Bezpośrednią przyczyną była dosyć zaskakująca wypowiedź Mirosława Pietrewicza z Rady Polityki Pieniężnej, który przyznał, że nie widzi pola do dalszych obniżek stóp procentowych (przypomnijmy, że wcześniej uchodził on za wyraźnego zwolennika dalszego poluzowywania polityki monetarnej). Wprawdzie dzisiejsze dane GUS o produkcji przemysłowej za luty były wyższe od oczekiwań (dynamika wyniosła 10,1 proc. r/r), to jednak wzrost cen produkcji sprzedanej przemysłu był niższy (0,7 proc. r/r), co sprawia, że mamy stabilny wzrost gospodarczy przy niewielkiej presji inflacyjnej. Jednak zdaniem Pietrewicza należy obserwować sytuację w innych krajach, gdzie obserwuje się tendencje do podnoszenia stóp procentowych. Inwestorzy zignorowali natomiast dzisiejsze informacje ze spotkania premiera Marcinkiewicza z szefem włoskiego banku Unicredit, mimo, że pojawiła się możliwość zakończenia sporu w ciągu najbliższych tygodni. Niewykluczone, że i słusznie, gdyż nie ma gwarancji, iż nie jest to element gry politycznej, zwłaszcza, że w drugiej połowie przyszłego tygodnia Sejm najprawdopodobniej powoła do życia superkomisję śledczą ds. banków.
Na rynku eurodolara byliśmy wpierw świadkami osłabienia się dolara (w okolice 1,22 za euro), a później jego umocnienia. W efekcie po godz. 16:00 za jedno euro płacono 1,2155 dolara. Po wczorajszych danych o amerykańskiej inflacji na rynku pojawiły się obawy, co do dzisiejszych figur o produkcji przemysłowej za luty. Zaskoczenia jednak nie było - jej dynamika wyniosła 0,7 proc. m/m, co doprowadziło jednocześnie do wzrostu rentowności amerykańskich obligacji po wczorajszym sporym tąpnięciu. Nieco rozczarowały dane na temat nastrojów konsumenckich - indeks sporządzany przez Uniwersytet w Michigan wyniósł na początku marca 86,7 pkt. Warto jednak zauważyć, że nie był to odczyt gorszy w relacji do końca lutego, a dla większości inwestorów istotniejsze są informacje podawane na koniec miesiąca.
Autor: Marek Rogalski