FED ze względu na zwalniające tempo wzrostu gospodarczego w USA postanowił przerwać cykl podwyżek, jednak nie został zasygnalizowany koniec zacieśniania polityki pieniężnej. Władze monetarne USA pozostawiły sobie otwarte opcje uzależniając kolejne posunięcie od wskazań inflacji. Komentarz do powyższej decyzji nie był zbyt jastrzębi, wobec czego dolar osłabił się wobec euro do poziomu 1,2910, który okazał się silnym oporem dla notowań do końca tygodnia. Dane z amerykańskiego rynku pracy dotyczące kosztów pracy w II kw. wskazały na większy od oczekiwań wzrost rzędu 4,8% przy jednoczesnym wzroście wydajności pracy o 1,1%. Nierównowaga pomiędzy tymi wskazaniami może być symptomem utrzymującej się presji inflacyjnej, jednak o tym czy inflacja faktycznie wzrosła przekonamy się w przyszłym tygodniu. We wtorek ukazują się bowiem dane dotyczące wzrostu cen producentów, natomiast środa przyniesie publikację wskaźnika inflacji CPI. Wysoka lipcowa sprzedaż detaliczna, której poziom wzrósł o 1,4% w połączeniu ze wzrostem cen importu o 0,9% może doprowadzić do wzrostu inflacji za oceanem. Taki scenariusz miałby przełożenie na wzrost oczekiwań na kolejne podwyżki kosztu funduszy federalnych, co w efekcie umocniłoby amerykańską walutą wobec euro.
Oprócz wzrostu zagrożeń inflacyjnych na umocnienie dolara miały wpływ wydarzenia w Anglii. Udaremnienie przez angielskie służby zamachów terrorystycznych na samoloty kursujące między Anglią a USA wpłynęło na zwiększenie obaw o bezpieczeństwo międzynarodowe. Po ogłoszeniu przez Anglię i USA najwyższego stanu zagrożenia terrorystycznego inwestorzy kupowali dolary i franki szwajcarskie traktując je jako waluty "safe haven". Na fali tych wydarzeń pojawiły się obawy o spadek liczby lotów międzynarodowych co pociągnęło w dół ceny ropy, która zniżkowała do poziomu 75,5 dolarów za baryłkę. Do spadków cen ropy przyczyniły się również informacje o wznowieniu wydobycia na największym polu naftowym USA na Alasce. Oddalenie się cen ropy od lipcowych szczytów w okolicach 78,4 dolara za baryłkę zaowocowało zmniejszeniem obaw o spowolnienie gospodarcze, o którym mówili przedstawiciele FED w uzasadnieniu do przerwania cyklu podwyżek stóp procentowych, czego beneficjentem znów okazał się dolar amerykański.
O godz. 15.20 w piątek jedno euro kosztowało 1,2730 dolara amerykańskiego.
Rynek krajowy
Miniony tydzień złoty może zaliczyć do udanych. Kurs USD/PLN znalazł się poniżej psychologicznej bariery 3,00 aby pod koniec tygodnia powrócić w okolice poziomu 3,04. Z kolei kurs EUR/PLN poruszał się w dość wąskim paśmie wahań 3,85 - 3,88. Odnotowana na początku tygodniu aprecjacja polskiej waluty to zasługa głównie sytuacji na rynkach międzynarodowych. Wtorkowe posiedzenie FED-u nie przyniosło kolejnej podwyżki stóp w USA co zostało odebrane bardzo pozytywnie przez inwestorów powracających na rynki wschodzące. Duża w tym zasługa słabości dolara amerykańskiego, który był wyprzedawany praktycznie na wszystkich głównych parach walutowych. Sierpniowe posiedzenie FED-u nie przyniosło jednak zdecydowanego zakończenia cyklu podwyżek stóp procentowych co skutkowało realizacją zysków ze strony zagranicznych graczy na rynku złotego. Brak zdecydowanego kierunku na rynku złotego to również efekt małej płynności z uwagi na trwający okres wakacyjny. Praktycznie wszystkie zmiany na rynku PLN zawdzięczamy wahaniom kursu EUR/USD.