Czwartkowa sesja na rynku złotego była pełna emocji. W pewnym momencie nasza waluta traciła wobec euro i dolara ponad 4 grosze. Wczorajsze maksima to 3,9244 w przypadku euro i 3,2840 na dolarze. Dzisiaj rano tendencja ta była kontynuowana, choć ze względu na zachowanie się EUR/USD na rynkach światowych względem wczorajszego zamknięcia słabsze było tylko euro. O godz. 9:12 za wspólną walutę płacono 3,94 zł, a za dolara 3,2790 zł.
Jakie zatem są powody aż takiego osłabienia się złotego? Na rynek nałożyło się jednocześnie kilka niekorzystnych czynników. Pogorszenie się klimatu na rynkach wschodzących zaowocowało silną wyprzedażą miejscowych walut i dużymi spadkami indeksów giełdowych. To z kolei wynik rosnących stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych i pojawiających się kolejnych informacji, które mogą sugerować, iż kraje Europy Środkowo-Wschodniej mogą opóźnić termin przyjęcia euro nawet o kilka lat. Wczoraj krytycznie na ten temat wypowiedział się przedstawiciel czeskiego banku centralnego, a u nas Rada Polityki Pieniężnej przyznała, iż wątpi w realność prognozy obniżki przyszłorocznego deficytu sektora finansów publicznych do poziomu 2,8 proc. wg. metodologii ESA-95. Skrytykowano m.in. zbyt optymistyczną prognozę dochodów budżetowych. W tym kontekście można zadać pytanie czy zapowiadane przez PO i PIS dalsze obniżenie deficytu budżetowego (z założonych 32,6 mld zł do 30,0 mld zł) będzie rzeczywiście realne. Zwłaszcza, że jak poinformowała Platforma Obywatelska realizacja programu gospodarczego PiS może kosztować budżet minimum 30 mld zł, wobec zakładanych przez PiS 12-14 mld zł. To wszystko sprawia, iż inwestorzy mogą obawiać się powtórzenia wariantu węgierskiego, gdzie obecny rząd wyraźnie wybrał program "solidarnej gospodarki". Radzie nie spodobała się także przedstawiona wcześniej przez resort finansów koncepcja zwiększenia emisji obligacji na rynkach zagranicznych - w opinii jej przedstawicieli może to budzić ryzyko niestabilności długu w relacji do PKB. Negatywny wpływ na złotego mogły mieć także opublikowane po południu przez Narodowy Bank Polski dane o deficycie obrotów bieżących za sierpień. Wyniósł on 380 mln EUR, podczas kiedy oczekiwano tylko 19 mln EUR deficytu. Tyle, że to wynik zmiany metodologii liczenia - NBP zaczął uwzględniać dane na temat reinwestowanych zysków. Do dołu zrewidowane zostały także dane za lipiec (do 438 mln EUR deficytu). Z kolei bilans handlowy w sierpniu wyniósł -368 mln EUR wobec 286 mln EUR deficytu w lipcu po korekcie. Narodowy Bank Polski próbował jednak znaleźć pozytywy w tej publikacji - zdaniem Józefa Soboty wzrost importu może być sygnałem przyspieszenia PKB. Sceptycy powiedzą jednak, że temu może sprzyjać właśnie mocny złoty, co tym samym może być negatywnym sygnałem.
Dzisiaj rano klimat na rynku złotego popsuła jeszcze wypowiedź kandydata na premiera, Kazimierza Marcinkiewicza z PiS. W jego opinii RPP może ciąć stopy procentowe co miesiąc, a bezpiecznym poziomem stóp jest 2,5-3,0 proc. Dodał jednocześnie, iż złoty w obecnym momencie jest zbyt silny. Wypowiedzi takie mogą budzić coraz większe obawy, zwłaszcza, że pokazują typowy populizm ekonomiczny. Dzisiaj na wartości nadal tracił także węgierski forint.
Co dalej? Wczoraj sesja wyraźnie popsuła koncepcję mocnego złotego. Widać pewne analogie z zachowaniem się rynku w marcu b.r., kiedy to byliśmy świadkami dosyć dynamicznego i sporego osłabienia się naszej waluty. Kluczowe w najbliższym czasie mogą okazać się dane o dzisiaj inflacji w USA, gdyż będą one mieć znaczenie dla rynku długu w naszym regionie. Perspektywy dalszych podwyżek stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych mogą negatywnie przekładać się na ocenę opłacalności inwestycji na rynkach wschodzących.
Poziom 3,9250 na EUR/PLN został dzisiaj rano przełamany. Naturalnym poziomem oporu stały się teraz okolice 3,95. W przypadku USD/PLN kluczowe będą okolice 3,2850. Krótkoterminowe dywergencje na wykresach pokazują, iż dzisiejsza sesja powinna być ostatnią w której złoty traci na wartości. Tyle, że w krótkim terminie. Średnioterminowe perspektywy wyraźnie zaczynają się pogarszać.