Środa upłynęła pod znakiem korekty notowań złotego, która dzisiaj powinna być kontynuowana. O godz. 9:30 za jedno euro płacono 3,8030 zł, a za dolara 3,1330 zł. Głównym czynnikiem działającym na niekorzyść naszej waluty jest teraz polityka, a konkretnie parlamentarny pat, który pojawił się wczoraj wieczorem w Sejmie. W obecnej chwili można snuć wiele scenariuszy, zarówno tych negatywnych jak i pozytywnych. Tyle, że w chwilach niepewności zawsze pojawia się chęć do realizacji zysków, zwłaszcza, że ostatnio były one spore.
Poza polityką wczoraj na rynek napłynęło także kilka innych istotnych informacji. W południe zakończył się przetarg 10-letnich obligacji DS1015 o wartości 2,8 mld zł. Zgłoszony przez inwestorów popyt był dosyć duży, bo wyniósł blisko 7,95 mld zł. Średnia rentowność sprzedawanych papierów wyniosła 4,936 proc. Rekordowy popyt utrzymał się także na aukcji uzupełniającej (3,57 mld zł wobec oferowanych papierów za 560 mln zł). Z kolei rząd nieco zaskoczył rynki przyjmując nową autopoprawkę do budżetu na 2006 r. uwzględniającą uchwalone przez parlament w końcu grudnia wydatki w kwocie 1,3 mld zł. Co jednak ciekawe nie doprowadziło to do zmiany przyjętego wcześniej poziomu deficytu budżetowego na poziomie 30,55 mld zł. Pytanie zatem co jest zabiegiem księgowym, co nowymi szacunkami, a co jest realne. To pokażą kolejne tygodnie i miesiące. Na razie nowe oszczędności udało się wygospodarować dzięki nadzwyczajnemu zyskowi NBP w 2005 r. i obniżkom naszych składek do Unii Europejskiej dzięki mocniejszej złotówce. Większość obserwatorów, w tym także szef NBP, Leszek Balcerowicz dosyć sceptycznie podchodzi jednak do kwestii sfery dochodowej uważając, iż jest ona przeszacowana. Trzecią kwestią jest tzw. bitwa pomiędzy resortem finansów a przedstawicielami NBP i RPP w kwestii tego, kto odpowiada za ostatnie umocnienie złotego. Ministerstwo w dalszym ciągu stoi na stanowisku, iż wymiany środków na rynku międzybankowym nie są tutaj głównym czynnikiem i nie zgadza się z krytyką ze strony władz monetarnych. Wczoraj po południu doszło do werbalnej interwencji na rynku ze strony minister Zyty Gilowskiej, która przyznała, że rząd rozważa użycie wszelkich instrumentów, aby uspokoić rynki, dodając przy tym, iż rozmawiała na ten temat z Leszkiem Balcerowiczem. W odpowiedzi członek RPP, Dariusz Filar stwierdził, iż resort nie powinien liczyć na prewencyjne działania ze strony NBP, chociażby w postaci wyraźnych obniżek stóp procentowych. Oboje zgadzają się jednak z tym, że tak szybkie umacnianie się naszej waluty może zaszkodzić eksporterom i tym samym całej gospodarce.
Dzisiaj uwaga rynku skupi się na informacjach z polityki. Wydaje się, że złoty może jeszcze bardziej się osłabić, jeżeli planowane spotkanie Donalda Tuska z Jarosławem Kaczyńskim nie wniosło by wiele do spekulacji nt. koalicji PIS-PO. Wtedy inwestorzy (zwłaszcza zagraniczni) zaczęliby obawiać się populistycznej koalicji, bądź wcześniejszych wyborów. Dzisiejsze poranne zachowanie się indeksów warszawskiej giełdy pokazuje, że pokusa do szybkiej realizacji zysków po sporych wzrostach zawsze jest spora.
Rynek międzynarodowy:
Mimo, że wczoraj na rynku nie było dzisiaj żadnych publikacji danych makroekonomicznych to notowania EUR/USD od rana konsekwentnie pięły się do góry. Miało to związek z nieudaną próbą pokonania poziomu wsparcia na 1,2040, a także obawach co do dzisiejszych informacji - danych o deficycie handlowym USA w listopadzie i posiedzeniem Europejskiego Banku Centralnego. W efekcie dzisiaj rano za jedno euro płacono już 1,2158 dolara. Później notowania nieznacznie się skorygowały (do 1,2140) do czego przyczyniły się nieco gorsze wstępne informacje o wzroście gospodarczym Niemiec w 2005 r. Figura wyniosła 0,9 proc. r/r wobec oczekiwanych 1,0 proc. r/r.Co dzisiaj? Wydaje się, że ewentualny oczekiwany jastrzębi komunikat szefa Europejskiego Banku Centralnego, Jean Claude Tricheta może być już w cenach euro i jak to zwykle bywa pozostawi kilka wątpliwości. Z kolei deficyt handlowy USA za listopad może być rzeczywiście o ponad 2,5 mld USD niższy niż w październiku, a w kontekście jutrzejszych informacji o sprzedaży detalicznej i cenach PPI dolar może nieco zyskać na wartości. Tym samym raczej nie oczekiwałbym notowań wyższych od 1,2155-60 na EUR/USD i oczekiwałbym spadku do 1,2110, a później 1,2040.