Wczorajszą sesję można podzielić na dwie części - tą do publikacji danych GUS, kiedy to złoty zyskiwał w ślad za wyraźnie rosnącymi cenami obligacji i wracającym na rynek zagranicznym kapitałem i tą drugą popołudniową, której skala mogła nieco zaskakiwać. W efekcie kurs EUR/PLN, który jeszcze wczoraj testował okolice 4,11 zł dzisiaj rano znalazł się na poziomie 4,17 zł, a USD/PLN ustanowił nowe maksima powyżej 3,38 zł.Fatalne dane o wzroście gospodarczym Polski w I kwartale tego roku wyraźnie rozczarowały inwestorów. I tak PKB Polski w ujęciu r/r wzrósł o 2,1 proc. podczas, gdy na rynku oczekiwano 3,0 proc. Co do inwestycji to wzrosły one r/r jedynie o 1,0 proc. wobec spodziewanych na poziomie ok. 9 proc. To stawia pod znakiem zapytania rządową prognozę tegorocznego wzrostu na poziomie 4 proc. r/r, chociaż minister Mirosław Gronicki nadal pozostaje w tym względzie optymistą. Jego zdaniem niski wzrost inwestycji jest niepokojący jednak za wcześnie jest wyrokować i należy poczekać na dane z kolejnego kwartału, gdyż może to być efekt sezonowości. Nie obawia się on jednak o wykonanie tegorocznego budżetu zwracając uwagę na lepsze od założeń informacje po pięciu miesiącach tego roku (53-54 proc. wobec spodziewanych wcześniej 64,5 proc.). Minister zapomina jednak o tym, iż na rynku spekulowano wcześniej, że deficyt mógłby być niższy od 35 mld zł i zejście z figurą poniżej 30 mld zł w przyszłym roku może stać się problemem. Wczorajsze dane o dynamice PKB sprowokowały do wypowiedzi także członków Rady Polityki Pieniężnej. Zdaniem zarówno Stanisława Nieckarza jak i Jana Czekaja stwarzają one przestrzeń do obniżki stóp procentowych, gdyż "wysokimi stopami nie wesprze się procesu inwestycyjnego". Dodatkowo Nieckarz zwraca uwagę na fakt, iż tegoroczny wzrost gospodarczy może okazać się niższy od 4 proc. r/r. Poza danymi o PKB wczorajszy dzień przyniósł także inne - Narodowy Bank Polski podał, że w marcu nadwyżka na rachunku obrotów bieżących wyniosła 67 mln EUR wobec 30 mln EUR deficytu po korekcie w lutym. To gorsze informacje, gdyż na rynku oczekiwano 135 mln EUR nadwyżki. Natomiast deficyt w bilansie handlowym w marcu wyniósł 334 mln EUR wobec 110 mln deficytu po korekcie w lutym Warto jednak zauważyć, że od czasu wejścia Polski do Unii Europejskiej interpretacja bilansu C/A i handlowego jest nieco problematyczna, gdyż występują częste korekty.Wczorajsze dane mogą pomóc rynkowi obligacji, gdzie jeszcze przed publikacją danych obserwowaliśmy silne zwyżki cen. Na dzisiaj został zaplanowany przetarg 2-letnich obligacji o wartości 2,5 mld zł, który powinien być dosyć udany. W efekcie obserwowane wczoraj wieczorem i dzisiaj z samego rana osłabienie złotego jest nieco przesadzone, czemu dali wyraz inwestorzy tuż po godz. 9:00 kiedy to nasza waluta zaczęła zyskiwać. W najbliższym czasie nie spodziewamy się poziomów wyższych od 4,17-4,18 na EUR/PLN i rynek powinien powrócić w okolice 4,14, a nie wykluczone, że i 4,12 w perspektywie kolejnych dni. Z kolei dla USD/PLN silnym oporem wyznaczanym jeszcze przez poziomy z roku 1998 są okolice 3,38 i ich nieznaczne naruszenie nie zmienia tutaj sytuacji. Oczekujemy, że kurs USD/PLN powróci w okolice 3,34-3,3550 w perspektywie najbliższych dni.Rynek międzynarodowyWczorajsza sesja przyniosła kolejny spadek notowań EUR/USD, co pokazuje, że na rynku nadal panują nienajlepsze nastroje po niedzielnym francuskim "NIE". Dodatkowo jednym z głównych powodów wczorajszego spadku europejskiej waluty była zmiana na stanowisku premiera we Francji, mimo, że takiego obrotu spraw można było w zasadzie oczekiwać. Dane ze strefy euro przyniosły pogorszenie się nastrojów wśród konsumentów i przedsiębiorców w maju, a Europejski Bank Centralny podał, że podaż pieniądza M3 wzrosła w kwietniu o 6,7 proc. r/r. To więcej niż oczekiwano i w zasadzie wyklucza możliwość obniżki stóp procentowych mimo, że wstępna inflacja wyniosła w maju zakładane 2,0 proc. r/r. Z kolei opublikowane o godz. 16:00 dane z USA były dosyć mieszane. Z jednej strony mieliśmy wyraźny wzrost indeksu zaufania konsumentów Conference Board, który w maju wyniósł aż 102,2 pkt. wobec oczekiwanych 96,5 pkt. po korekcie z 97,5 pkt. w kwietniu. Z drugiej wyraźnie spadł indeks Chicago PMI obrazujący kondycję sektora przemysłowego w maju - do 54,1 pkt. z 65,6 pkt. w kwietniu. Spadły także poszczególne subindeksy - zatrudnienia do 54,7 pkt. z 62,3 pkt. i cen do 54,3 pkt. z 66,1 pkt. To pokazuje, że amerykańska gospodarka może wcale nie rozwijać się tak szybko jak tego oczekiwano. Ktoś jednak powie, że to i tak lepiej w porównaniu ze strefą euro.
Dzisiaj rano agencje przynoszą nowe wyniki sporządzonego wczoraj sondażu wśród Holendrów, który pokazuje spadek liczby przeciwników europejskiego traktatu do 53,2 proc. W efekcie wychodzi na to, że wcale nie jest przesądzone, że wynik będzie na "NEE". Na rynku pojawiają się także opinie, że reakcja rynku na kwestię konstytucji jest nieco przesadzona - przynajmniej w krótkim terminie. W średnim i długim nadal będzie nieciekawie. Podsumowując, może się okazać, że w najbliższych dniach będziemy świadkami odreagowania wspólnej waluty w relacji do dolara, choć takie założenie jest dosyć ryzykowne. Zwłaszcza, że opublikowane wczoraj dane Chicago PMI mogą negatywnie nastrajać przed dzisiejszym ISM dla sektora przemysłowego w USA, który podany zostanie o godz. 16:00. Oczekuje się spadku do 52,1 pkt., co tym samym będzie najniższym poziomem od sierpnia 2003 r. Z pozostałych danych warto będzie zwrócić uwagę na publikowane o godz. 11:00 dane o wzroście PKB w I kwartale, gdzie oczekuje się spadku do 1,4 proc. r/r .
Analiza techniczna nadal sugeruje spadek w okolice 1,2190-1,2220. Dopiero tam możemy być świadkami większej korekty. Oporem są okolice 1,2360.
Marek Rogalski
www.palladia.pl