W efekcie indeks dolarowy sporządzany na bazie relacji 6 walut do USD zyskał w czerwcu tylko 0,59 proc. rosnąc z 84,72 pkt. do 85,22 pkt. Warto jednak zaznaczyć, iż w międzyczasie było to 2,75 proc. Zachowanie się rynku w ubiegłym miesiącu pokazało, iż w dłuższym okresie trend na osłabienie się dolara pozostaje dosyć silny i sytuacja nie ulegnie zmianie zbyt szybko.
Wróćmy jednak do czerwca. Początek miesiąca nie zapowiadał jeszcze silnego umocnienia amerykańskiej waluty. Opublikowane 31 maja b.r. zapiski z posiedzenia FED w dniu 10 maja b.r. pokazały, że w łonie banku centralnego nie ma jednoznacznych opinii, co do skali dalszych podwyżek stóp procentowych. Przyznano wprawdzie, że inflacja wciąż stanowi problem, ale dodano, że wiele będzie zależeć od napływających danych makroekonomicznych, które pomogą w ocenie dalszych perspektyw wzrostu gospodarczego. Silny zwrot nastąpił 5 czerwca, kiedy to podczas panelu dyskusyjnego z udziałem szefów banków centralnych, prezes amerykańskiej Rezerwy Federalnej, Ben Bernanke, zaprezentował się od zupełnie innej strony. Uważany przez niektórych za "gołębia" wygłosił dosyć mocne słowa, które wprawiły w "osłupienie" większość inwestorów. Przyznał on, że bank centralny musi pozostawać "czujny", gdyż inflacja staje się coraz większym zagrożeniem. Odniósł się on tutaj do odczytu wskaźnika inflacji bazowej, który w ostatnich miesiącach pozostawał powyżej poziomu tolerancji. Jednak tym, co tak naprawdę zaskoczyło były stwierdzenia, iż szef FED liczy się z ryzykiem spowolnienia wzrostu gospodarczego USA w kolejnych kwartałach. Ta swoista "determinacja" w walce z inflacją podtrzymywana była także w wypowiedziach pozostałych członków FED, co przełożyło się na wyraźny wzrost oczekiwań, co do dalszych podwyżek stóp procentowych, ale też doprowadziło do silnych spadków na światowych giełdach. Z tego też powodu w drugiej połowie czerwca FED zaczął "uspokajać" rynek. W kolejnym wystąpieniu w połowie miesiąca, Ben Bernanke nieoczekiwanie stwierdził, że presja inflacyjna pozostaje pod kontrolą mimo wysokich cen ropy. Z kolei Jack Guynn z Atlanty starał się przesunąć akcenty w kierunku odwiecznego problemu sporych deficytów USA. Nie zmieniło to jednak oczekiwań inwestorów, którzy wiele oczekiwali po posiedzeniu FED z 29 czerwca b.r. Jak się okazało zbyt wiele i w kolejnych dniach byliśmy świadkami gwałtownego osłabienia się dolara. Mimo, że główna stopa wzrosła o 25 p.b. do 5,25 proc., to w komunikacie stwierdzono, że kolejne decyzje będą zależne od publikacji danych makroekonomicznych, które pokażą, jaki jest stan gospodarki. Tym samym, mimo, że FED przyznał, że problem inflacji istnieje, to potencjalne spowolnienie dynamiki PKB w najbliższych kwartałach, może wpłynąć na zmniejszenie presji na wzrost cen. Zdaniem wielu obserwatorów bank centralny pozostawił sobie tym samym furtkę, która może doprowadzić do pauzy w cyklu podwyżek. Tym samym spadły oczekiwania na taki ruch podczas posiedzenia zaplanowanego na 8 sierpnia b.r. i coraz częściej mówi się, że może do tego dojść dopiero we wrześniu. Można jednak postawić pytanie, czy FED nie wie czegoś więcej niż pozostali i nie wyklucza chociażby mocniejszego hamowania amerykańskiej gospodarki.
O tym, że amerykańska gospodarka swój szczyt koniunktury ma już za sobą mogą świadczyć chociażby opublikowane w czerwcu dane makroekonomiczne. Wskaźniki aktywności ISM za okres maja odnotowały wyraźne spadki (w przypadku przemysłu z 57,3 do 54,4, a usług z 63,0 do 60,1), a w tym samym okresie amerykańska gospodarka utworzyła tylko 75 tys. nowych miejsc pracy w sektorach pozarolniczych. Z kolei dynamika produkcji przemysłowej była ujemna i wyniosła 0,1 proc. m/m. Kolejny już z rzędu i większy niż ostatnio spadek odnotowano także w przypadku wskaźników wyprzedzających w gospodarce - o 0,6 proc. m/m. Pozostałe odczyty, zwłaszcza dotyczące nastrojów konsumenckich były dosyć optymistyczne, co raczej skłania ku stwierdzeniu, że możliwe spowolnienie gospodarki nie powinno być zbyt gwałtowne. Przeciętni Amerykanie pozostawali optymistami i nie odczuwali zbytnio wpływu wysokich cen ropy. Wskaźnik zaufania sporządzany przez instytut Conference Board wzrósł w czerwcu do 105,7 pkt. z 103,2 pkt., a indeks nastrojów konsumenckich Uniwersytetu Michigan do 84,9 pkt. z 79,1 pkt. Paradoksalnie dobre w odniesieniu do pozostałych wskaźników gospodarczych, były informacje nt. cotygodniowego bezrobocia - średnia 4 tygodniowa utrzymywała się poniżej poziomu 310 tys. Lepszy od oczekiwań był także końcowy odczyt PKB za I kwartał, który wyniósł 5,6 proc. kw/kw. Do góry nie zrewidowano jednak odczytu deflatora PKB, który spadł z 3,3 proc. kw/kw do 3,1 proc. kw/kw wobec wcześniejszego odczytu. To wzbudziło obawy, że presja inflacyjna nie jest aż tak wysoka, jak można było sądzić. Należy jednak odnotować, że wskaźnik bazowy inflacji CPI core w ujęciu rocznym wzrósł w maju do poziomu 2,4 proc. z 2,3 proc. w kwietniu, a w ujęciu miesięcznym nie zmienił się i wyniósł 0,3 proc.
Czerwiec nie przyniósł pozytywnych informacji w odwiecznym temacie ogromnych deficytów Stanów Zjednoczonych, co może "wypłynąć" w najbliższych miesiącach. Wprawdzie publikacja deficytu handlowego za kwiecień była lepsza od oczekiwań, to jednak "dziura" w handlu zwiększyła się do 63,43 mld USD z 61,86 mld USD po korekcie przed miesiącem, a będący głównym "winowajcą" tego stanu rzeczy Chińczycy, nadal nie kwapili się do szybkiej rewaluacji kursu swojej waluty. Za duży plus należy uznać spadek deficytu na rachunku obrotów bieżących w I kwartale b.r. do 208,7 mld USD z 224,0 mld USD. Pozytywną wymowę tego faktu przyćmił jednak wyraźny spadek napływu kapitałów netto. Według sporządzanego przez Departament Skarbu raportu w kwietniu wyniósł on 46,7 mld USD wobec 69,8 mld USD wcześniej. Jest to mniej, niż potrzeba do sfinansowania deficytu C/A.
To, co działo się w amerykańskiej gospodarce kontrastowało z informacjami, które napływały w czerwcu ze strefy euro. Dalszy wzrost wartości odnotowały wskaźniki PMI obrazujące aktywność gospodarki. I tak w maju PMI dla sektora przemysłu wzrósł do poziomu 57,0 pkt., a dla usług do 58,7 pkt. (w obu przypadkach lepiej od oczekiwań). Lepszy od oczekiwań był także odczyt niemieckiego indeksu Ifo obrazującego nastroje w tamtejszym biznesie - wzrósł on w czerwcu do 106,8 pkt. Zaniepokoił jednak pewien sceptycyzm ze strony analityków wyrażony w słabym odczycie wskaźnika ZEW, który spadł w tym samym miesiącu do 37,8 pkt. z wcześniejszych 50,0 pkt. Pozostałe informacje z Niemiec nie dawały jednak powodu do niepokoju, chociaż większy od zakładanego spadek bezrobocia w czerwcu można wytłumaczyć faktem organizacji przez ten kraj mistrzostw w piłce nożnej. W strefie euro nadal wysoka pozostawała inflacja, która w ujęciu za maj wzrosła do 2,5 proc. r/r na poziomie konsumenta. Do poziomu 8,9 proc. r/r wzrosła w tym samym okresie podaż pieniądza M3. Wszystkie te informacje sprawiają, że Europejski Bank Centralny ma powody, aby nadal podwyższać stopy procentowe. Niemniej jednak podczas konferencji po posiedzeniu 8 czerwca b.r., kiedy to doszło do podwyżki o 25 p.b. do 2,75 proc., Jean Claude Trichet był dosyć wstrzemięźliwy, a w jego słowach zabrakło sformułowania o "czujności" banku centralnego. Mimo tego pozostali członkowie ECB wypowiadali się o konieczności dalszych podwyżek. Widać jednak, że kolejne decyzje będą podejmowane dosyć ostrożnie - rynek spodziewa się zacieśnienia polityki monetarnej w strefie euro dopiero w sierpniu.