Dodatkowo na niekorzyść działał środowy komunikat RPP z którego wynikało, że nie należy liczyć na obniżki stóp procentowych w najbliższych miesiącach.. Nastroje pogorszyły także wypowiedzi działaczy Samoobrony, którzy poinformowali, iż zamierzają złożyć w Sejmie wniosek o nowelizację ustawy o NBP. Na jej mocy skład RPP zmniejszyłby się do 6 osób (po wcześniejszej wymianie obecnego składu), a prezes NBP miałby jednocześnie dbać o wzrost gospodarczy i walkę z bezrobociem. Jeżeli coroczne sprawozdanie z działalności RPP nie zostałoby przyjęte przez Sejm, to prezydent miałby prawo złożyć wniosek o odwołanie szefa NBP. Dodatkowo Samoobrona zamierza odkurzyć stary pomysł odnośnie użycia części rezerwy rewaluacyjnej NBP (czyli de facto księgowego pieniądza) dla pobudzenia wzrostu gospodarczego.
W kolejnych godzinach złoty zaczął jednak zyskiwać na wartości. Pomógł w tym premier Marcinkiewicz, który odciął się od pomysłów Samoobrony stwierdzając, iż nie należy nowelizować ustawy o NBP. Zapowiedział jednak, że należy rozmawiać z Radą Polityki Pieniężnej i powtórzył, że spodziewa się obniżki stóp procentowych. W międzyczasie przedstawiciel Węgierskiego Banku Centralnego nie wykluczył podwyżki stóp procentowych, o ile taka tendencja będzie na rynkach światowych. Decyzja Europejskiego Banku Centralnego paradoksalnie nie zaszkodziła złotemu. Niewykluczone, że podwyżka stóp o 25 p.b. po prostu była już w cenach, a dodatkowo szef ECB, Jean Claude Trichet dodał, iż nie należy spodziewać się szybko kolejnych takich posunięć. To poprawiło klimat na europejskim rynku długu i pomogło także naszym obligacjom i w efekcie złotemu. Pozytywną informacją była także ta podana rano przez resort finansów - listopadowa inflacja może spaść do 1,2 proc. r/r wobec szacowanych wcześniej 1,5 proc. r/r i 1,6 proc. r/r odnotowanych w październiku. Oficjalne dane GUS poda 14 grudnia. Po południu urzędnicy Ministerstwa Finansów przedstawili także prognozy dotyczące zachowania się inflacji w I kwartale 2006 - powinna ona oscylować wokół 1,5 proc. r/r. To mniej niż szacowano wcześniej - głównie za sprawą niższych cen paliw i wolniej drożejącej żywności (za sprawą blokady eksportu do Rosji).
W ślad za polskim złotym zyskują dzisiaj także pozostałe waluty regionu, a zwłaszcza czeska korona. To wynik pozytywnych informacji z agencji Standard&Poors, które opublikowane zostały w minioną środę. Dzisiaj rynek nie otrzyma wielu informacji, niemniej jednak pole do dalszego umocnienia się złotego wydaje się już dosyć ograniczone. Już w połowie przyszłego tygodnia w Sejmie może rozpocząć się debata nad przyszłorocznym budżetem i przyjęciem rządowej autopoprawki - do niej wydaje się szykować Samoobrona, która usilnie chce wejść w koalicję rządową z PIS, na co niezbyt chętnie patrzą bracia Kaczyńscy. Może być zatem znów gorąco. Technika pokazuje, że silnymi wsparciami na EUR/PLN są okolice 3,87. Dzisiaj można spodziewać się odreagowania w okolice 3,8950-3,90. Z kolei w przypadku USD/PLN wyraźnym wsparciem będą dzisiaj okolice 3,29-3,30, a oporem rejon 3,3250-3,33.
Rynek międzynarodowy:
Czwartek przyniósł sporą przecenę notowań EUR/USD, mimo, że zgodnie z oczekiwaniami większości obserwatorów Europejski Bank Centralny podwyższył stopy procentowe o 25 p.b. Nastrój "popsuła" jednak wypowiedź Jean Claude Tricheta podczas zorganizowanej później konferencji prasowej. Przyznał on wprawdzie, że dzisiejsza decyzja została podjęta jednogłośnie, ale dodając, iż wcale nie oznacza, że bank centralny planuje serię podwyżek stóp procentowych. Tym samym kolejne ruchy będą podejmowane dosyć ostrożnie. Trichet przyznał, że ożywienie w gospodarce ma miejsce, chociaż jego trwałość jest nadal niepewna. To sprawiło, że rozczarowani inwestorzy zaczęli wyraźnie wyprzedawać europejską walutę. Po południu za jedno euro płacono 1,1702 dolara, a dzisiaj rano sytuacja niewiele się zmieniła - o godz. 9:35 za jedno euro płacono 1,1713 dolara.