Dzisiaj rynek pozna publikacje danych nt. przeciętnej płacy i zatrudnienia w czerwcu, które to GUS opublikuje o godz. 14:00. W pierwszym przypadku oczekuje się odczytu na poziomie 4,5 proc. r/r. Podane w miniony piątek dane o inflacji konsumenckiej (CPI) okazały się pewnym zaskoczeniem. Wskaźnik cen wzrósł w czerwcu o 0,8 proc. r/r wobec oczekiwanych 0,9-1,0 proc. r/r, a w ujęciu miesięcznym odnotowaliśmy spadek o 0,3 proc. m/m. Takie wyniki to głównie zasługa zachowania się cen żywności. Zdaniem Stanisława Nieckarza z Rady Polityki Pieniężnej wskaźnik CPI może powrócić do celu inflacyjnego dopiero w 2008 r. i tym samym nie widać powodów dla ewentualnego zaostrzania polityki monetarnej w perspektywie najbliższych kwartałów. Przyznał on również, że nie można wykluczyć ewentualnej obniżki stóp w 2007 r., jeżeli okazałoby się, że spowolnienie światowej gospodarki będzie wyraźniejsze niż to wcześniej sądzono (podobną opinię wyraził wcześniej Andrzej Wojtyna).
Bez większego echa przeszedł fakt zaprzysiężenia rządu Jarosława Kaczyńskiego przez prezydenta. Dla rynku istotniejsze będzie środowe expose, które pokaże, jakie będą priorytety działań nowego gabinetu. Z drugiej strony trudno będzie oczekiwać jakichś istotnych zmian wobec tego, co szef PiS i nowy minister finansów powiedzieli w ostatnim tygodniu. W przypadku Stanisława Kluzy warto jeszcze przytoczyć jego sobotnią wypowiedź, w której przyznał on, że resort finansów nie będzie kontynuować praktyk wymiany walut na rynku pozyskanych z zagranicznych emisji. Klimat wokół rządu mogą popsuć jednak spekulacje wokół możliwej dymisji ministra gospodarki Piotra Woźniaka, którego miałby zastąpić Paweł Poncyljusz. Czyżby to ukłon w kierunku "postulatów" Samoobrony?
Naszym zdaniem dzisiejsza sesja nie powinna przynieść większych zmian w poziomie złotego. Oczekujemy wahań EUR/PLN w przedziale 4,0150-4,0500 zł, a USD/PLN 3,1700-3,2050 zł. Do wyraźniejszego osłabienia się naszej waluty może dojść w II połowie tygodnia, kiedy to spodziewamy się istotnego umocnienia się dolara na rynkach światowych.
Rynek międzynarodowy:
W piątek amerykański dolar nadal zyskiwał na wartości wobec pozostałych walut, co zaskoczyło wielu obserwatorów w kontekście nasilającego się konfliktu na Bliskim Wschodzie. Zwykle w takich sytuacjach inwestorzy kierowali się w kierunku walut uznawanych za bezpieczne, czyli franka szwajcarskiego i euro. Tymczasem swoistym "safe haven" stał się amerykański dolar, co jednak można wytłumaczyć w dość prosty sposób. Drożejąca ropa na rynkach światowych może doprowadzić do tego, że FED zasygnalizuje konieczność dalszych podwyżek stóp procentowych z racji utrzymującego się ryzyka inflacji. Co zatem może być mniej ryzykowne, niż dobrze oprocentowane amerykańskie aktywa? Po drugie mimo nasilającego się ryzyka konfliktów zbrojnych na świecie, nie odbija się to na razie negatywnie na amerykańskim budżecie, gdyż amerykańscy żołnierze raczej nieprędko trafią do Libanu, czy Iranu biorąc pod uwagę o wiele gorszą pozycję USA na świecie, niż miało to miejsce kilka lat temu.