To wynik "elektryzujących" informacji, jakie napłynęły dzisiaj rano na rynek. Dzisiejsza prasa doniosła, że do dymisji może podać się minister finansów Zyta Gilowska, po tym jak rzecznik interesu publicznego może wystąpić do sądu lustracyjnego w związku ze złożeniem przez nią fałszywego oświadczenia. Mimo, że w kuluarach mówiło się o tym już od wczorajszego popołudnia, reakcja rynku ma miejsce dopiero dzisiaj. Spekuluje się o tym, że następcą Gilowskiej miałby zostać Paweł Wojciechowski, dotychczasowy doradca premiera Marcinkiewicza - o tym szef rządu miał rozmawiać już wczoraj. Zresztą mógł to być jeden z powodów, dla których sama Gilowska nie pojawiła się wczoraj na spotkaniu ws. budżetu w ramach Komisji Trójstronnej. Na rynku spekuluje się jednak, że oskarżenia przeciwko minister finansów są "słabe". Bronić się zamierza także sama zainteresowana - dzisiaj na godz. 12:00 zwołana została konferencja prasowa, a współpracownicy pani minister poinformowali, że nie zamierza ona podać się do dymisji. To doprowadziło do nieznacznego uspokojenia się nastrojów, ale sytuacja nadal pozostaje dosyć nerwowa.
Nietrudno przewidzieć, jak inwestorzy odebraliby ewentualną dymisję Zyty Gilowskiej, która była swoistym "strażnikiem finansów" w koalicyjnym rządzie Prawa i Sprawiedliwości. Dodatkowo czarne chmury zbierają się nad ministrem skarbu, Wojciechem Jasińskim, którego polityka zbiera coraz bardziej krytyczne oceny także zagranicą. Pokazała to wczorajsza publikacja dziennika "Financial Times". Sytuację pogarsza fakt, iż wniosek o odwołanie ministra, który złożony został wczoraj przez Platformę Obywatelską zamierza wykorzystać Samoobrona, która chce wzmocnić swoją pozycję w koalicji przez zmiany personalne w spółkach Skarbu Państwa i ministerstwach. Czy zatem czeka nas kryzys w koalicji?
Na sytuację polityczną w Polsce nakładają się negatywne oceny agencji Standard&Poors, która "de facto" postawiła wczoraj nasz kraj w jednym szeregu z Węgrami. Zwrócono uwagę, że brak zdecydowanych reform finansów publicznych i zawirowania na scenie politycznej, mogą doprowadzić do opóźnień w przyjęciu do strefy euro. Krytyka pojawiła się także ze strony Komisji Europejskiej, która przyznała, że Polska jest najsłabiej przygotowana do przyjęcia wspólnej waluty, gdyż nawet nie wyznaczyła terminu jej przyjęcia. Nie najlepsza sytuacja panowała także w regionie - nadal na wartości tracił węgierski forint, do czego przyczyniła się niezbyt udana aukcja 3-letnich obligacji.
Złotego wspierają obecnie tylko dobre dane makroekonomiczne, a także teza o możliwości dłuższej "pauzy" w podwyżkach stóp procentowych przez amerykański bank centralny po zaplanowanym na koniec czerwca posiedzeniu. W pierwszym przypadku opublikowane kilka dni temu rewelacyjne dane o produkcji przemysłowej w maju, mogą zostać wsparte przez dzisiejsze publikacje danych o sprzedaży detalicznej. Oczekiwania mówią wprawdzie o odczycie na poziomie 11,70 proc. wobec 13,20 proc. w kwietniu, ale możliwy jest lepszy odczyt.
Naszym zdaniem obecne okolice 4,11 zł za euro i 3,27 zł za dolara można wykorzystywać do sprzedaży walut. Cały czas podtrzymujemy, że najbliższe tygodnie powinny przynieść umocnienie złotego i poprawę nastrojów.