Środa przyniosła nieznaczne umocnienie się złotego względem notowań z wtorku, bo w perspektywie od wczorajszego rana to złoty nieco stracił. Zaraz po otwarciu za jedno euro płacono 3,80 zł, a za dolara 3,0950 zł. Później złoty oddał część zysków - po południu jedno euro było warte 3,81 zł, a dolar 3,1050 zł. Odchylenie od parytetu wynosiło 18,36 proc. po mocnej stronie. Osłabienie złotego było widoczne także dzisiaj. O godz. 9:26 rano za jedno euro płacono aż 3,8270 zł, a za dolara 3,1230 zł.
Do takiego zachowania się rynku przyczyniły się informacje o tym, że rząd, a także PIS będzie dążył do poprawienia budżetu w Senacie. Tym samym wczorajszy ranny optymizm wywołany faktem przyjęcia budżetu przez Sejm szybko wyparował, a pojawiły się obawy, że budżet może nie zostać uchwalony na czas, co dałoby prezydentowi możliwość rozwiązania parlamentu na początku lutego. Na razie jednak ta możliwość jest cały czas mniej prawdopodobna (wydaje się, że PIS nadal tylko straszy wyborami), a złotego powinny wspierać oczekiwania na cięcia stóp procentowych przez RPP w końcu stycznia (chociaż ten fakt jest powoli dyskontowany) i dobry klimat w regionie wynikający ze zbliżającego się posiedzenia amerykańskiego FED. Nie bez znaczenia są także spekulacje co do wymiany części środków pozyskanych w wyniku wtorkowej emisji euroobligacji na kwotę 3 mld EUR na rynku międzybankowym. Tym samym obecny ruch na złotym można na razie zakwalifikować jako małą korektę, która niedługo się zakończy i powrócimy do dalszej aprecjacji naszej waluty. Oporem na EUR/PLN są okolice 3,83, a na USD/PLN 3,1250-3,13. Krótkoterminowym wsparciem jest rejon 3,80 dla euro i 3,09 dla dolara.
Rynek międzynarodowy:
W środę dolar odrobił część poniesionych w poprzednich dniach strat. Kurs EUR/USD nie zdołał pokonać oporu na 1,2320 i później odnotowaliśmy spadek do 1,2235. Co ciekawe w pierwszej połowie dnia europejska waluta otrzymała kilka pozytywnych danych. Jak poinformował o godz. 10:00 niemiecki instytut Ifo sporządzany przezeń indeks nastrojów w niemieckim biznesie wzrósł w styczniu do poziomu 102,0 pkt. wobec 99,7 pkt. po korekcie w grudniu. Na rynku oczekiwano odczytu na poziomie 99,8 pkt. wobec 99,6 pkt. przed korektą. Natychmiast pojawiły się dosyć optymistyczne komentarze ze strony władz. Zdaniem niemieckiego ministra gospodarki, Michaela Glosa, tegoroczny wzrost niemieckiej gospodarki może wynieść 2 proc. r/r. Zwrócił on jednak uwagę na ryzyko negatywnego wpływu wzrostu cen surowców na rynkach światowych. W podobnym, optymistycznym tonie nawiązując do indeksu IFO wypowiedział się także szef Europejskiego Banku Centralnego podczas popołudniowego przemówienia na Światowym Forum Gospodarczym w Davos. Dodał, iż w kwestii stóp procentowych kolejne decyzje będą zależały od napływających danych makroekonomicznych.
To co istotne to zignorowanie faktu niepokojących danych jakie napłynęły z amerykańskiego rynku nieruchomości. Jak podano o godz. 16:00 w grudniu sprzedaż domów na rynku wtórnym spadła o 5,7 proc. do 6.6 mln. Na rynku oczekiwano jednak lepszej figury na poziomie 6.9 mln. To już kolejne dane (po informacjach z rynku pierwotnego), które pokazują, że sytuacja na rynku nieruchomości zaczyna się "dramatycznie" pogarszać.