Głównym czynnikiem warunkującym notowania amerykańskiego dolara są dwie kwestie: polityka głównych banków centralnych, a także kwestia rezerw dolarowych w krajach arabskich i azjatyckich. Drugiego marca Europejski Bank Centralny zdecydował o podwyżce stóp procentowych o 25 p.b. do 2,50 proc. Jednak dobre dane makroekonomiczne, jakie napływają ze strefy euro sprawiają, że dalsze podwyżki stóp procentowych są dosyć prawdopodobne - na rynku pojawiły się spekulacje, że członkowie Europejskiego Banku Centralnego mogą być w tej sprawie jednogłośni. Nie można, zatem wykluczyć, że taka decyzja zostanie podjęta już podczas posiedzenia w najbliższy czwartek, 6 kwietnia, a nie w maju jak to wcześniej zakładano. Poza tym wyraźnie rosną oczekiwania, co do przyspieszenia tempa zacieśniania polityki monetarnej w tym roku przez ECB. Na tym tle amerykański FED wygląda nieco gorzej, chociaż warto odnotować kolejną podwyżkę stóp procentowych o 25 p.b. jaka miała miejsce 28 marca. W efekcie stopy procentowe wzrosły do poziomu 4,75 proc. Jeszcze na początku marca spekulowano, że cykl podwyżek stóp procentowych w USA może zakończyć się dopiero na poziomie 5,50 proc., co motywowano dosyć dobrymi danymi gospodarczymi i utrzymującym się ryzykiem inflacyjnym. W komunikacie wydanym po posiedzeniu FED utrzymane zostało stwierdzenie, że dalsze podwyżki mogą być konieczne. Przed samym posiedzeniem na rynku pojawiało się wiele spekulacji odnośnie możliwej zmiany tonu komunikatu. Motywowano to tym, że po raz pierwszy posiedzeniu FOMC przewodniczył nowy szef Ben Bernanke, a w składzie Komitetu Otwartego Rynku doszło do kilku zmian personalnych. Tak jak napisaliśmy wyżej zaskoczenia jednak nie było, chociaż kluczowe w tym względzie może okazać się zaplanowana na 18 kwietnia b.r. publikacja zapisków z ostatniego posiedzenia, która może dać wyraźniejszy obraz sytuacji i perspektyw kształtu polityki monetarnej na najbliższe miesiące. Więcej na ten temat w drugiej części raportu.
Drugim czynnikiem prowadzącym do wzrostu notowań europejskiej waluty względem dolara były pojawiające się spekulacje odnośnie możliwych zmian w polityce rezerw dolarowych arabskich i azjatyckich banków centralnych. Przez lata dominowała tutaj amerykańska waluta, a przeważająca część aktywów inwestowana była w amerykańskie papiery skarbowe. Tymczasem z jednej strony względy polityczne, a z drugiej także ekonomiczne (konieczność dywersyfikacji i systematycznie rosnący wzrost znaczenia europejskiej waluty na arenie międzynarodowej) zaczynają skłaniać niektórych do rozważenia zmiany procentowej relacji swoich rezerw dolarowych. Sprawa jest jednak dosyć "śliska", co sprawia, że na razie są to tylko spekulacje, a realne podjęcie zaplanowanych działań jest opóźniane (informacja o zamierzeniach banku centralnego Zjednoczonych Emiratów Arabskich). W najbliższym czasie istotna będzie także kwestia chińska. Nasilające się naciski ze strony amerykańskich kongresmanów odnośnie konieczności pilnej rewaluacji chińskiego juana (przy tym straszą oni wprowadzeniem ustawy o wzroście ceł na chińskie produkty), doprowadziły do sytuacji, w której część tamtejszych polityków zaczęła sugerować możliwość zmiany struktury chińskich rezerw banku centralnego. Zasygnalizował to chociażby Cheng Siwei, wiceprzewodniczący chińskiego parlamentu, w wywiadzie dla xhongkongskiej gazety na początku kwietnia. Tyle, że posiadający aż 262,6 mld USD w amerykańskich papierach (wg stanu z początku stycznia) Bank of China szybko zdementował tą informację. Niemniej jednak kwestia chińska najpewniej będzie poruszana podczas wizyty prezydenta Chin w USA w II połowie kwietnia, a także podczas spotkania grupy G7 w tym miesiącu. Reasumując, odnotowana w marcu zwyżka EUR/USD z 1,1928 do 1,2117 może być tylko "preludium" do dalszej aprecjacji europejskiej waluty. Zresztą już 4 kwietnia b.r. za jedno euro płacono już 1,2250 dolara.
A co na złotym? Marzec przyniósł jego wyraźne osłabienie. Mierząc odchyleniem od parytetu liczonym na podstawie średnich kursów NBP o 2,87 proc. (z 18,19 proc. w końcu lutego do 15,32 proc. na koniec marca). Tym samym nasza waluta była słabsza wobec wszystkich krosów. Kurs EUR/PLN wzrósł z okolic 3,7726 zł do 3,9357 zł, a USD/PLN z 3,1768 zł do 3,2491 zł.
Naszej walucie zaszkodziły dwie kwestie: nasza polityka, a także oczekiwane posunięcia zagranicznych banków centralnych. Informacja o zgłoszeniu wniosku o samorozwiązanie Sejmu przez PiS, doprowadziła do faktycznego rozpadu paktu stabilizacyjnego i tym samym zwiększyła niepewność, do co kształtu naszej sceny politycznej na najbliższe miesiące. Inwestorom nie widzi się zbytnio wizja zawiązania przez PIS formalnej koalicji rządowej z Samoobroną i nominacji Andrzeja Leppera na wicepremiera. Taka "socjalna" koalicja mogłaby doprowadzić do zahamowania reform i pogorszenia się sytuacji budżetu. Pojawiły się także obawy, co do ewentualnego odejścia z rządu minister finansów Zyty Gilowskiej, chociaż na razie sama zainteresowana na razie wydaje się nie potwierdzać, ani nie zaprzeczać tym informacjom. Nie można jednak wykluczyć scenariusza, w którym do zawiązania koalicji z Samoobroną jednak nie dojdzie, a będziemy mieć albo wcześniejsze wybory, albo trwanie mniejszościowego rządu Kazimierza Marcinkiewicza przy częściowym parlamentarnym wsparciu Platformy Obywatelskiej. O wiele bardziej istotną kwestią poza polityką jest jednak globalna polityka banków centralnych sugerująca dalsze podwyżki stóp procentowych. W sytuacji, kiedy rosną stopy w strefie euro, a także za Oceanem, atrakcyjność rynków wschodzących, do których zalicza się także Polska niestety będzie spadać.
Prognoza: