Cena euro znalazła się tym samym na najniższym poziomie od czerwca 2002 r.

Głównym powodem aprecjacji naszej waluty był odwrót międzynarodowych inwestorów od aktywów denominowanych w amerykańskiej walucie. Zwalniane w ten sposób środki finansowe lokowane były m.in. w naszym regionie, w tym przede wszystkim w Polsce. Na wartości zyskiwał nie tylko złoty, ale i giełda oraz obligacje. Jeżeli chodzi o ten ostatni segment, to rynek długu zyskiwał także dzięki niskim prognozom inflacyjnym Ministerstwa Finansów. Inwestorzy spodziewając się obniżki stóp przez RPP, być może już w styczniu chętnie kupowali krótkie papiery. Ogromnym zainteresowaniem cieszył się zarówno poniedziałkowy przetarg bonów skarbowych jak i środowa aukcja obligacji 2-letnich (OK0408). Za wzmocnienie złotego dodatkowo odpowiadały także oczekiwanie na to, że przez rynek niedługo mogą przechodzić środki z emisji zagranicznych obligacji. Już pod koniec stycznia resort finansów chce wyemitować euroobligacje o wartości co najmniej 3 mld euro. Złożona we wtorek przez Andrzeja Mikosza, ministra skarbu dymisja została przyjęta przez premiera i nie wywołała większego poruszenia na rynku. Tekę szefa tego resortu tymczasowo przejął Kazimierz Marcinkiewicz.

W najbliższych dniach z krajowego rynku napłyną dane dotyczące podaży pieniądza za grudzień i salda stanu rachunków obrotów bieżących za listopad. W przypadku te drugiej "figury" spodziewamy się 300 mln (EUR) deficytu. Nie wydaje się jednak, aby ich przedstawienie wpłynęło w większym stopniu na rynek. Pewna nerwowość może towarzyszyć za to zaplanowanemu na 14 stycznia (sobota) głosowaniu w Sejmie nad budżetem 2006 r. To czy dokument ten uzyska poparcie ze strony Samoobrony i LPR-u nadal stoi pod znakiem zapytania, a warto pamiętać, że odrzucenie budżetu może zakończyć się nawet przedterminowymi wyborami parlamentarnymi.