W międzyczasie ustanowiliśmy jednak nowe lokalne minima, a w przypadku EUR/PLN kilkuletnie - wspólna waluta była poniżej 3,79 zł, a dolar w rejonie 3,13 zł. Dzisiaj rano złoty otworzył się bez większych zmian. Przed godz. 9:30 za jedno euro płacono 3,8050 zł, a za dolara 3,1450 zł.
Czy to może zwiastować przesilenie? Czynnik, o którym jeszcze wczoraj rano mówiło się dużo, czyli kwestia parlamentarnego poparcia dla budżetu w trakcie sesji wydawało się, że wytraca swój negatywny ton. Marszałek Sejmu Marek Jurek poinformował, że obawy co do tego, iż ustawa zostanie odrzucona nie są duże, dodając przy tym, że "za" opowie się Liga Polskich Rodzin. Optymistami w tym względzie pozostają także szef PiS Jarosław Kaczyński i premier Kazimierz Marcinkiewicz. Pytanie jednak jaką cenę poniosą za to rząd i PiS, bo jak to mówią w polityce nie ma nic za darmo. Jeżeli będą nią "stołki" w administracji dla Ligi Polskich Rodzin, czy Samoobrony to negatywny wydźwięk dla rynku będzie niewielki, gorzej jeżeli odbędzie się to kosztem zwiększenia wydatków socjalnych, za czym chociażby od dawna opowiada się ugrupowanie Andrzeja Leppera. To z jednej strony doprowadzi do zwiększenia dziury budżetowej, a z drugiej pokaże wyraźną słabość i tak naprawdę niemoc tego rządu w kwestii wprowadzania w życie odważnych, ale i koniecznych gospodarczo inicjatyw legislacyjnych. To jak to jest istotne widzą także zachodni analitycy - dzisiaj rano agencja ratingowa FITCH stwierdziła, iż przyszłość reform w Polsce stoi pod znakiem zapytania i nie ma gwarancji, że w tym roku uda się osiągnąć zaplanowany deficyt budżetowy. Na to wszystko nałożyć się jeszcze mogą spekulacje co do ewentualnych mniejszych przychodów z prywatyzacji w tym roku (co też może uszczuplić budżet), czy brak konkretnych deklaracji co do przyjęcia euro w nowej strategii konwergencji, która zostanie opublikowana 10 stycznia. Wydaje się zatem, że przyszły tydzień może doprowadzić do pewnej realizacji zysków przez inwestorów zagranicznych. Kolejne istotne wydarzenie, zwłaszcza z punktu widzenia rynku długu, czyli publikacja danych o grudniowej inflacji zaplanowana została dopiero na 16 stycznia.
Wydaje się jednak, iż dzisiaj poza czynnikami krajowymi większe znaczenie będzie mieć to co wydarzy się za oceanem. Mowa tutaj o comiesięcznych danych z amerykańskiego rynku pracy, które zwyczajowo wywołują dużo emocji. Jeżeli okażą się one lepsze dla dolara (czego nie wykluczam), to pomoże to złotemu w wyraźniejszym odreagowaniu ostatniego ruchu. Technika pokazuje, że wsparciem dla euro pozostają okolice 3,78-3,79, a pierwszym oporem jest rejon 3,8250 i dalej 3,8450. Z kolei w przypadku dolara wsparcia można ulokować w strefie 3,12-3,13, a opory 3,17-3,19.
Rynek międzynarodowy:
Czwartek nie przyniósł większych zmian w poziomie EUR/USD, gdzie byliśmy świadkami oscylacji w przedziale 1,2070-1,2120. Wiele nie zmieniło się także i dzisiaj rano, kiedy to za jedno euro płacono 1,2090 dolara. Widać, że inwestorzy wyczekują z podjęciem decyzji do dzisiejszych comiesięcznych danych z amerykańskiego rynku pracy. Bez większego echa przeszły zatem wczorajsze publikacje danych makro, chociaż było ich sporo. Generalnie pokazały one dalszą poprawę sytuacji w strefie euro (indeks nastrojów konsumenckich wzrósł do najwyższego poziomu od 5 lat), ale i też dane z USA nie okazały się słabe.