Wczorajsza sesja przyniosła umocnienie się naszej waluty. Kurs EUR/PLN spadł poniżej 4,12 zł, a USD/PLN naruszył pierwsze wsparcia w okolicach 3,3550 zł. Dzisiaj rano złoty otworzył się bez większych zmian w relacji do wczorajszego zamknięcia. Po godz. 9:00 za jednego dolara płacono 3,3520 zł, a za euro 4,1180 zł.
Agencje przytoczyły wczoraj wypowiedź wiceprezesa Narodowego Banku Centralnego, Krzysztofa Rybińskiego, którego zdaniem trudno obecnie stwierdzić, czy ostatnie gorsze dane o PKB to początek negatywnej tendencji. Dlatego też podtrzymał on prognozę 4 proc. r/r wzrostu w tym roku. Większą uwagę rynku skupiły informacje związane z planowanym zwiększeniem akcyzy na olej opałowy i gaz płynny do ogrzewania mieszkań (od połowy czerwca). Po pierwsze pokazuje to, że rząd zamiast przeprowadzania reform finansów publicznych woli podnosić obciążenia fiskalne, po drugie osłabia to jego pozycję, a zwłaszcza ministra Gronickiego. Posłowie opozycyjni i a także z SLD oni grożą zgłoszeniem wotum nieufności dla niego, co może oznaczać zmianę na tym stanowisku. Czy czeka nas zatem "gorący piątek"? Niekoniecznie, gdyż może się jednak okazać, że kolejny raz z dużej chmury będziemy mieć mały deszcz. Sejmowa Komisja Finansów Publicznych chce w trybie pilnym przygotować projekt ustawy zamrażający obecne stawki akcyzy i co ciekawe może on być omawiany w Sejmie już dzisiaj. W efekcie ustawa mogłaby wejść w życie przed decyzją ministra finansów o ich podwyżce. Tymczasem premier Marek Belka powtórzył, że decyzja o podwyżce akcyzy była słuszna, a groźby pod adresem Mirosława Gronickiego uznał za "sabotaż gospodarczy".
Z technicznego punktu widzenia presja na kupno naszej waluty powinna być kontynuowana, chociaż nie można wykluczyć nieznacznej korekty notowań z racji opisywanych wcześniej sejmowych wydarzeń (jeżeli okazałoby się, że np. marszałek Sejmu chciałby zablokować ustawę sejmowej komisji, co prowadziłoby do złożenia wniosku o odwołanie ministra Gronickiego). Celem dla EUR/PLN są nadal okolice 4,10-4,11, a dla USD/PLN rejon 3,3280-3,34. Oczekujemy jednak jeszcze niższych poziomów w perspektywie pierwszych tygodni czerwca, mowa tutaj o okolicach 4,08-4,09 dla euro i 3,30 za dolara. Wsparciem dla naszej waluty mogą okazać się oczekiwania co do większych cięć stóp procentowych - w opublikowanym dzisiaj przez agencję Reutersa raporcie Lehman Brothers spodziewa się obniżki o 50 p.b. do końca lipca (wczoraj o 50 p.b. cięciu w czerwcu spodziewał się Meryll Lynch). W efekcie hossa na rynku obligacji może jeszcze potrwać.
Rynek międzynarodowy
Na rynku EUR/USD było wczoraj nerwowo. Obserwowana w pierwszych godzinach sesji europejskiej zwyżka EUR/USD została zahamowana w okolicach 1,2293, bliskich wskazywanym we wcześniejszym komentarzu okolicom figury 1,23. Można stwierdzić, że odreagowanie było zbyt szybkie, a inwestorzy przypomnieli sobie o gospodarczych problemach krajów "12-ki". Niemiecki minister finansów Hans Eichel poza koniecznością kolejnego dementowania wczorajszych rewelacji prasowych odnośnie możliwego rozpadu strefy euro był zmuszony wspomnieć również o rzeczach bardziej przyziemnych jakimi jest budżet. I tak poinformował on, iż jego sytuacja jest dramatyczna i wezwał do zwiększenia potrzeb pożyczkowych państwa, co z kolei prowadzić będzie do dalszego wzrostu deficytu budżetowego (kolejny raz w ostatnich latach). Natomiast Europejski Bank Centralny po 24 raz z kolei nie zdołał zmienić stóp procentowych, a zdaniem szefa Jean Claude Tricheta znajdują się one na optymalnym poziomie. Tyle, że już nie jak kilka miesięcy temu nie mówi się o podwyżkach. Wśród coraz większej liczby ekonomistów i nie tylko, słychać nawoływania do obniżki stóp procentowych z racji pogarszających się danych makroekonomicznych, a inflacja pozostaje stabilna. Z kolei dane jakie nadeszły wczoraj ze Stanów Zjednoczonych były mieszane. Te które zostały opublikowane o godz. 14:30 nieco umocniły dolara (zwyciężyła kwestia wyższej wydajności i znacznie wyższych jednostkowych kosztów pracy w I kwartale, czyli czynników pro-inflacyjnych, kosztem gorszych danych o cotygodniowym bezrobociu). Później dolar jednak stracił po tym jak okazało się, że o ponad 40 proc. wzrosła w ostatnim miesiącu liczba planowanych zwolnień w amerykańskich firmach (raport Challengera), a zamówienia w amerykańskim przemyśle w kwietniu okazały się minimalnie gorsze od oczekiwań. Można by rzec, że rynek coraz bardziej obawia się dzisiejszego odczytu odnośnie liczby nowych miejsc pracy w sektorach pozarolniczych w maju i bardzo słusznie, gdyż wydaje się, że rzeczywistość może okazać się inna od prognoz. Taką możliwość sugerowałyby ostatnie dane makroekonomiczne jakie napływały ze Stanów Zjednoczonych (regionalne indeksy aktywności przemysłu z Nowego Jorku, Filadelfii, Chicago, a także ostatni odczyt indeksu ISM dla sektora wytwórczego, czy wczorajszy raport Challengera). Wydaje się tym samym, że figura może okazać się gorsza od 185 tys. Comiesięczny raport z amerykańskiego rynku pracy poznamy dzisiaj o godz. 14:30. Poza tym o godz. 16:00 podany zostanie kluczowy indeks ISM dla sektora usług (w maju oczekuje się spadku do 60 pkt.). Wcześniej, bo już o godz. 10:00 i 11:00 nadejdą dane z Eurostrefy - odpowiednio indeks PMI dla sektora usług i sprzedaż detaliczna za kwiecień. I nie wykluczone, że mogą okazać się one gorsze od oczekiwań. A takie informacje stają się pożywką dla niektórych polityków, którzy na fali społecznego eurosceptyzymu jaki w ostatnim tygodniu ogarnął Europę próbują zbić kapitał - dzisiaj kolejną falę eurofobii rozbudził włoski minister pracy Roberto Maroni, którego zdaniem powinno rozważyć się powrót do lira. Inwestorzy na rynku walutowym stają się jednak pomału odporni na te informacje - wczoraj pojawiły się głosy, że Wielka Brytania może w najbliższych dniach poinformować rezygnacji z przeprowadzenia referendum.