W takich warunkach opublikowane o godz. 14:00 przez GUS i NBP dane, choć zaskakująco niskie nie wpłynęły w większym stopniu na rynek. Główny Urząd Statystyczny poinformował, że w marcu inflacja w ujęciu rocznym wyniosła jedynie 0,4 proc. Średnia prognoz analityków mówiła o 0,6 proc. wzroście. Z kolei stosunku miesiąc do miesiąca ceny spadły o 0,1 proc. W lutym było to odpowiednio: 0,7 proc. i 0,0 proc. Po tej publikacji Jacek Krzyślak z resortu finansów powiedział, że do czerwca inflacja r/r nie powinna przekroczyć poziomu 0,5 proc., a na koniec dotrze do 1,1-1,2 proc. Z kolei Narodowy Bank Polski podał, że w trzecim miesiącu tego roku podaż pieniądza m/m wzrosła o 0,3 proc. Spodziewano się 0,8 proc. jej zwyżki. Warto przypomnieć jednak, że szef NBP w piątkowym wywiadzie prasowym dla jednego z dzienników podkreślił, że niska obecnie inflacja jest wynikiem czynników przejściowych.
Znikome ruchy obserwowaliśmy także na arenie międzynarodowej. Większość światowych rynków była nieczynna, lub funkcjonowała na pół gwizdka. Kurs EUR/USD poruszał się w bardzo wąskim przedziale 1,2094-1,2118. O godz. 16:15 cena euro do dolara wynosiła 1,2108. Po południu napłynęły dane makro z USA. W marcu produkcja przemysłowa m/m wzrosła o 0,6 proc., a wykorzystanie mocy produkcyjnych wyniosło 81,3 proc. Oczekiwano odpowiednio +0,5 proc. i 81,4 proc. W dół zostały zrewidowane dane za luty (z +0,7 do +0,5 proc. i z 81,2 proc. do 81,0 proc.).