Po pierwsze duża część analityków jest przekonana o tym, że nowy szef FED w środę i w czwartek podczas przedstawiania w Kongresie półrocznego raportu z wykonania polityki monetarnej da sygnał ku dalszym podwyżkom stóp procentowych w USA. O tym, że scenariusz dalszych podwyżek jest możliwy wynika także z poniedziałkowej wypowiedzi Sandry Pinalto. Szefowa oddziału FED w Cleveland podkreśliła, że w wyniku prowadzenia łagodnej polityki pieniężnej może dojść nie tyle do przyśpieszenia wzrostu gospodarczego, co do wzrostu inflacji. Za sprzedażą euro za dolary świadczą nie tylko informacje z USA, a także dane z Eurolandu. Dziś rano okazało się, że PKB Niemiec w IV kwartale w ujęciu kwartał do kwartału był równy zero. Na rynku oczekiwano jego wzrostu o 0,2-0,3 proc. Co więcej na godz. 11:00 zapowiedziano publikację kolejnej serii danych ze strefy euro. Poznamy te o PKB za IV kw. w krajach 12-ki oraz te o niemieckim indeksie ZEW za luty. Na rewelacyjne wyniki nie ma co chyba liczyć.

Od czasu sporządzenia przez Nas wczorajszych komentarzy na rynku nic się zmieniło. Na rynku EUR/USD kluczowe wsparcie znajduje się na poziomie 1,1860. Jego przebicie w dół otwiera drogę do 1,1800. Pokonanie z marszu tej pierwszej silnej bariery może być jednak bardzo trudne. Z kolei od góry pierwszy opór znajduje się na 1,1920, a kolejny na 1,1945. Okolice tej pierwszej bariery cały czas uważamy za dobre do sprzedaży euro z perspektywą spadku kursu do 1,1860.

Rynek krajowy

W ostatnim okresie zmienność na krajowym rynku walutowym ewidentnie wzrosła. Wyraźnie widać to po vol?sach na EUR/PLN. Ale nie ma się co dziwić. Pod koniec zeszłego tygodnia cena euro do dolara w końcu wyrwała się w wąskiego przedziału wahań 3,8050-3,8450 - w którym to pozostawała od 25 stycznia i w piątek spadła do 3,7750. Z kolei kurs USD/PLN w tym okresie zniżkował do 3,1450. Tak niskie poziomy skłoniły inwestorów do ponownego zwiększenia zaangażowania w waluty. Pierwszym zapłonem do zakupów złotego było silne obsunięcie się kursu EUR/USD. Drugi zapalnik zadziałał w poniedziałek po południu. Po tym jak agencje informacyjne powołując się na nieoficjalne źródła podały, że prezydent jest bliski podjęcia decyzji o rozwiązaniu parlamentu, a zaraz potem poinformowano, że wieczorem Lech Kaczyński wygłosi orędzie do narodu notowania naszej waluty silnie i gwałtownie poszły w dół. Cena zielonego względem złotego wzrosła w szybkim tempie z ok. 3,1875 do 3,2135. Z kolei kurs EUR/PLN zwyżkował z 3,7900 do 3,8235/40. Widmo przedterminowych wyborów ponownie zawisło nad rynkiem. Ale nie na długo. Po godz. 21:00 prezydent poinformował bowiem, że jednak nie rozwiąże parlamentu. Złoty w reakcji na te doniesienia odrobił 100 proc. poniesionych na fali wcześniejszych plotek start. Początek wtorkowej sesji przyniósł delikatnie pogłębienie spadku obu kursów. O godz. 10:05 cena euro wynosiła 3,7880, cena dolara 3,1795, a odchylenie 17,96 proc.

Wczorajsze wydarzenia mogą być przełomowe. Wszystko wskazuje na to, że przeciek o możliwej decyzji prezydenta był kontrolowany i miał na celu ukrócenie chęci LPR i Samoobrony na poparcie części pomysłów podatkowych PO. Zagranica, która do tej pory bardzo dobrze oceniała działania rządu i przede wszystkim osobę samego premiera może spojrzeć na układ polskiej sceny politycznej z całkiem innej strony. A to źle wróży nie tylko złotemu, ale także innym aktywom denominowanym w naszej walucie. Obecne spadki obu kursów wydają się być dobre do zakupów walut. W przypadku EUR/PLN poziomy na kupno znajdują się na 3,7750-3,7850. Dla USD/PLN jest to 3,1650-3,1750. Autor: Marek Nienałtowski (Rynek krajowy i Rynek międzynarodowy)