Pierwszy, najważniejszy impuls został zapoczątkowany już w zeszłym tygodniu, gdzie szef FED, Ben Bernanke wyraźnie położył nacisk na zwalniającą gospodarkę. Odczytano to wówczas jako zapowiedź wstrzymania się z kolejnymi podwyżkami stóp procentowych. Jego obawy zostały potwierdzone również w środowej, Beżowej Księdze (raport FED o stanie amerykańskiej gospodarki). Co prawda nadal wspominano, że istnieją napięcia inflacyjne, ale pamiętajmy, że w USA przy podejmowaniu decyzji w sprawie zmian ceny pieniądza nie bierze się pod uwagę jedynie inflacji, ale również dbanie o wzrost gospodarczy. Obawy o dynamikę wzrostu gospodarczego definitywnie potwierdziły wstępne dane o PKB za II kwartał, opublikowane dzisiaj w godzinach popołudniowych. Szacowano, że wyniesie on ok. 3,3%, podczas gdy faktycznie było to tylko 2,5%. Był to więc kolejny impuls deprecjonujący amerykańską walutę. Do tego należy również wziąć pod uwagę tzw. nastroje rynkowe, które od dłuższego czasu ewidentnie amerykańskiej walucie nie sprzyjają, a więc większość informacji pojawiających się na rynku interpretowana jest na niekorzyść dolara. Obecnie, aby spróbować tę tendencję odwrócić, musiałyby się zacząć pojawiać informacje sugerujące, że spowolnienie gospodarcze ma raczej charakter krótkotrwały, za to inflacja staje się coraz większym problemem. Taki układ argumentów sprzyjałby już zwiększeniu prawdopodobieństwa ponownego rozważania dalszych podwyżek stóp procentowych, na czym oczywiście skorzystałby dolar. Z danych makroekonomicznych w minionych dniach w zasadzie kluczowymi były tylko Beżowa Księga oraz piątkowe informacje na temat dynamiki PKB za II kwartał. Jak już wspomniałem, zarówno jedna, jak i druga publikacja były dla dolara niekorzystne.
Jeśli chodzi o dane publikowane w nadchodzącym tygodniu, to w zasadzie kluczowym wydarzeniem będzie piątek, gdzie zapoznamy się z comiesięcznym raportem z rynku pracy, a więc między innymi stopą bezrobocia oraz zmianą zatrudnienia w sektorach pozarolniczych. Te dane mają obecnie największe szanse poważniej ruszyć rynkiem. Jeśli chodzi o pozostałe publikacje makroekonomiczne, to w poniedziałek zapoznamy się z indeksem Chicago PMI, we wtorek z Raportem Challengera o planowanych zwolnieniach, przychodami i wydatkami Amerykanów, wydatkami na konstrukcje budowlane oraz indeksem ISM w sektorze produkcyjnym. Na środę zaplanowano tylko mało znaczące dane na temat tygodniowej zmiany zapasów paliw. W czwartek jak zwykle poznamy również cotygodniowe dane o ilości nowych wniosków o zasiłki dla bezrobotnych. W tym miejscu zwracam od razu uwagę, że tym razem dane te mają nieco większą możliwość wpłynięcia na zmiany cen, bowiem poprzedzają piątkowy raport z rynku pracy. W czwartek poznamy jeszcze indeks ISM, ale tym razem dla sektora usług, jak również dane o zamówieniach fabrycznych. W piątek zaplanowano tylko wspomniany raport z rynku pracy. Spójrzmy teraz na sytuację techniczną na poszczególnych parach.
Rynek zagraniczny
EUR/USD
Ze średnioterminowego punktu widzenia minione dni niewiele zmieniły na parze eurodolara. Kurs nadal utrzymuje się w górnej części zwyżki, jaka została zapoczątkowana pod koniec lutego. Okolice 1,2530 to 38,2% zniesienie tej fali, a jak na razie korekta zdołała sięgnąć tylko nieznacznie niżej, czyli 1,2460. Jak na razie popyt zdaje się więc nadal kontrolować sytuację, natomiast o jego kolejnym uderzeniu będzie można mówić w przypadku przełamania około 2-miesięcznej linii spadkowej, której okolice zdołały w drugiej części tygodnia zatrzymać zapędy kupujących. Można ją obecnie wyznaczyć przy cenie ok. 1,2750. Jej wyraźne przełamanie byłoby sygnałem zakończenia korekty. Można byłoby się wówczas spodziewać prób podejścia pod dotychczasowe maksima, czyli 1,2970.USD/JPY