Później jednak w ślad za dalej zniżkującym EUR/USD na nowe szczyty wspiął się USD/PLN (3,4060), a EUR/PLN powrócił w okolice otwarcia (4,1650). Po godz. 15:00 można było zaobserwować ponowne zakupy złotego, które były kontynuowane dzisiaj rano. W efekcie po godz. 9:00 za jedno euro płacono 4,13 zł, a za dolara 3,37 zł.
Wydarzeniem środy był przetarg 2-letnich obligacji o wartości 2,5 mld zł, który zakończył się pełnym sukcesem. Sprzedano wszystkie papiery, a zgłoszony przez inwestorów popyt wyniósł 8,17 mld zł. Średnia rentowność pierwszy raz od 20 miesięcy spadła poniżej 5 proc. wyniosła 4,972 proc. wobec 5,383 proc. na przetargu 4 maja. Niezaspokojony popyt przeniósł się na rynek wtórny, co zachęciło resort finansów do przeprowadzenia aukcji dodatkowej na kwotę 500 mln zł. Tam również popyt ponad 3-krotnie przewyższył podaż. Wbrew oczekiwaniom wczoraj nie pojawiły się kolejne głosy ze strony Rady Polityki Pieniężnej odnoszące się do wczorajszych rozczarowujących danych o wzroście PKB. Rynek jednak wycenia już większe obniżki stóp w tym roku - kontrakty FRA sugerują 75 p.b., a analitycy amerykańskiego Meryll Lynch nie wykluczają 50 p.b. cięcia już w czerwcu. To może pomóc rynkowi obligacji, jednak tylko jemu, gdyż na dłuższą metę pogarszające się wskaźniki makro, niższe stopy i zbliżające się wybory będą raczej szkodzić naszej walucie. Dodatkowo dzisiejsza publikacja niemieckiego "Der Stern" mimo późniejszych oficjalnych zaprzeczeń może rozkręcić karuzelę pytań o sens istnienia wspólnej waluty, co może stać się pożywką dla naszych eurosceptyków przed nadchodzącymi wyborami. Z pozostałych informacji warto zwrócić uwagę na wypowiedź ministra Mirosława Gronickiego, który podtrzymał swoją prognozę spadku tegorocznego deficytu budżetowego 2 mld zł wobec wcześniejszych założeń. Z kolei wiceminister finansów Wiesław Szczuka poinformował, iż Komisja Europejska może uwzględnić pasmo plus 15 proc. i minus 2,25 proc. w systemie ERM-II. Przyznał on również, iż aby wejść do strefy euro w 2009 r. decyzja w tej sprawie powinna zapaść w przeciągu kilku miesięcy. Resort finansów poinformował także, iż spodziewa się spadku inflacji w maju do poziomu 2,4 proc. r/r (wcześniej minister Gronicki mówił o 2,2-2,3 proc. r/r), a na koniec roku w okolice 1,1-1,2 proc. r/r. Głos zabrał także premier Marek Belka, który odniósł się do gorszych danych o wzroście gospodarczym w I kwartale. Jego zdaniem jest to głównie wynik wysokiej bazy, a lepsza od założeń realizacja budżetu i poprawiająca się sytuacja na rynku pracy mogą świadczyć o tym, że tempo wzrostu gospodarczego jest nadal wysokie.
Dzisiejszą sesję najpewniej zdominują dwie kwestie - pierwsza to implikacje po odrzuceniu przez Holendrów traktatu konstytucyjnego (wczoraj prezydent Kwaśniewski zapowiedział, że decyzja o przeprowadzeniu referendum zapadnie dopiero po szczycie Rady Europejskiej, który planowany jest na połowę czerwca). Dla rynku finansowego nie ma to większego znaczenia, gdyż zostało to zdyskontowane. Wydaje się, iż w najbliższych dniach większe znaczenie może mieć rozpoczynająca się awantura związana z zapowiedzianą przez rząd podwyżką akcyzy na olej opałowy. Partie opozycyjne są przeciwko, a PIS zapowiada złożenie wniosku o dymisję ministra Gronickiego. W okresie przedwyborczym i przy tak "drażliwej" dla obywateli kwestii ryzyko zmiany szefa resortu finansów może okazać się spore.
Z technicznego punktu widzenia fakt osiągnięcia nowego szczytu na USD/PLN (3,4060), który notabene był idealnie zbieżny z górnym ograniczeniem wzrostowego kanału trendowego nie zmienił naszej koncepcji spadków w perspektywie najbliższych tygodni w okolice 3,32-3,34, zwłaszcza, że dzisiaj rano rynek znalazł się poniżej 3,38. Z kolei w przypadku EUR/PLN wczorajsza sesja potwierdziła istotność krótkoterminowych oporów 4,1650-4,1700 i rynek powinien kierować się w stronę 4,12 i dalej 4,10-4,11.Rynek międzynarodowy
Wczorajsza sesja przyniosła kolejną przecena europejskiej waluty. W efekcie wieczorem kurs EUR/USD naruszył wskazywane wcześniej okolice wsparcia 1,2190-1,2220 (min. 1,2158). Wspólnej walucie zaszkodziły zarówno dane makroekonomiczne jakie napłynęły ze strefy euro (indeks PMI dla sektora usług i wzrost PKB w I kwartale okazały się niższe od oczekiwań), a zwłaszcza "dziwne" spekulacje niemieckiego tygodnika "Der Stern" według którego w ubiegłym tygodniu doszło do spotkania niemieckiego ministra finansów, Hansa Eichela, szefa Bundesbanku, Axela Webera i ekonomistów rynkowych, a którego tematem miała być podobno kwestia groźby rozpadu strefy euro. Przedstawiciele niemieckich oficjeli zaprzeczyli jednak jakoby brali w niej udział nazywając całą tą kwestię absurdalną, gdyż euro odniosło sukces. Cała ta sprawa zaszkodziła jednak z tego powodu, gdyż na rynku panują minorowe nastroje po odrzuceniu w weekend przez Francuzów, a wczoraj wieczorem przez Holendrów europejskiej konstytucji. Paradoksalnie jednak wszystkie negatywne dla euro mogą być już w cenach, a nowych rynek już nie otrzyma. Mowa tu także o dzisiejszym posiedzeniu Europejskiego Banku Centralnego, które nie przyniesie żadnych zmian w stopach procentowych, a może rewizję tegorocznych założeń wzrostu PKB do poziomu 1,4 proc. wobec 1,6 proc. podawanych jeszcze w marcu.