Czwartek przyniósł solidną porcję danych makroekonomicznych z gospodarki amerykańskiej, większych jednak zmian na rynku nie zaobserwowaliśmy. Wskaźnik inflacji CPI wzrósł sierpniu o 0.5%, natomiast bez uwzględnienia cen paliw i żywności 0.1%, a więc nieznacznie poniżej prognoz ekonomistów (odpowiednio 0.6% oraz 0.2%). Spadek inflacji nie był jednak nie na tyle duży, aby skłonił do rewizji oczekiwań na kolejną podwyżkę stóp procentowych na najbliższym posiedzeniu FOMC, stąd reakcja rynku była nieznaczna. Skutki huraganu Katrine odczuł wyraźnie rynek pracy, gdzie liczba nowych podań o zasiłek dla bezrobotnych wzrosła do 398 tys. Dość nieoczekiwanie w lipcu spadły zapasy przedsiębiorstw (-0.5%), głównie wskutek spadku zapasów w przedsiębiorstwach branży motoryzacyjnej.
To, co może niepokoić to dalsze pogorszenie wskaźników koniunktury w sektorze wytwórczym, na co wskazały publikacje wskaźników z rejonu Nowego Jorku oraz Filadelfii. Wyraźne spadki wartości indeksów pokazały wyraźnie, iż sektor ten przeżywa nienajlepszy okres. Bardzo wyraźnie zniżkowały subindeksy nowych zamówień oraz zatrudnienia. Poważne wzrosty wykazały natomiast wskaźniki cen płaconych (price paid index), co sugerowałoby wzrost presji inflacyjnej od strony kosztów.
Piątek przyniesie kolejne informacje fundamentalne, tym razem również ze strefy euro, gdzie poznamy informacje o dynamice sprzedaży detalicznej w lipcu. Z kolei ze Stanów Zjednoczonych napłyną dane o saldzie na rachunku obrotów bieżących w lipcu oraz bardzo ważny raport o przepływach kapitałowych (TICS). Jeżeli raport pokaże spore zainteresowanie amerykańskimi aktywami to biorąc pod uwagę dość dobre dane o bilansie handlowym, jakie poznaliśmy w tym tygodniu dolar może uzyskać solidne wsparcie. Prognozy mówią o dodatnim saldzie przepływów kapitałowych na poziomie 60 mld USD, moim zdaniem do większej, pozytywnej dla dolara reakcji można oczekiwać przy solidnej nadwyżce rzędu 70 - 80 mld USD. Ponadto poznamy wstępną wartość indeksu nastrojów konsumentów Uniwersytetu Michigan.
Notowania na rynku eurodolara wyraźnie się ustabilizowały, co moim zdaniem może wskazywać na sporą niepewność inwestorów, co do dalszego kierunku. Z jednej strony rosnące stopy procentowe stanowią niewątpliwie wsparcie dla amerykańskiej waluty, z drugiej natomiast publikowane dane makroekonomiczne mogą dawać sporo powodów do niepokoju. Dlatego też nie oczekiwałby większego spadku kursu EURUSD - poziom 1.2150 powinien w najbliższym czasie powstrzymywać umacnianie dolara wobec wspólnej waluty. Powrót do kanału wzrostowego sugerowałby mocniejsze odbicie w górę, jednak atmosferę wokół euro wyraźnie psuje perspektywa wyborów parlamentarnych w Niemczech, gdzie przewaga w sondażach pozytywnie postrzeganego przez ekonomistów CDU wyraźnie stopniała. Moim zdaniem bardziej prawdopodobnym scenariuszem jest konsolidacja przy wyższych poziomach 1.2340 - 1.24, w które możemy zawitać podczas ostatnich w tym tygodniu notowań.
Tomasz Wronka