeszcze raz pod koniec kwietnia rozważy kwestię wcześniejszych wyborów. Wydaje się jednak, że szanse na to są małe, skoro Oleksy dodał później, że nadal podtrzymuje jesienny termin. Niemniej pojawiają się opinie, że spadające poparcie społeczne dla SLD może przyczynić się do druzgocącej klęski tego ugrupowania w jesiennych wyborach do parlamentu i porażki lewicowego kandydata na prezydenta i tym samym lepsze to co jest teraz. Dodatkowo przedstawiciele PSL dali wczoraj do zrozumienia, że nadal się "zastanawiają" jak zagłosować podczas jutrzejszego głosowania nad wotum zaufania dla ministra Jacka Sochy. Taki obrót spraw odstraszył inwestorów zagranicznych, którzy dali temu wyraz m.in. podczas wczorajszej aukcji 10-letnich obligacji, gdzie popyt nie był do końca wystarczający aby domknąć ofertę w wysokości 2,2 mld zł (sprzedano papiery za 2,13 mld zł).
Dzisiaj kluczowe będą dane o marcowej inflacji, które zostaną opublikowane o godz. 16:00. Nie wydaje się, aby w ujęciu rocznym uległa ona zmianie wobec odczytu jaki był w lutym (3,6 proc. r/r). Do wyhamowania trendu spadkowego inflacji w marcu mogły przyczynić się dwie kwestie: droższe paliwa za sprawą słabszej złotówki i droższa żywność za sprawą dłuższej zimy. W takiej sytuacji rynek może być dzisiaj "pozbawiony" pozytywnego bodźca i inwestorzy (zwłaszcza zagraniczni) mogą przeczekać z zawieraniem transakcji do wyników jutrzejszego, sejmowego głosowania. Naszym zdaniem nie powinno ono przynieść negatywnego rozstrzygnięcia. Tym samym dzisiejsze ewentualne testowanie oporów (okolice 4,10 na EUR/PLN i 3,18-3,19 na USD/PLN) można wykorzystać do sprzedaży walut. Nadal podtrzymujemy perspektywę mocniejszej złotówki i przynajmniej testowania wczorajszych, rannych poziomów (4,0650 za EUR/PLN i 3,14 za USD/PLN).
Rynek międzynarodowy
Wczorajsza sesja była kolejną dobrą dla amerykańskiej waluty mimo, że początek sesji takiego obrotu spraw nie zapowiadał. Opublikowane o godz. 14:30 dane o marcowej sprzedaży detalicznej nie były najlepsze, a wręcz gorsze od oczekiwań (wzrost o 0,3 proc. i 0,1 proc. bez samochodów) Po publikacji tej figury kurs EUR/USD poszybował do góry (w okolice 1,2950) jednak na krótko i później zaobserwowaliśmy gwałtowną zniżkę kursu z przełamaniem figury 1,29 i naruszeniem wtorkowego wsparcia na 1,2860. Dlaczego tak się stało? Na rynku mówi się, że duże banki inwestycyjne za mocno ostro grały na osłabienie dolara i teraz przy każdej okazji starają się zmniejszyć posiadane pozycje. Dodatkowo pojawiły się plotki, że jeden z największych światowych inwestorów, Warren Buffet zmienił zdanie i zaczął grać na mocnego dolara. Spekuluje się także, iż za zakupami dolarów stoją tzw. real-money oczekujące na dalsze podwyżki stóp procentowych przez amerykański FED. Do tego wszystkiego doszły także czynniki makro: wczoraj Międzynarodowy Fundusz Walutowy przyznał, że tempo wzrostu gospodarki USA będzie w tym roku kilkukrotnie wyższe niż Eurostrefy, czy Japonii. O możliwej obniżce prognoz wzrostu, tym razem globalnego na ten rok poinformowała także OECD i tutaj powody są również takie same: wolniejszy wzrost gospodarczy Niemiec i Japonii. W takiej sytuacji ekonomiści i stratedzy dostali kolejne argumenty za mocnym dolarem chociaż większość z nich nadal uważa, iż "zielony" w perspektywie najbliższych miesięcy straci na wartości w związku z obawami o deficyty USA.Wieczorem "zielony" oddał jednak pola i na krótko powrócił powyżej figury 1,29. Przyczyniły się do tego głównie informacje z rynku ropy, gdzie po publikacji cotygodniowych zapasów cena tego surowca wyraźnie zniżkowała w okolice 50 USD za baryłkę co potwierdziło tym samym wcześniejsze negatywne sygnały techniczne. Nieznaczne odbicie zanotowały rentowności 10-letnich obligacji rządowych z tym, że we wtorek wyraźnie przebite zostało wsparcie na 4,40 proc. Podsumowując, zachowanie się pozostałych segmentów rynku nie przemawia za tym, aby na najbliższym posiedzeniu FED miał zamiar wyraźniej zaostrzyć politykę pieniężną.
Dzisiaj o godz. 11:00 rynek otrzyma informacje ze strefy euro (finalne dane o PKB za IV kwartał, ale i także kolejne prognozy na I i II kwartał tego roku) - tak czy inaczej mogą one pokazać narastającą różnicę pomiędzy Eurostrefą a USA i negatywnie odbić się na kondycji euro - z drugiej jednak strony dane te mogą być już w cenach. Natomiast z USA otrzymamy dane o cotygodniowym bezrobociu o godz.14:30 (szacunki 330 tys.) i o zapasach za luty. Dla rynku najważniejsze będą jednak jutrzejsze dane o przepływach kapitałowych netto i może rozpocząć się ich dyskontowanie (informacje mogą być rozczarowujące i tym samym kurs EUR/USD przed ich publikacją może iść do góry). Wsparciem są okolice 1,2860 i 1,2820, a oporami 1,2950 i 1,3000. Reakcja rynku po jutrzejszych danych może być jednak podobnie zaskakująca jak ostatnio. Tym samym wydaje się, że trudno będzie w najbliższych dniach na wyjście notowań EUR/USD powyżej 1,30 i każde wyjścia w górę będą wykorzystywane do sprzedaży.