Głównym powodem gwałtownej przeceny zielonego była seria fatalnych danych ze Stanów Zjednoczonych, po której wyraźnie spadły szanse na to, że FED będzie skłonny podnieść stopy procentowe więcej niż dwa razy. Inflacja netto wyniosła jedynie 0,1 proc. m/m. Prognozowano +0,2 proc. Z kolei wskaźnik CPI wzrósł m/m tylko o 0,1 proc., czyli w takim stopniu jak się spodziewano. Odnotowano także spadek sprzedaży detalicznej, który w lutym wyniósł aż 1,3 proc. m/m (najgorszy odczyt od 6 miesięcy) i 0,4 proc. m/m bez uwzględnienia samochodów (największy spadek od kwietnia 2004 r.). Z kolei dane z rynku nieruchomości Stanów Zjednoczonych pokazały spadek w lutym zarówno liczby nowych inwestycji budowlanych jak i pozwoleń na nie. To, że był on nieco niższy od oczekiwań niewiele zmieniło. Zielony dodatkowo dostał cios w postaci danych o napływie kapitałów netto za styczeń. Choć okazał się on wyższy od prognoz i wyniósł 66,0 mld dolarów (oczekiwano +65,0 mld USD) to nie zdołał on pokryć deficytu handlowego, który w tym samym miesiącu wyniósł 68,51 mld USD. Podobnie rzecz się miała z informacjami, które pokazały wzrost deficytu na rachunku obrotów bieżących w USA w IV kwartale ub.r. o 21,3 proc. kw/kw do rekordowego poziomu 224,9 mld USD wobec oczekiwanych 218 mld USD.
Z drugiej strony wspólnej walucie na samym początku tygodnia pomogły weekendowe doniesienia o tym, że bank centralny Zjednoczonych Emiratów Arabskich może przewalutować ok. 10 proc. swoich rezerw walutowych z dolarów na euro. W kolejnych dniach euro zyskało wsparcie w postaci informacji agencji Market News, która powołując się na źródło w ECB podała, że Bank może podnosić stopniowo stopy w Eurolandzie do "neutralnego poziomu", czyli 3-4 proc., a do najbliższego zacieśnienia może dojść już w maju. Dla tej samej agencji Klaus Liebscher, szef banku Austrii i członek Rady ECB mówił, że stopy w Eurolandzie pozostają bardzo, bardzo niskie. Co do danych ze strefy euro to warto jedynie wspomnieć o tych z Niemiec. Indeks ZEW nieoczekiwanie spadł w marcu do 63,4 pkt. z 69,8 pkt. i wobec oczekiwanego wzrostu do 71 pkt.
W najbliższym tygodniu kalendarz publikowanych danych makroekonomicznych zarówno ze Stanów Zjednoczonych, jak i z Eurolandu jest bardzo ubogi. Wydaje się, że po ostatniej wyprzedaży dolara możemy być świadkami częściowego odrobienia strat przez amerykańską walutę. Na rynku EUR/USD poziomy na sprzedaż euro znajdują się na 1,2150-1,2200. Nie wydaje się jednak, żeby cena euro miała spaść poniżej poziomu 1,1970.
Rynek krajowy
Początek ostatniego tygodnia nie był udany dla naszej waluty. Cena euro, która na zamknięciu sesji w dniu 10 marca wynosiła 3,8915 we wtorek wzrosła do 3,9480/90 i znalazła się na najwyższym poziomie od 23 listopada ur. Z kolei cena dolara zwyżkowała z 3,2670 i w poniedziałek wynosiła nawet 3,3065. Była, zatem najwyższa od 5 grudnia ur. Negatywny sentyment dla złotego wynikał z napiętej sytuacji na krajowym rynku, w tym głównie sprawy ataków na osobę szefa NBP oraz utrzymującego się ryzyka przedterminowych wyborów, a także wydarzeń na Węgrzech, gdzie notowania forinta do euro znalazły się na najniższym poziomie od 2 lat. W dalszej części tygodnia inwestorzy przystąpili jednak do odkupywania mocno przecenionej polskiej waluty. I to bardzo silnego. Złoty z ogromną nawiązką odrobił poniesione wcześniej straty. Mocno wzrosły także ceny obligacji. W piątek kurs EUR/PLN zniżkował do 3,8240. Z kolei kurs USD/PLN spadł do 3,1430. Czynnikiem, który w największym stopniu wsparł naszą walutę były wydarzenia na rynku międzynarodowym. Spadek nadziei na większe podwyżki stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych spowodował wyraźny spadek rentowności amerykańskich papierów skarbowych. Kapitał zaczął płynąć ponownie z USA w kierunku gospodarek wschodzących. Opublikowane przez GUS dane makro nie były jednoznaczne. Z jednej strony wzrost cen okazał się niższy od oczekiwań. Po zrewidowaniu przez Urząd koszyka inflacyjnego, wskaźnik CPI w ujęciu rocznym wyniósł w lutym 0,7 proc. Z kolei inflacja za styczeń została skorygowana w dół do 0,6 proc. z 0,7 proc. Jeżeli chodzi o ceny produkcji sprzedanej przemysłu to w lutym wzrosły one r/r o 0,7 proc., a w styczniu o 0,3 proc. - te ostatnie po rewizji w dół z 0,5 proc. Z drugiej strony dane o 4,8 proc. r/r wzroście płac w lutym, a także te o 10,1 proc. r/r dynamice produkcji przemysłowej były wyższe od prognoz.