Wczoraj po południu opublikowane zostały dane z USA odnośnie indeksu ISM w usługach, który spadł w maju do poziomu 60,1 pkt. z 63,0 pkt. Był to odczyt w zasadzie zgodny z oczekiwaniami (60,0 pkt.). Część obserwatorów zwróciła jednak uwagę na wzrost subwskaźnika cen płaconych do 77,5 z 70,5, co może być odbierane jako impuls proinflacyjny. Kluczowe okazało się jednak wieczorne wystąpienie szefów banków centralnych. Ben Bernanke powtórzył, iż obawia się ryzyka wzrostu inflacji dodając przy tym, że bank centralny musi pozostawać "czujny". Zdaniem szefa FED niepokój budzi głównie wzrost wskaźnika inflacji bazowej w ostatnich miesiącach, który przekroczył pasmo preferowane przez bank centralny. Warto jednak zaznaczyć, że Ben Bernanke nie wykluczył spowolnienia wzrostu gospodarczego w najbliższych kwartałach, do czego może przyczynić się spadek konsumpcji i schłodzenie na rynku nieruchomości. Ta ostatnia kwestia sprawia, że ponowny wzrost oczekiwań rynku do 72 proc. odnośnie podwyżki stóp procentowych o 25 p.b. pod koniec czerwca, nie koniecznie musi być do końca uzasadniony. Wiele jeszcze mogą zmienić kolejne publikacje danych, zwłaszcza tych odnośnie inflacji za maj, które poznamy w połowie miesiąca.
Z kolei Jean Claude Trichet nie udzielił w zasadzie żadnych wskazówek mogących ocenić prawdopodobieństwo skali podwyżki stóp procentowych w najbliższy czwartek. Najbardziej prawdopodobny pozostaje cały czas wariant ruchu o 25 p.b., chociaż coraz więcej uczestników rynku "po cichu" liczy na 50 p.b. Fakt ten może doprowadzić za kilka dni do sporego rozczarowania.
Dzisiaj uwaga rynku skupi się na danych makro ze strefy euro. O godz. 10:00 poznamy majową wartość indeksu PMI w usługach, który według prognoz wzrósł do 58,5 pkt. Naszym zdaniem oczekiwania odnośnie czwartkowego posiedzenia ECB będą sprzyjać wzrostom EUR/USD. Dlatego też spodziewamy się dzisiaj ponownego testowania okolic 1,2970.
Rynek krajowy:
Poniedziałek przyniósł osłabienie złotego, które jednak nie było już kontynuowane na dzisiejszej sesji. O godz. 9:43 za jedno euro płacono 3,9565 zł, a za dolara 3,0640 zł.