Umacniający się dolar zdołał zaszkodzić złotemu. W zasadzie ciężko się doszukiwać konkretnych przyczyn wzrostu wartości amerykańskiej waluty. Można zakładać, że rynek po prostu technicznie dojrzał do większego ruchu (przez ostatni miesiąc mieliśmy do czynienia z męczącym trendem horyzontalnym), natomiast informacje docierające na rynek mają już wówczas charakter impulsu popychającego ceny w którąś ze stron. Wśród podawanych powodów wzrostu wartości dolara na pierwszy plan wysuwają się słowa Bena Bernanke, który dał jednoznacznie do zrozumienia, że FED może dalej podnosić cenę dolara. Inwestorzy wyczytali to ze stwierdzenia, że FED użyje wszelkich dostępnych narzędzi, aby zapobiec rosnącej inflacji. Takie deklaracje natychmiast wzmocniły dolara, czego z kolei nie można już powiedzieć o giełdzie, która dopiero w końcówce tygodnia łapie oddech po poprzedniej przecenie. Amerykańskiej walucie, wbrew pozorom, mogła pomóc czwartkowa decyzja ECB w sprawie wzrostu stóp procentowych o 25pb. Decyzja była zgodna z oczekiwaniami. Warto jednak zauważyć, że euro się po niej osłabiło (na czym z kolei skorzystał dolar), co mogło z kolei sugerować, że część rynku po cichu liczyła na podwyżkę rzędu 50pb. Czwartkowy impuls aprecjacji dolara wzmocniły jeszcze dane z amerykańskiego rynku pracy. Szacowano, że ilość wniosków o zasiłki dla bezrobotnych wyniesie w minionym tygodniu 325k, podczas gdy faktycznie było ich 305k. Na dokładkę w piątek inwestorzy dostali jeszcze dane o mniejszym deficycie handlowym w kwietniu, który wyniósł 63,4mld USD, a spodziewano się go na poziomie 65mld USD. Dane również pomogły amerykańskiej walucie. Warto w tym momencie zwrócić uwagę na fakt, że być może rynek wchodzi w fazę dokładnie przeciwną do tego, co widzieliśmy jeszcze miesiąc temu, gdy dolar notorycznie tracił na wartości. Teraz praktycznie każda, korzystna dla dolara informacja od razu przekłada się na aprecjację amerykańskiej waluty. Dobrym testem kondycji rynku w krótkim terminie byłoby pojawienie się informacji, które teoretycznie powinny dolara osłabić. Jeśli zostaną one zignorowane, wówczas należałoby się spodziewać dalszego wzrostu wartości dolara.
Jeśli chodzi o kalendarium danych makroekonomicznych na najbliższy tydzień, to będzie on już pod tym względem nieco bardziej ciekawy od tego, co mogliśmy oglądać w minionych dniach. Na poniedziałek zaplanowano publikację danych na temat deficytu budżetowego w USA w maju. We wtorek otrzymamy dane na temat sprzedaży detalicznej oraz zapasów w firmach, a także inflacji PPI (liczonej w cenach producentów). W środę z kolei również mamy dane o inflacji, ale tym razem CPI (dane o PPI oraz CPI będą szczególnie przez rynek śledzone, zwłaszcza w kontekście ich wpływu na dalsze decyzje władz monetarnych). Oprócz środowej CPI, wieczorem poznamy również kluczowy w nadchodzącym tygodniu raport na temat stanu amerykańskiej gospodarki, czyli Beżową Księgę. Na czwartek zaplanowano indeks NY Empire State, dynamikę produkcji przemysłowej, wykorzystanie potencjału produkcyjnego, indeks Philadelphia FED oraz jak zwykle cotygodniowe dane na temat ilości nowych wniosków o zasiłki dla bezrobotnych. Tydzień zakończymy już nieco spokojniej, bowiem zaplanowano jedynie publikację indeksu nastroju Michigan Sentiment (dane wstępne za czerwiec). Jak więc widać, potencjalnych impulsów o charakterze fundamentalnym nie powinno brakować. Proponuję teraz spojrzeć na średnioterminową sytuację techniczną na poszczególnych parach.
Rynek zagranicznyEUR/USD
Ze średnioterminowego punktu widzenia w minionych dniach doszło już do zmiany sytuacji na eurodolarze. Od około czterech tygodni rynek tkwił w konsolidacji w rejonie 1,27 - 1,29. Końcówka tygodnia doprowadziła już do wyraźnego umocnienia dolara i wybicia się kursu z tego zakresu dołem. Może to więc obecnie sugerować, że w najbliższych dniach dolar będzie pod presją kupujących. Jeśli wybicie byłoby kontynuowane, docelowo można by się liczyć ze spadkiem w kierunku 1,2335 - 1,25. Oporem jest teraz 1,2750 oraz wyżej dobrze znane maksima z ostatnich tygodni przy ok. 1,2975.
USD/JPY