Na początku polskiej sesji, czyli o godzinie 09:00 zgodnie z notowaniami na rynku międzybankowym za jedno euro trzeba było zapłacić 1,2129 dolara. Wartość amerykańskiej waluty w dalszym ciągu pozostaje odporna na zmiany na rynku ropy naftowej, której cena systematycznie pnie się do góry. We wtorek rano jedna baryłka crude wyceniana była nieco poniżej 65 dolarów. W perspektywie najbliższych kilku sesji oczywiste wydaje się, że większość graczy zainteresowanych dolarem czekać będzie na zapowiedziane na jutro informacje na temat przepływów kapitałów do Stanów Zjednoczonych. Zgodnie z aktualnymi prognozami przewiduje się znaczny spadek wartości tego ważnego indeksu, co może znacznie popsuć nastrój wokół zielonego. Również zapowiedziane na dzisiaj informacje statystyczno-ekonomiczne zza oceanu nie wróżoną najlepiej. Indeks NY Empire State za styczeń, który opinia publiczna pozna o 14:30 ma być gorszy od ostatniego odczytu o ponad 7 punktów. Gorsza ma być również dynamika produkcji przemysłowej za grudzień. Tutaj szacunki wskazują na spadek rzędu 0,1%.
Sytuacja techniczna: ostatnie zmiany notowań na rynku eurodolara, pomimo, że były znaczące nie wniosły wiele nowego. Z technicznego punktu widzenia nie doszło bowiem do potwierdzenia wzrostów poprzez przejście przez ostatni szczyt 1,2180. Kurs pozostał w szerokim, horyzontalnym paśmie wahań ograniczonym od dołu obszarem figury 1,2000, a od góry rejonem psychologicznego oporu 1,2170 - 1,2180. Godziny sesji nocnej potwierdziły scenariusz spadku zarysowany wczoraj i próbę przejścia przez wsparcie w rejonie figury 1,2100. Obecnie znowu zbliżamy się do górnego ograniczenia widocznego od kilku dni kanału. Jeśli informacje makro nie zburzą tego schematu, a przynajmniej dzisiaj na to się nie zanosi to najprawdopodobniej po raz już kolejny silniejszy udział niedźwiedzi w rynku zobaczymy już od poziomów 1,2150 - 1,2160. Jest wysoce prawdopodobne, że wyłamanie z konsolidacji nastąpi dopiero po opublikowaniu jutrzejszej wartości przepływu kapitału do USA.
RYNEK KRAJOWY
W ciągu ostatnich kilkunastu godzin nic nie zmieniło się na scenie politycznej, a ponieważ to właśnie polityka od kilku dni jest wyznacznikiem zmian na rynkach finansowych to również i na tej płaszczyźnie było bardzo spokojnie. Początek wtorkowych notowań na krajowym rynku walutowym przyniósł 3,8015 złotych za jedno euro i 3,1325 za jednego dolara. W porównaniu zatem do wczorajszego zamknięcia zakres zmian wartości złotego określić można nadal jako symboliczny. Nawet wczorajsze dane makro w postaci wskaźników cen towarów i usług konsumpcyjnych nie przyczyniły się do jakichkolwiek wyraźniejszych przetasowań cen. Główny Urząd Statystyczny podał w poniedziałek, że ceny towarów i usług konsumpcyjnych w grudniu wzrosły o 0,7 proc. w stosunku do grudnia 2004 r., a w porównaniu z listopadem 2005 r. ceny spadły o 0,2 proc. GUS podał także, że przeciętne wynagrodzenie brutto w grudniu 2005 r. wyniosło 2.789,08 zł, co oznacza, że w skali roku wzrosło o 1,5 proc., a licząc miesiąc do miesiąca wzrosło o 4,2 proc. Według większości ekonomistów wydźwięk tych informacji zwiększa prawdopodobieństwo obniżenia stóp procentowych już na najbliższym posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej. Złoty pozostaje więc pod dość silną presją. Z jednej strony mamy bowiem możliwość obniżenia kosztu pieniądza już w styczniu, z drugiej chaos polityczny, który nie sprzyja podejmowaniu jakichkolwiek działań o charakterze inwestycyjnym. Niektórzy sądzą, że zapowiedziane na dzisiaj spotkanie prezydenta z liderami Platformy pozwoli na znalezienie odpowiedzi na większość pytań. Nie wykluczone, że tak będzie, ale z uwagi na jak to określono "późne godziny wieczorne" spotkania rynki będą mogły odnieść się do tej kwestii dopiero jutro. Również dzisiaj gabinet Kazimierza Marcinkiewicza ma przyjąć aktualizację programu konwergencji, czyli bez ogródek powiedzieć, kiedy wejdziemy do strefy euro. Najpewniej przyjmie tylko termin spełnienia kryteriów fiskalnych. Tak, czy inaczej kwestia ta z uwagi na dotychczasowe raczej sceptyczne stanowisko rządu będzie bacznie śledzona przez inwestorów. Sytuacja techniczna na rynku złotego nie zmieniła się znacząco. Trwałe przejście przez wskazywany ostatnio opór 3,7900 otworzyło drogę do kolejnych wzrostów, czego dowodem jest piątkowe krótkotrwałe naruszenie wskazywanego oporu w rejonie 3,8150 - 3,8180. Przełamanie tego obszaru wygeneruje wejście kursu w kanał, którego górne ograniczenie wyrysować można na 3,8550 - 3,8700. Na parze USD/PLN sytuacja wygląda analogicznie, choć weekendowe osłabienie zielonego na świecie wygenerowało spadki i powrót kursu poniżej 3,1500. Weszliśmy zatem ponownie w przedział pomiędzy 3,1300, a 3,1500. Fala umocnienia dolara, na świecie, której jeszcze nie można wykluczyć i niepokoje polityczne w polskim parlamencie sprzyjają dalszym wzrostom. Na chwilę obecną na plan pierwszy wrócił poziom oporu w rejonie 3,1500. Docelowo wzrosty sięgnąć mogą 3,2000 - 3,2250.
Jarosław Klepacki