Jeszcze wczoraj rano rynek obawiał się rozpisania przedterminowych wyborów na przełomie stycznia i lutego. Nastroje pogarszała także ewentualna wizja wejścia do rządu populisty Andrzeja Leppera. Ostatnie dni pokazały jednak, że sytuacja na naszej scenie zmienia się jak w kalejdoskopie. Po "ultimatum" ze strony Jarosława Kaczyńskiego, który przedstawił opozycji ofertę bezwarunkowego poparcia rządu i przyjęcia pakietu kluczowych ustaw w zamian za odroczenie o przynajmniej pół roku, a może i nawet rok (tak można domyślać się z wypowiedzi prezydenta) terminu wyborów parlamentarnych, pojawiły się spekulacje o możliwości zawiązania tzw. koalicji programowej PIS-Samoobrona-LPR-PSL. Oczywiście kluczowym testem czy okaże się ona trwała będą najbliższe głosowania nad budżetem i pozostałymi kluczowymi dla rządu ustawami. Postronny obserwator powie, że cała ta awantura była zawracaniem głowy i powróciliśmy do tego samego układu, który funkcjonował kilka tygodni temu. Niby tak, ale na tej rozgrywce PiS wyszedł wyraźnie wzmocniony. Teraz poparcie opozycji będzie okupione mniejszymi wyrzeczeniami, a w każdej chwili można doprowadzić do wcześniejszych wyborów "zwalając winę" na opozycję i strasząc przy okazji wizją rządów z udziałem Samoobrony. Co to wszystko oznacza dla rynków finansowych? Niewątpliwie każda próba uspokojenia sytuacji jest odbierana dobrze, a wczorajsza aukcja 5-letnich obligacji, gdzie popyt trzykrotnie przewyższył niemałą, bo 3 mld zł podaż pokazuje, że inwestorzy zagraniczni wciąż uważają Polskę za atrakcyjne miejsce do inwestycji. Jeżeli zatem wspomniana wyżej koalicja programowa na warunkach PIS stanie się faktem to można oczekiwać, iż najbliższe tygodnie przyniosą dalsze umocnienie złotego. Już dzisiaj poznamy dane o produkcji przemysłowej i cenach PPI, które pokażą jakie są szanse na cięcia stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej (dotychczasowe dane jak najbardziej za taką możliwością przemawiają). Nawet jeżeli RPP nie dokona tego ruchu (obniżki o 25 p.b.) w tym miesiącu tłumacząc to niestabilnością polityczną, to dojdzie do tego w lutym, bądź marcu. Wybiegając dalej w przyszłość - koniec stycznia przyniesie posiedzenie amerykańskiego FED po którym będzie można spodziewać się ponownej alokacji środków z USA na inne rynki. Wcześniej u nas odbędzie się przetarg euroobligacji na kwotę 3 mld EUR z czego część ponownie "przejdzie" przez rynek. Tak naprawdę większego osłabienia się złotego będzie można spodziewać się dopiero na wiosnę, kiedy jak to słusznie zauważyła wczoraj agencja S&P pojawiają się spore problemy ze skonstruowaniem efektywnego budżetu na 2007 r.
Analiza techniczna pokazuje, że wczoraj osiągnięty został punkt zwrotny na koszyku złotowym, co może sugerować powrót do mocniejszej waluty w najbliższych dniach. Obecnie EUR/PLN oscyluje na ważnym poziomie 3,8450, który powinien zostać przełamany. Fakt ten otworzy drogę do ruchu na 3,8250 i dalej 3,79-3,80. W przypadku USD/PLN taka "ścieżka" kształtuje się następująco - 3,1750 i dalej 3,1550. Oporami są odpowiednio 3,86-3,87 na euro i 3,1950-3,20 na dolarze, chociaż ich ponowny test staje się coraz mniej prawdopodobny.
Rynek międzynarodowy:
Wczorajsza sesja przyniosła oscylacje eurodolara w przedziale 1,2050-1,2150. Na rynek napływały sprzeczne informacje, co sprawiało, iż inwestorzy mogli poczuć się nieco zdezorientowani. Dzisiaj rano sytuacja wiele się nie zmieniła. Za jednego dolara płacono średnio 1,2080 euro.
Jeszcze przed południem nadeszły dane o produkcji przemysłowej w listopadzie. Jak podał o godz. 11:00 Eurostat jej dynamika produkcji przemysłowej przewyższyła oczekiwania rynku i wyniosła odpowiednio 1,3 proc. m/m i 2,6 proc. r/r. Szacunki mówiły o 0,9 proc. m/m i 1,9 proc. r/r. Później nadeszła seria figur z USA. Opublikowane o godz. 14:30 dane o grudniowej inflacji CPI pokazały jej odczyt na poziomie -0,1 proc. m/m i +0,2 proc. m/m z wyłączeniem zmian cen żywności i energii. Na rynku spodziewano się odczytu na poziomie +0,2 proc. m/m w obu przypadkach. Z kolei jak podał o godz. 15:00 amerykański Departament Skarbu w listopadzie do USA napłynął kapitał netto w wysokości 89,1 mld USD wobec 104,2 mld USD po korekcie w październiku. To są nieco lepsze od oczekiwań dane (o 1,6 mld USD). Spore zamieszanie na rynku wywołała osoba członka Europejskiego Banku Centralnego, Lorenzo Bini-Smaghi. Na początku włoskie źródła podały, iż opowiada się on za wyższymi stopami procentowymi (wcześniej był on temu sceptyczny). Później sam zainteresowany zdementował te informacje. Z kolei wieczorem amerykański FED opublikował okresowy raport, czyli tzw. Beżową Księgę. Wynika z niego, że gospodarka nadal miała się dobrze, a inflacja pozostawała stabilna (to jednak wynik trudności z przerzuceniem wzrostu kosztów energii na konsumentów). To może sugerować, iż jeszcze jest za wcześnie, aby mówić o tym, że ryzyko inflacyjne zostało zażegnane. Takiego zdania jest członek FED, Jeffrey Lacker , który przyznał, że bank centralny dokona "przynajmniej" jeszcze jednej podwyżki stóp procentowych.