Taki rozwój wypadków to wynik nałożenia się kilku czynników. Ostatnia decyzja Europejskiego Banku Centralnego odnośnie wzrostu kosztów pieniądza i spekulacje związane z podobnym ruchem w perspektywie najbliższych miesięcy doprowadziły do pogorszenia się nastrojów w całym regionie. Na to wszystko nałożyły się czynniki polityczne. Pomału zbliża się termin wyborów na Węgrzech, Czechach i Słowacji, a ich ryzyko pojawiło się także u nas. Testem czy do nich dojdzie będą najbliższe spotkania liderów PIS, Samoobrony i LPR, a także zaplanowane na drugą połowę tygodnia głosowanie nad ustawą o paliwie rolniczym. W cieniu tych informacji i dywagacji Ministerstwo Pracy i Polityki Socjalnej podało, że w lutym stopa bezrobocia nie zmieniła się w relacji do stycznia i wyniosła 18 proc. Z kolei resort finansów poinformował o wynikach przetargu bonów skarbowych, a także ofercie na środową aukcję 20-letnich obligacji, która ma wynieść 1,5 mld zł. Na rynku zaczynają się także pojawiać spekulacje, co do następcy Leszka Balcerowicza w fotelu szefa NBP. Ranna wypowiedź Haliny Wasilewskiej-Trenkner wywołała także pewną dyskusję, co do wpływu ptasiej grypy na inflację w najbliższych miesiącach.

Na rynku EUR/USD byliśmy za to świadkami umocnienia się dolara w relacji do euro. Wcześniejszy wzrost w rejon 1,2090 okazał się za szybki i przez cały dzień był on korygowany. Podane przed południem dane o styczniowym wzroście sprzedaży o 0,8 proc. m/m nie zdołały ruszyć rynkiem, gdyż były już w cenach. Z kolei popołudniowe dane o styczniowych zamówieniach w amerykańskim przemyśle nie okazały się tak złe jak to wcześniej sądzono - zniżka wyniosła 4,5 proc. m/m wobec oczekiwanych 5,3 proc. m/m. W efekcie po południu notowania EUR/USD powróciły w okolice 1,2020. Biorąc pod uwagę najbliższe kalendarium i pewną "złowieszczą" formację na wykresie dziennym nie można wykluczyć zniżki do 1,1970-1,1990.

Autor: Marek Rogalski