Obecnie obligacje 3, 5 i 10-letnie mają rentowność wyższą niż 30-letnie. Sugeruje to właśnie zwiększone oczekiwania inflacyjne w niedalekiej perspektywie, czyli wzrost stóp procentowych. Ta rosnąca rentowność na rynku amerykańskim stała się zresztą impulsem do przeceny z pierwszej części tygodnia na emerging markets, gdzie wyraźnie kapitał międzynarodowy był wycofywany. Traciły obligacje, indeksy giełdowe i przede wszystkim waluty, które z reguły najbardziej reagują. W zasadzie o zbierających się nad krajowym rynkiem czarnych chmurach wiadomo było nie od dziś, ale przychodzi zwykle taki moment, gdzie wystarczy jedynie mało znaczący impuls i inwestorzy nagle przypominają sobie wszystkie negatywne czynniki. Wówczas ciężko jest zatrzymać lawinę wyprzedaży.
Złoty w minionym tygodniu stracił bardzo mocno. Nie bez znaczenia okazały się jeszcze dodatkowe czynniki, jak chociażby zawirowania polityczne i ponowne straszenie przedterminowymi wyborami parlamentarnymi. Do przeceny krajowej waluty przyłożyło także po części rękę umocnienie dolara na rynku międzynarodowym, które często osłabia złotego nie tylko względem amerykańskiej waluty, ale również pozostałych. Na to wszystko nałożyło się wygenerowanie istotnych, krótkoterminowych sygnałów technicznych, które sugerowały sprzedaż krajowej waluty. Niestety taka mieszanka, w zestawieniu z niekorzystną sytuacją na rynku długu okazała się już przez inwestorów nie do zniesienia i stąd stosunkowo żywiołowa reakcja. Obecnie krótkoterminowa kondycja złotego jest nieciekawa, a biorąc pod uwagę konkretne poziomy, niebawem zaczną się ważyć na niektórych parach także losy trendów średnioterminowych (o czym w dalszej części).
Miniony tydzień pod względem danych makroekonomicznych stał w zasadzie w głównej mierze pod znakiem wyczekiwania na piątkowy raport z rynku pracy. Lepsze od prognoz publikacje dotyczące nowych miejsc pracy w sektorach pozarolniczych pozwoliły na pojawienie się pozytywnego impulsu dla amerykańskiej waluty w końcówce tygodnia. Na rynek nie wpłynęły specjalnie dane o bilansie handlowym w USA, gdzie deficyt wyniósł w styczniu 68,5mld USD, ale był zbliżony do prognoz (66,5mld USD). Bez większego echa przeszły także decyzje BoJ w sprawie pozostawienia stóp procentowych na niezmienionym poziomie. Analogiczną decyzję podjął Bank Anglii. Z informacji z rynku krajowego warto jeszcze może wspomnieć o środowej aukcji obligacji 20-letnich. Problemy złotego z początku tygodnia wpłynęły niestety negatywnie na zainteresowanie się tymi papierami. Stosunek podaży do popytu wyniósł jedynie 1,32. Średnia rentowność została ustalona na poziomie 4,93%.
Pod względem publikacji makroekonomicznych najbliższe dni zapowiadają się dosyć ciekawie i impulsów ze strony fundamentalnej nie powinno tym samym brakować. Pierwsze dane z rynku amerykańskiego dostaniemy we wtorek, a będzie to sprzedaż detaliczna za luty. W środę poznamy dane na temat zmian cen w eksporcie i imporcie, jak również przepływy kapitałów do USA. Tradycyjnie podane zostaną również cotygodniowe informacje na temat zmian zapasów paliw. Na czwartek przewidziano również cotygodniową publikację danych o ilości nowych wniosków o zasiłki dla bezrobotnych, a także dowiemy się jak zmieniła się liczba pozwoleń na budowy domów oraz faktycznie rozpoczęte inwestycje budowlane. Oprócz tego poznamy inflację CPI (tutaj warto obserwować te dane zwłaszcza w kontekście dalszych zmian stóp procentowych) oraz indeks Philadelphia FED. Tydzień zakończymy publikacjami danych na temat dynamiki produkcji przemysłowej, wykorzystaniem potencjału produkcyjnego oraz podany zostanie również indeks Michigan Sentiment.
Jeśli chodzi o informacje z rynku krajowego, to we wtorek zapoznamy się ze styczniowym bilansem płatniczym. Istotna może okazać się środa. Przewidziano bowiem aukcję obligacji 5-letnich. Warto obserwować jej rezultaty zwłaszcza w kontekście ostatnich problemów z popytem na polskie papiery dłużne. Istotne będą również dane o inflacji (styczeń - luty), bowiem tutaj również jest szansa na jakiś impuls, co do dalszej polityki monetarnej. Z drugiej jednak strony wypowiedzi prezesa NBP, Leszka Balcerowicza, z ostatniej konferencji wyraźnie sugerują, że potencjał do obniżania ceny pieniądza znacznie się kurczy. RPP kieruje się bowiem celami inflacyjnymi na 2007r, zatem zawsze decyzje o zmianie ceny pieniądza będą miały przełożenie na zachowanie się inflacji dopiero po wielu miesiącach. Prezes wspomniał o potrzebie zachowania ostrożności w tej kwestii, co można było właśnie odebrać jako zapowiedź możliwości zaostrzania polityki monetarnej. Niewątpliwie będzie to impuls aprecjonujący złotego, a otwartym pozostaje pytanie o skalę wpływu pozostałych czynników, które złotemu już niekoniecznie będą sprzyjały (chociażby dalszy wzrost stóp procentowych na świecie, czyli w większości w krajach o niższym ryzyku, gdzie stosunek stopa zwrotu / ryzyko wygląda coraz lepiej względem tego samego wskaźnika dla Polski).