Czwartek nie przyniósł większych zmian w poziomie złotego, chociaż na rynku widać większą nerwowość. Udzieliła się ona inwestorom głównie przed południem, kiedy to kurs EUR/PLN wzrósł do 3,8340 zł, a USD/PLN do 3,13. To wynik wypowiedzi premiera o tym, że powinno się zlikwidować Radę Polityki Pieniężnej zmieniając konstytucję. Kazimierz Marcinkiewicz chciał najpewniej poprzez taką wypowiedź wymóc na tym gremium dalsze obniżki stóp procentowych, ale taka forma może niestety budzić niepokój. Zwłaszcza, że w środę szef klubu parlamentarnego PiS, Przemysław Gosiewski nie wykluczył, że jego ugrupowanie mogłoby poprzeć kontrowersyjny projekt, o którym wielokrotnie mówiła Samoobrona. W międzyczasie nasiliły się także spekulacje nt. wcześniejszych wyborów, po tym jak w publikacji "Naszego Dziennika" pojawiła się data 5 marca jako ich możliwego terminu, a Samoobrona i LPR zapowiedziały, że utworzą wspólny blok ludowo-narodowy w nowych wyborach. Później jednak złoty odrobił poniesione straty. Przyczyniły się do tego wypowiedzi Leszka Balcerowicza na temat tegorocznego wzrostu gospodarczego i przedstawiciela resortu finansów odnośnie prognoz styczniowej produkcji przemysłowej. Co ciekawe inwestorzy nie zareagowali zbytnio na popołudniowe informacje z Węgier. Agencja ratingowa Standard & Poors zdecydowała się na obniżenie oceny ratingu tego kraju ze stabilnej do negatywnej. Na razie nie zmienione zostały jednak krótko i długoterminowe ratingi długu, chociaż widać niepokój związany z kwietniowymi wyborami do tamtejszego parlamentu. Forint stracił po tych informacjach, ale negatywna reakcja była ograniczona.
Dzisiaj rano złoty notowany był w zasadzie bez większych zmian wobec wczorajszego zamknięcia - o godz. 9:30 za jedno euro płacono 3,8240 zł, a za dolara 3,1320 zł. Wydaje się, że obawy, co do wcześniejszych wyborów mogą okazać się przesadzone. Wczorajsze wieczorne głosowania nad wyborem składu KRRiT, stanowiska Rzecznika Praw Obywatelskich i ustawy samorządowej, mimo, iż nie obyły się bez pewnych zgrzytów to jednak pokazują, że porozumienie PIS-Samoobrona-LPR w parlamencie może na razie funkcjonować. Tym samym wydaje się, że jeszcze w weekend zostanie podpisany tzw. pakt stabilizacyjny, który uspokoi sytuację na scenie politycznej na kilka tygodni. W międzyczasie natomiast PIS będzie mógł prowadzić politykę pozyskiwania do siebie posłów z opozycyjnych ugrupowań.
Na dzisiaj nie zostały zaplanowane istotne publikacje z kraju. Wpływ na notowania będą mieć zatem informacje zza Atlantyku o wzroście amerykańskiego PKB w IV kwartale ub.r. Patrząc na zachowanie się EUR/USD (o czym więcej w drugiej części komentarza) widać, że dzisiaj jest spore ryzyko, iż dolar może stracić na wartości, co tym samym umocniłoby naszego złotego. Dodatkowo w przyszłym tygodniu mamy posiedzenia Rady Polityki Pieniężnej (zdaniem części obserwatorów ewentualna decyzja o obniżce stóp może być jednak zdyskontowana) i amerykańskiego FED (tutaj można znów spodziewać się odpływów kapitałów na inne rynki, m.in. emerging markets). Reasumując, dzisiejsza sprzedaż EUR/PLN w okolicach 3,8250 i USD/PLN w rejonie 3,13-3,1350 może okazać się dosyć dobrym rozwiązaniem. Euro powinno kierować się na 3,79-3,80, a dolar 3,09 i poniżej.
Rynek międzynarodowy:
Czwartek przyniósł umocnienie się dolara. Przez większą część sesji kurs EUR/USD spadał, aby dzisiaj rano ustanowić minimum na 1,2193 ( w pobliżu kluczowych 1,2180-1,2190). Ten optymizm inwestorów co do amerykańskiej waluty wspierany był przez oczekiwania co do dzisiejszej publikacji danych o amerykańskim PKB w IV kwartale ub.r., a także dane makroekonomiczne jakie zostały opublikowane w ciągu dnia. O godz. 14:30 poznaliśmy informacje o dynamice zamówień na dobra trwałego użytku w grudniu i cotygodniowym bezrobociu. I tak w pierwszym przypadku mieliśmy figurę na poziomie 1,3 proc. r/r wobec oczekiwanych 1,0 proc. r/r i przy rewizji danych listopadowych do 5,4 proc. r/r z 4,4 proc. r/r. Z kolei cotygodniowe bezrobocie wyniosło 283 tys. wobec oczekiwanych 300 tys. i 272 tys. po korekcie przed tygodniem. Wpływ na dolara miał także spory optymizm jaki od paru dni obserwujemy na nowojorskim parkiecie. Dzisiaj już nie musi być tak kolorowo. O godz. 14:30 nadejdą wspomniane wcześniej kluczowe dane z USA o PKB w ostatnim kwartale ub.r. Oczekiwania kształtują się na poziomie 2,8 proc. kw/kw wobec 4,1 proc. kw/kw wcześniej. Poznamy także dynamikę tzw. delatora PKB, która jak się oczekuje mogła wynieść 2,7 proc. kw/kw wobec 3,3 proc. kw/kw. Głównym pytaniem jest to czy te figury mogą rzeczywiście coś zmienić w postrzeganiu "rzeczywistości" przez FED? Wydaje się, że to raczej oczekiwania rynku co do ich wpływu są nieco przesadzone i stara reguła mówiąca "kupuj plotki, sprzedaj fakty" może znów zostać zastosowana. Dodatkowo rynki na razie zdają się nie rozumieć zagrożenia płynącego z wygranej radykalnego Hamasu w palestyńskich wyborach na sytuację na Bliskim Wschodzie wzmacnianą dodatkowo przez problem irański (trudno liczyć, aby Rosjanom rzeczywiście udało się zażegnać konflikt wokół programu jądrowego). Dzisiaj także poznamy drugą odsłonę sytuacji na amerykańskim rynku nieruchomości, która w ostatnim czasie budzi coraz większe obawy wśród ekonomistów.