W kwietniu wskaźnik zaufania konsumentów wzrósł do najwyższego poziomu od 4 lat, a w marcu: sprzedaż domów na rynku wtórnym zwyżkowała, choć prognozowano jej spadek, sprzedaż nowych domów poszła w górę najsilniej od prawie 13 lat, a zamówienia na dobra trwałego użytku wzrosły w górę najbardziej od maja 2005 r. Inwestorzy nie kupowali jednak dolarów oczekując na to, co w czwartek, o godz. 16:00 powie Ben Bernanke podczas swojego wystąpienia przed Wspólnym Komitetem Ekonomicznych. Drugim czynnikiem szkodzącym amerykańskiej walucie był wynik weekendowego posiedzenia państw grypy G7. Podczas spotkania w Waszyngtonie, wezwano Chiny do uelastycznienia polityki kursowej, co miałoby pomóc w ograniczeniu nierównowagi w handlu międzynarodowym, w tym głównie ogromnego amerykańskiego deficytu. Wpłynęło to na wzmocnienie walut azjatyckich (won koreański, jen japoński i dolar singapurski) i osłabienie waluty USA. Z drugiej strony euro zyskało wyraźne wsparcie po pierwsze w postaci serii jastrzębich wypowiedzi członków Europejskiego Banku Centralnego, a po drugie poprzez działania niektórych banków centralnych, które już od pewnego czasu informują o przewalutowywaniu częściowo swoich rezerw walutowych z dolarów na euro.
W czwartek o godz. 9:15 kurs EUR/USD wynosił 1,2450. Najbliższymi technicznymi wsparciami są 1,2415/1,2385/1,2365. Z kolei opory znajdują się na 1,2470/1,2485/1,2500. Do czasu wystąpienia Bena Bernanke można spodziewać się konsolidacji w zakresie 1,2415-1,2485. Potem raczej czekają nas już tylko spadki.
Rynek krajowy:
Czwartkowy ranek przynosi nieco mocniejszą złotówkę. Kurs EUR/PLN oscyluje wokół 3,8750 zł, a USD/PLN 3,1130 zł, co odpowiada 17,47 proc. odchylenia po mocnej stronie parytetu.
W przeciwieństwie do pozostałych rynków naszego regionu, które zaczynają tracić w kontekście wzrostu globalnych oczekiwań na zaostrzenie polityki monetarnej, co zwykle szkodzi emerging markets, nasz złoty pozostaje relatywnie mocny. Niewykluczone, że pomagają w tym ostatnie dane makroekonomiczne, które pokazały, że nasza gospodarka wchodzi na coraz szybszą ścieżkę wzrostu. Wczoraj rano Główny Urząd Statystyczny opublikował dane o sprzedaży detalicznej i bezrobociu za marzec. W pierwszym przypadku dynamika wyniosła 10,1 proc. r/r, a w drugim stopa spadła do 17,8 proc. To sprawia, że mówi się o wzroście gospodarczym wyraźnie powyżej 5 proc. r/r, co przyznają nawet sami członkowie Rady Polityki Pieniężnej. Na wczorajszym posiedzeniu RPP zgodnie z oczekiwaniami nie doszło do obniżki stóp procentowych (główna pozostała na poziomie 4 proc.). Na konferencji prasowej Rada przedstawiła nową projekcję inflacyjną NBP, z której wynika, że tegoroczna ścieżka może być niższa niż oczekiwano, ale wyższy wzrost możemy zanotować w 2008 r. Leszek Balcerowicz nie wykluczył, że w najbliższych miesiącach możemy mieć nawet deflację. Podkreślił jednak, że nie należy przywiązywać wagi do bieżących wskaźników inflacji i przyznał, ze zdaniem twórców modelu jest ryzyko, że wskaźnik CPI będzie odchylać się w górę w dłuższym terminie w relacji do przyjętej teraz projekcji. To pokazuje tylko, że RPP nie będzie skłonna w najbliższych miesiącach do cięć stóp procentowych, co jednak nie jest żadnym zaskoczeniem dla rynku.