Wczoraj napłynęło kilka istotnych informacji z polityki, a także gospodarki. Posłowie zdecydowali, że prace nad powołaniem sejmowej superkomisji ds. banków będą prowadzone w podkomisjach, tak aby wypracować wspólny konsensus (zwłaszcza pomiędzy PiS a LPR), co do kształtu działania tego gremium. Mówi się o tym, że może ono powstać już za tydzień. Na razie jednak jest coraz bardziej nerwowo - szef NBP zarzucił wczoraj, że działalność superkomisji może być niezgodna z konstytucją, a szefowie Ligi Polskich Rodzin przyznali, że zastanawiają się czy w obecnym ferworze emocji nie przesunąć całej sprawy o kilka tygodni. Na to przedstawiciele PiS ponownie zaczęli grozić wcześniejszymi wyborami. Z kolei wczorajsze obrady Komisji Nadzoru Bankowego nie przyniosły decyzji ws. fuzji banków należących do włoskiego Unicredit - kolejne posiedzenie zostało zaplanowane za 3 tygodnie, co można interpretować dwojako, chociaż raczej nie jest to najlepsza informacja z punktu widzenia perspektyw tego połączenia. Natomiast opublikowane wczoraj dane makro nie dały jasnej odpowiedzi, co do szans na marcową obniżkę stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej. Wzrost inflacji w lutym był wprawdzie niższy od oczekiwań i wyniósł 0,7 proc. r/r, to jednak zdaniem niektórych styczniowa rewizja w dół z 0,7 proc. r/r do 0,6 proc. r/r była mniejsza niż można się było tego spodziewać. Spory wzrost odnotowano w sferze płac, aż o 4,8 proc. r/r, co może skłaniać członków RPP do większej ostrożności. Zresztą część z nich we wczorajszych wypowiedziach była nieco sceptyczna, co do takiego scenariusza. Mimo tego na rynku długu panował optymizm - przetarg 5-letnich obligacji był dosyć udany (inwestorzy zgłosili popyt w wysokości 5,194 mld zł wobec podaży w wysokości 1,8 mld zł).
Dzisiaj rynek nie otrzyma danych makro - te nadejdą dopiero jutro (będzie to produkcja przemysłowa i ceny PPI za luty). Uwagę inwestorów może, zatem znów skupić na sobie polityka (pojawiające się spekulacje odnośnie wcześniejszych wyborów), a także informacje z rynku węgierskiego (zwłaszcza dotyczące perspektyw budżetowych). Naszym zdaniem trudno będzie liczyć na poziomy niższe od 3,86 na EUR/PLN i 3,2050 na USD/PLN i spodziewalibyśmy się odreagowania odpowiednio w okolice 3,89 i 3,23.
Rynek krajowy
W trakcie środowej sesji notowania europejskiej waluty do dolara wzrosły do poziomu 1,2073. Zielony dostał cios w postaci danych o napływie kapitałów netto za styczeń. Choć okazał się on wyższy od prognoz i wyniósł 66,0 mld dolarów (oczekiwano +65,0 mld USD) to nie zdołał on pokryć deficytu handlowego, który w tym samym miesiącu wyniósł 68,51 mld USD. Osłabienie amerykańskiej waluty byłoby zapewne większe gdyby nie informacje o lepszej niż się spodziewano kondycji sektora wytwórczego okręgu Nowego Jorku. W marcu indeks NY FED Manufacturig wzrósł do poziomu 31,16 z 21,02 po rewizji w lutym. Na rynku prognozowano jego spadek do 19,00 z 20,31 przed korektą. Z kolei dane o cenach importu za luty okazały się zgodne z oczekiwaniami - spadły m/m o 0,5 proc. i pozostały bez większego wpływu na rynek. Podobnie rzecz się miała także z wieczorną publikacją "Beżowej Księgi". Fed w tym raporcie zapisał, że aktywność gospodarcza w większości z dystryktów wzrastała w umiarkowanym lub stałym tempie.
Początek czwartkowego handlu przyniosły kolejne testowanie oporu na 1,2073. Podobnie jak to pierwsze spaliło ono na panewce. Fakt ten skłonił inwestorów do zamknięcia części długich pozycji w euro. W rezultacie kurs EUR/USD zniżkował do ok. 1,2035.