Zdania, co do tego, czy amerykańska waluta weszła już w dłuższy trend spadkowy, wciąż są podzielone. Mimo tego, na odwrócenie tak silnego trendu trudno będzie liczyć, co najwyżej możliwe będą lokalne (nawet kilku-tygodniowe) korekty.
Skąd ta słabość amerykańskiej waluty? Przyczyny są wciąż pozostawały takie same, a były nimi oczekiwania związane z polityką głównych banków centralnych, zmianą struktury rezerw walutowych i obawy przed pogorszeniem się sytuacji na Bliskim Wschodzie. Mimo, że na posiedzeniu 10 maja amerykański bank centralny po raz szesnasty podwyższył stopy procentowe (do poziomu 5,00 proc.) i zaznaczył, że nie można wykluczyć kolejnych ruchów, to nie doprowadziło to na dłużej do poprawy sytuacji dolara. Inwestorzy dosyć dobrze zdawali sobie sprawę z faktu, że wiele zależeć będzie od publikacji kolejnych danych makroekonomicznych, a te nie były aż tak jednoznaczne, jak miało to miejsce w strefie euro. Coraz większą popularność zdobywała także teza mówiąca o tym, że dalsze zacieśnianie polityki monetarnej przez amerykański bank centralny przyczyni się w efekcie do spowolnienia tempa wzrostu gospodarczego.
Tymczasem dane makroekonomiczne z USA, jakie napływały na rynek w maju b.r. były mieszane. Opublikowane na początku miesiąca oba wskaźniki ISM (dla przemysłu i usług) były lepsze od oczekiwań utrzymując się wyraźnie powyżej poziomu 50 pkt. (odpowiednio 57,3 i 63,0). Ale już dynamika sprzedaży detalicznej za kwiecień okazała się gorsza od oczekiwań i wyniosła jedynie 0,5 proc. m/m i 0,7 proc. m/m bez uwzględnienia samochodów. Podobnie było z indeksami zaufania i nastrojów konsumenckich, które odnotowały spadki względem wcześniejszych wartości. Z drugiej strony lepszy wobec wcześniejszego odczytu na poziomie 4,8 proc. kw/kw był wzrost PKB w I kwartale, który wyniósł 5,3 proc. kw/kw. (chociaż niższy od zakładanych 5,7 proc. kw/kw). Nadal utrzymywała się presja inflacyjna. Opublikowany 17 maja b.r. wskaźnik inflacji konsumenckiej CPI doprowadził do krótkoterminowego, wyraźnego umocnienia dolara. Okazało się, bowiem, że po odjęciu najbardziej zmiennych cen żywności i energii inflacja wzrosła w kwietniu o 0,3 proc. m/m, podczas kiedy oczekiwano jej zwyżki o 0,2 proc. m/m. Te pro-inflacyjne wskazania potwierdziła późniejsza publikacja kwietniowego wskaźnika PCE deflator, który w ujęciu rocznym wyniósł 2,1 proc. r/r. Było to wprawdzie tyle, ile oczekiwał rynek, ale powyżej pasma wahań uznawanego przez bank centralny, czyli 1,0-2,0 proc. r/r. Dodatkowo widać było, że obawy związane z utrzymującym się ryzykiem inflacyjnym podzielają także członkowie FED. Mówił o tym Ben Bernanke przemawiając 23 maja b.r. przed Senacką Komisją Bankową i potwierdziły to opublikowane w końcu maja b.r. zapiski z posiedzenia FED z 10 maja b.r., które okazały się bardziej "jastrzębie" niż tego oczekiwano. Po ich publikacji wzrosły szanse na podwyżkę stóp procentowych o 25 p.b. podczas zaplanowanego na 29 czerwca b.r. posiedzenia, chociaż warto zauważyć, że FED nie mówi już jednolitym głosem, a dane, jakie napłynęły na rynek w pierwszych dniach czerwca nie były już tak pozytywne.
O wiele bardziej klarowna sytuacja miała miejsce w przypadku informacji napływających ze strefy euro. Wzrost kwietniowej podaży pieniądza M3 do rekordowego poziomu 8,8 proc. r/r, wskaźnik inflacji w IV na poziomie 2,4 proc. r/r i opublikowane na początku czerwca wstępne dane o wskaźniku cen za maj na poziomie 2,5 proc. r/r, były w zasadzie jednoznacznymi dowodami za koniecznością kolejnej podwyżki stóp procentowych przez Europejski Bank Centralny. Dodatkowo pozostałe dane makroekonomiczne pokazywały, iż gospodarka w krajach "dwunastki" przyspiesza, a członkowie ECB przyznawali, że uczynią wszystko, co będzie konieczne, aby utrzymać inflację pod kontrolą. To wzbudziło spekulacje, że mogą oni zdecydować się na podwyżkę o 50 p.b. na zaplanowanym na 8 czerwca posiedzeniu.Takie posunięcie wydaje się jednak mało prawdopodobne, gdyż mogłoby doprowadzić do nadmiernego wzrostu wartości europejskiej waluty na rynkach.
W kwestii tzw. geopolityki to był to miesiąc bez większych zmian. Nie pojawiły się informacje o znaczących ruchach w kontekście zmiany struktury rezerw walutowych banków centralnych, chociaż to, że udział amerykańskiego dolara będzie się zmniejszać jest bardzo prawdopodobne. Z kolei na linii Iran i reszta świata trwała dyplomatyczna "próba sił", która jednak nie przyniesie raczej żadnego pozytywnego rozstrzygnięcia. Do zmiany doszło na stanowisku Sekretarza Skarbu USA, gdzie Johna Snowa zastąpił Henry Paulson, dotychczasowy przez banku inwestycyjnego Goldman Sachs. Zdaniem obserwatorów jego nominacja nie powinna przynieść znaczących zmian w dotychczasowej polityce Stanów Zjednoczonych. A tutaj kluczową kwestią wciąż pozostaje kwestia chińska i od dawna nadwartościowy kurs juana, który w dużej mierze wpływa na tzw. globalną nierównowagę handlową. To właśnie ona była coraz częściej podawana, jako jedna z przyczyn potencjalnej dalszej słabości amerykańskiej waluty. Tymczasem Amerykanie mają poniekąd związane ręce - szukając sojuszników w Radzie Bezpieczeństwa ONZ odnośnie kwestii irańskiej, nie będą mogli zbytnio drażnić Chińczyków, którzy dodatkowo są jednymi z największych posiadaczy amerykańskich obligacji finansując przy tym ogromny deficyt Stanów Zjednoczonych.