Ben Bernanke przed Wspólnym Komitetem Ekonomicznych Kongresu zapowiedział, że kolejne decyzję FED będą uzależnione od danych napływających z gospodarki oraz co najważniejsze podkreślił, że w przyszłości możliwa jest przerwa w trwającym od czerwca 2004 r., cyklu podwyżek stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych. Zdaniem większości analityków "pauza" ta nastąpi, po spodziewanej 25 pkt podwyżce stóp w maju (do 5,0 proc.). Co więcej Bernanke zaznaczył, że nierównowaga w gospodarce światowej jest czynnikiem mocno zagrażającym dolarowi. Przecena amerykańskiej waluty byłaby zapewne o wiele większa gdyby nie to, że wszystkie te słowa były już w znacznym stopniu zdyskontowane na rynku. Od dłuższego czasu dolar tracił bowiem na fali coraz większego przekonania inwestorów o tym, że majowa podwyżka stóp procentowych przez FED może być ostatnią w cyklu. Z kolei od początku tego tygodnia waluta USA pozostawała pod negatywnym wpływem wyniku weekendowego posiedzenia państw grypy G7. Podczas spotkania w Waszyngtonie, wezwano Chiny do uelastycznienia polityki kursowej, co miałoby pomóc w ograniczeniu nierównowagi w handlu międzynarodowym, w tym głównie ogromnego amerykańskiego deficytu. Doprowadziło to do wzmocnienia walut azjatyckich (won koreański, jen japoński i dolar singapurski) i osłabienie waluty USA.
W piątek o godz. 09:30 kurs EUR/USD wynosił 1,2541. Najbliższymi technicznymi wsparciami są 1,2495/1,2470/1,2400. Z kolei opory znajdują się na 1,2550/1,2590/1,2600. W obecnych warunkach testowanie kluczowej bariery na 1,2590 wydaje się bardzo prawdopodobne. Poziomy do zakupów euro znajdują się w okolicy 1,2520.
Rynek krajowy:
W piątek rano złoty jest jeszcze mocniejszy niż podczas czwartkowego zamknięcia. O godz. 9:20 za jedno euro płaci się średnio 3,8650 zł, a za dolara 3,0790 zł, co odpowiada 17,97 proc. odchylenia od parytetu, wobec 17,65 proc. wczoraj.
Naszej walucie nie przeszkodziły zbytnio informacje, jakie napłynęły wczoraj z polityki. Po burzliwych obradach PSL zdecydowało, aby nie wchodzić do koalicji PiS-Samoobrona. Po godz. 17:00 doszło jednak do podpisania umowy koalicyjnej pomiędzy PIS, Samoobroną i secesjonistami z LPR. To jednak nie wystarczyło do tego, aby osiągnąć wymaganą większość 231 posłów w Sejmie (brakuje ich 13). Dzisiejsza prasa spekuluje, że PiS będzie nadal prowadzić rozmowy z LPR, chociaż ugrupowanie Romana Giertycha postawiło w zasadzie "zaporowe" warunki. Bardziej prawdopodobne mogą być, zatem rozmowy z poszczególnymi posłami LPR. Wiceprezes LPR, Adam Lipieński zasugerował dzisiaj rano, że jeżeli nie uda się zebrać większości, to trzeba będzie rozważyć wcześniejsze wybory w czerwcu. Na razie jednak inwestorzy ze spokojem przyjmują te wszystkie informacje i za pozytyw biorą próby doprowadzenia do tak wyczekiwanej stabilizacji w polityce. Tyle, że wczorajsze wydarzenia tak naprawdę powodują to, że jakość polityki prowadzonej przez nowy rząd będzie jeszcze gorsza, niż można było się tego wcześniej spodziewać, gdyż rośnie pozycja Andrzeja Leppera.